Grzegorz Wszołek - gw1990 Grzegorz Wszołek - gw1990
2698
BLOG

Ale to już było. I wróciło wraz z kohabitacją prezydenta Dudy z rządem

Grzegorz Wszołek - gw1990 Grzegorz Wszołek - gw1990 Rząd Obserwuj temat Obserwuj notkę 145
Młodsi Czytelnicy z pewnością nie pamiętają, jak śp. Lech Kaczyński był łajany w mediach – szczególnie wtedy, gdy władzę objął Donald Tusk. Szydery z szalika na stadionie, robienie z głowy państwa alkoholika, wypominanie słów „spieprzaj dziadu” wypowiedzianych pod adresem natrętnego oponenta czy wreszcie cały przemysł pogardy nakręcony przez Janusza Palikota – taki był odbiór prezydentury aż do katastrofy smoleńskiej. Sytuacja zaczyna się powtarzać z Andrzejem Dudą, który ułaskawił Mariusza Kamińskiego i Macieja Wąsika, a tydzień później podpisał ustawę budżetową, kierując ją jednocześnie do Trybunału Konstytucyjnego.

Premier Donald Tusk w niedawnej debacie trzech stacji: TVP, TVN24 i Polsatu, zasugerował, że ze stanem psychicznym prezydenta Andrzeja Dudy może być problem w związku ze sprawą ułaskawienia Mariusza Kamińskiego i Macieja Wąsika.

– Nie jestem psychologiem i nie będę oceniał motywacji oraz działań pana prezydenta od strony psychologicznej i emocjonalnej – rzucił w wywiadzie szef rządu, zapewniając, że jeśli głowa państwa ułaskawi posłów PiS, to on nie będzie tego komentował, bo taka jest prerogatywa prezydencka.

Oczywiście, zbyt długo w tym postanowieniu nie wytrwał – wystarczyło, że Kamiński i Wąsik opuścili więzienia. Inni politycy KO poszli jeszcze dalej i sugerują, że polski przywódca może nie być zdolny do pełnienia swojej funkcji. Kiedyś w takich oskarżeniach specjalizował się Janusz Palikot, który atakował prezydenta Lecha Kaczyńskiego.

Pierwszy był Palikot

Prezydent, który zmarł w Smoleńsku blisko 14 lat temu, był obiektem nieustannych ataków ze strony byłego posła PO. To właśnie on rozwinął twórczo przemysł pogardy, który wrócił z natężeniem nawet po śmierci polskiej delegacji 10 kwietnia 2010 r., gdy przerwano żałobę narodową hucpą wokół przeniesienia krzyża na Krakowskim Przedmieściu. Palikot robił z prezydenta alkoholika. Domagał się ujawnienia raportu o stanie zdrowia Lecha Kaczyńskiego, otwarcie zarzucając mu pełnienie funkcji z Alzheimerem. „Uważam, że ma problemy ze zdrowiem i nie sprawia wrażenia człowieka całkiem zdrowego, ale nie twierdzę, że nadużywa alkoholu” – pisał na blogu alkoholowy biznesmen, do którego – jak to się popularnie mówi – „wróciła karma” po latach w postaci bankructwa.

– Apeluję do Lecha Kaczyńskiego, żeby wytrzeźwiał i wreszcie przedstawił opinii publicznej, co naprawdę myśli w pełni swoich przytomnych sił – mówił w jednym z wywiadów Palikot. I tak prawie codziennie, dzień za dniem ktoś podłapywał temat i festiwal ataków trwał w najlepsze. Po to był potrzebny ktoś taki Donaldowi Tuskowi. On i jego ministrowie pozwalali sobie na przytyki, odbieranie miejsca na szczycie unijnym czy samolotu, ale od „brudnej roboty” był właśnie Palikot. I wówczas – gdy Lech Kaczyński stawiał się rządowi PO-PSL – ludzie Tuska sugerowali obcięcie budżetu Kancelarii Prezydenta. Dokładnie jak grożą dziś.

Prezydent ma nie stawiać oporu

Sytuacja po zaprzysiężeniu trzeciego rządu Donalda Tuska jest w zasadzie analogiczna. Bo po noworocznym orędziu i ostatecznym ułaskawieniu Mariusza Kamińskiego i Macieja Wąsika – na skutek negowania jego prerogatywy przez Izbę Karną Sądu Najwyższego oraz Sąd Okręgowy w Warszawie, a szanowanej między 2016 a 2023 r. po pierwszym wydanym prawie łaski – na Andrzeja Dudę ruszyła cała machina hejtu, wyśmiewania i podważania nie tyle kompetencji, ile kondycji zdrowotnej. Przykład? Poseł KO Marcin Bosacki wyraził nadzieję, że opinia publiczna będzie zapoznawać się z raportami ze stanem zdrowia prezydentów. – Naprawdę zaczynam się obawiać o stan prezydenta Dudy. Emocjonalny, co najmniej... W USA prezydencki lekarz publikuje regularnie raporty o stanie zdrowia prezydenta. Ten wzorzec warto przenieść do Polski – proponował nie przez przypadek. Wyjście z zakładów karnych Kamińskiego i Wąsika jeszcze bardziej rozjuszyło polityków rządzących i wiernych im mediaworkerów.

