Grzegorz Wszołek - gw1990 Grzegorz Wszołek - gw1990
695
BLOG

Strefa czystego wyłudzenia. Kraków ma dość Miszalskiego

Grzegorz Wszołek - gw1990 Grzegorz Wszołek - gw1990 Samorząd Obserwuj temat Obserwuj notkę 24
Nieprzygotowana, bezsensowna, wypaczająca sens ochrony klimatu, konstytucyjnie wątpliwa i wreszcie uciążliwa – w Krakowie rośnie sprzeciw wobec strefy czystego transportu. Platformerskie władze miasta – wbrew mieszkańcom – rozciągnęły ją niemal na całą metropolię. Zamieszanie jest ogromne – kierowcy stoją w korkach na stacjach benzynowych, by opłacić bilet za wjazd starszymi samochodami, urząd miasta uspokaja bombardujących linię, że do kwietnia nic nie grozi poza upomnieniem za brak opłaty, a grupy przeciwników SCT zamalowują lub niszczą przydrożne znaki informacyjne. Prezydent Aleksander Miszalski musi się liczyć z odpływem poparcia i wiszącym nad nim jak miecz Damoklesa pomysłem referendum.

Bez referendum, pomijając krytyczne opinie i byle szybciej – tak wyglądało wdrożenie strefy czystego transportu przez krakowskie władze. Aleksander Miszalski powtarza, że ograniczenie spalin było jego obietnicą wyborczą, a środki wpłacane za wjazd zostaną przeznaczone na wymianę kopciuchów i walkę ze smogiem.

Kontynuator Majchrowskiego

SCT obowiązuje w większej części Krakowa. Za wjazd starymi dieslami – choć znowu nie aż tak wiekowymi, bo mowa o samochodach produkowanych do 2014 r., lub benzynowymi do 2005 – kierowcy muszą zapłacić 2,50 zł za godzinę wjazdu lub 5 zł za cały dzień. W przyszłym roku opłata wzrośnie dwukrotnie za godzinę i trzykrotnie za dobę. Można wykupić abonament miesięczny w wysokości 100 zł, który wzrośnie do 250 zł w 2027 i 500 zł w 2028 r. Po trzech latach miasto zablokuje wjazd dla diesli bez normy Euro 6 i benzyniaków niespełniających minimum Euro 4. Większość Polaków – nie inaczej jest z mieszkańcami Krakowa i okolicznych miast i wsi – jeździ właśnie starszymi pojazdami. To w nich wymierzona jest SCT, czego nie rozumieją rządząca miastem Koalicja Obywatelska i kontynuator Jacka Majchrowskiego, były radny z jego ruchu Aleksander Miszalski. Wyłączenia? Owszem, są, ale pozostawiają wiele do życzenia w zakresie logiki. Opłat za SCT nie muszą wnosić zameldowani w Krakowie i płacący tu podatki – nawet jeśli ich auta nie spełniają ekologicznych norm. Ważne, by pojazd był ich własnością przed 26 czerwca 2025 r. Jednak nawet i w takich przypadkach miasto żąda, by kierowcy – mieszkańcy – zarejestrowali się na stronie strefy i pokazali PIT. Z opłat zwolnieni są prowadzący pojazdy o użyteczności specjalnej (food trucki), mający kartę potwierdzającą niepełnosprawność i dowożące do placówek medycznych, ale po wcześniejszym zarejestrowaniu wjazdu.

Logika przepchana kolanem przez Miszalskiego i jego ludzi jest taka: płać, wtedy będziesz eko i zmienimy emisję tlenku azotu. Nie płacisz – nie wjedziesz. To oczywiste wypaczenie sensu walki o klimat, spieniężenie lewicowej utopii. Chodzi głównie o to, by w najbliższych latach załatać ogromną dziurę budżetową w mieście, która ciągle rośnie (obecnie to ok. 8 mld zł), wynikającą w dużej mierze ze spadku odziedziczonego po epoce Majchrowskiego. Po to jednak wybrano Miszalskiego, by sobie z tym poradził.