Zresztą, sam Andrzej Duda musi mieć świadomość, co go czeka aż do zakończenia prezydentury, o czym świadczyło wejście policji do Pałacu Prezydenckiego i skucie zaproszonych tam posłów – coś, co w III RP nie miało nigdy miejsca. Sygnalizował to Klaus Bachmann na łamach „Gazety Wyborczej” – jeśli za bardzo będzie stawiać opór wraz z Trybunałem Konstytucyjnym, to Kamiński i Wąsik nie będą jedynymi przedstawicielami największej partii opozycyjnej w zakładach karnych. Dokładnie to chciał przekazać niemiecki publicysta, który jawi się nam albo jako nieformalny doradca władzy albo strateg, posiadający zakulisową wiedzę o przyszłych działaniach rządu. 

Nad prezydentem wisi nawałnica za to, że odesłał ustawę budżetową w trybie kontroli następczej do TK. Obojętnie, czy ktoś popiera platformerski budżet, czy też nie, prezydent – jak w przypadku Kamińskiego i Wąsika – skorzystał ze swojej prerogatywy. I miał do tego pełne prawo. W takim trybie ustawy do TK odsyłał również Bronisław Komorowski i to nawet w przypadkach, gdy miał zastrzeżenia natury konstytucyjnej, nie do trybu uchwalenia prawa, ale konkretnych zapisów – jak w sprawie in vitro. Nigdy nie obserwowałem w największych mediach tak zażartej walki o „pieniądze dla milionów Polaków” i nacisku na głowę państwa, by podpisała ustawę budżetową bez gadania.

Nawet w grudniu 2016 r., gdy ówczesna opozycja bojkotowała obrady Sejmu, zajmując mównicę i blokując wyjazd posłom z parlamentu. Wtedy budżet przecież wisiał na włosku ze względu na obstrukcję, ale zaangażowanie dziennikarzy było zupełnie inaczej ukierunkowane – na to, by de facto nie został wysłany na biurko prezydenta, co oznaczałoby skrócenie kadencji Sejmu i nowe wybory z nadzieją na powrót poprzedniej ekipy do władzy. Przyznaję – to coś niesamowitego, jak dziennikarze, bo nawet nie publicyści, stali się rzecznikami ustawy w dużej mierze opartej wszak na „pisowskim”, czyli z góry złym, projekcie poprzedniego rządu. I jak krytykują jej odesłanie do TK, bowiem wygaszono mandaty Kamińskiemu i Wąsikowi wbrew decyzji Izby Kontroli Nadzwyczajnej i Spraw Publicznych SN, o czym mówi od tygodni prof. Ryszard Piotrowski, uznając ich za pełnoprawnych parlamentarzystów. Nie dość, że Kamińskiego i Wąsika pozbawiono mandatu wbrew decyzji kompetentnego organu, przez co nie mogli głosować nad budżetem, to nadal dwa miejsca przy Wiejskiej są nieobsadzone. Sejm wedle konstytucji liczy zaś 460 posłów, a nie 458.

Wytknięcie wadliwości prawnej w przegłosowaniu ustawy nasuwa się więc samo przez się. Prezydent wybrał drogę de facto koncyliacyjną – nie pogłębił kryzysu, chce, by na temat natury ustrojowej wypowiedziała się powołana do takich spraw instytucja. Taktyczne wyjście z tej sytuacji było jedno i nieakceptowalne dla większości skupionej wokół Tuska – pozwolić tym posłom głosować, a dopiero później ich zatrzymać. Wtedy uniknięto by zarzutu niekonstytucyjnego składu Sejmu przy głosowaniu nad ustawą, od której zależy funkcjonowanie rządu i finansów państwa.

Duda będzie atakowany jeszcze mocniej

Przed Andrzejem Dudą niespokojny czas nawałnic i politycznej szarpaniny, bowiem już za kilka dni nowa większość złoży uchwały wyrzucające z TK sędziów wybranych przez poprzednią większość i zaprzysiężonych w Pałacu Prezydenckim. Prezydent usłyszy, że moment ślubowania jest tylko zbędną ceremonią, która o niczym nie decyduje, a w Trybunale trzeba skończyć z „pisowską większością”. Potem przyjdzie czas na sędziów w sądach powszechnych. Już teraz blokowane są sprawy karne, a nawet rozwodowe na skutek rozpętanej awantury z podważaniem statusu sędziów i podziałem na „neo” i „paleo”, czyli tych jedynie słusznych. Andrzej Duda będzie pod nieustanną presją, wskazywany jako główny winowajca kryzysu ustrojowego. Tymczasem ktoś inny demontuje kolejne bezpieczniki i powraca do skutecznego siania przemysłu pogardy – średnie lub słabe notowania sondażowe Lecha Kaczyńskiego przed tragiczną w skutkach podróżą na uroczystości upamiętniające Katyń nie były przecież wypadkową jego polityki, a efektem rozpętanej nagonki. Skutecznie dorobiono mu gębę obciachowego przywódcy.

Andrzej Duda nie będzie rywalizował o kolejną kadencję, ale z pewnością poprze kandydata PiS, startującego w wyborach prezydenckich. I w tym kontekście należy rozpatrywać etap wojny między rządem a głową państwa. Nieważne, kto ma rację w tychże sporach – istotne, co wyłania się z publicystyki Bachmanna, czyli to, kto ma w rękach policję i służby specjalne. 

Artykuł został opublikowany w "Gazecie Polskiej Codziennie" 

Fot. Andrzej Duda/PAP/Donald Tusk/KPRM/Lech Kaczyński/Wikipedia/Canva 

Wszystkie zamieszczone teksty na tym blogu należą do mnie i mogą być kopiowane do użytku publicznego tylko za moją zgodą. Grzegorz Wszołek Utwórz swoją wizytówkę

Nowości od blogera

Komentarze

Inne tematy w dziale Polityka