Osoba mi bliska ma auto napędzane benzyną z 2006 r. Wjechała do Krakowa w ważnej sprawie i opuściła miasto, obawiając się mandatu w wysokości 500 zł. Osoba ta zadzwoniła do urzędu miasta i była na linii jako 96. 2 stycznia. Czekała na rozmowę 2,5 godz. Co w końcu usłyszała? Że nie da się zapłacić za SCT po czasie wjazdu. Nic nie musi robić, do kwietnia nikt nie wystawi mandatu, przyjdzie co najwyżej upomnienie. A zaraz widzę Aleksandra Miszalskiego, na zmianę z Łukaszem Sękiem, wiceprezydentem, w telewizji.

Miszalski jest prezydentem o włos

Faworyt Donalda Tuska wygrał o włos z bezpartyjnym Łukaszem Gibałą w nierównej kampanii, w której wykorzystywano hejterów – takich jak youtubera z przeszłością kryminalną, „Szalonego reportera”, do niszczenia konkurencji, a przy tym kandydat KO korzystał ze wsparcia innych samorządowców i samego rządu z premierem na czele. Po ponad dwóch latach widać, że Miszalski nie radzi sobie z zarządzaniem Krakowem. Krach finansów to fakt, inwestycje stoją, bezrobocie wśród młodych osób do 30 lat rośnie, firmy wynoszą się z miasta, a zwolnienia masowe objęły w ubiegłym roku blisko 3 tys. pracowników.

W nowym roku spadł śnieg, co oznaczało od razu paraliż na wielu drogach i cięcia linii autobusowych. Miszalski obiecywał odpolitycznienie miejskich spółek, a gdzie się da, wpycha swoich ludzi, kierując się ponadczasową zasadą: „Bierny, ale wierny”. Szczęsny Filipiak, który szefuje strukturom krakowskiej KO, objął fuchę w Krakowskim Holdingu Komunalnym. Radny KO Bartłomiej Kocurek kilka miesięcy temu został wicedyrektorem w dziale obsługi w Krakowskim Parku Technologicznym. Zaraz po przejęciu władzy przez Miszalskiego zatrudnienie w MPO bez konkursu uzyskał radny KO bez jakichkolwiek kompetencji – Andrzej Hawranek. Stanisław Mazur, po tym jak komicznie wycofał się z wyborów samorządowych, przekazując poparcie dla Miszalskiego, w nagrodę otrzymał posadę wiceprezydenta miasta. To tylko kilka przykładów, a jest ich znacznie więcej, z premiami dla współpracowników prezydenta na czele. Krakowscy dziennikarze mówią od miesięcy o epidemii kolesiostwa.

Wściekłość krakowian jest zrozumiała i wylewa się wręcz w mediach społecznościowych. Świadczą o tym reakcje na niewinne zdjęcie prezydenta miasta z 4 stycznia, na którym uwiecznił swoje bieganie. Tysiące internautów nie zostawiły na nim suchej nitki. „Ty biegasz rekreacyjnie, a ludzie mniej zasobni, żeby nie napisać »biedni«, biegają do pracy, aby utrzymać takich jak Ty oraz ich nowe zachcianki. Wstyd, że Kraków ma władzę, która nie słucha mieszkańców i robi wszystko, aby utrudnić im życie”; „Niech pan ćwiczy dużo, jak trzeba będzie przed ludźmi uciekać, to trening się przyda” – to najłagodniejsze komentarze. Są też bardziej merytoryczne – choćby taki od grupy Blade Runners SCT, która nagłaśnia przypadki zamalowania i usuwania znaków informacyjnych o wjeździe do SCT: „Proszę odnieść się do informacji, że w 2025 roku średnie stężenie dla NO2 na alei Krasińskiego spadło już do 39,62 μg/m³. Limit zalecany przez UE do wprowadzenia SCT to 40 μg/m³. Jaka wobec tego jest zasadność istnienia SCT w Krakowie dzisiaj? Poza wyłudzaniem pieniędzy od obywateli na spłatę zadłużenia miast powstałą za pana kadencji?”.

Miszalski milczy. Zrzucanie winy na Sejm i na kamienie milowe potrzebne do odblokowania KPO przez polityków KO w dyskusjach internetowych jest bezsensowne, bo nie kto inny, ale Donald Tusk chwalił się wielkimi wpływami w Europie. Gdyby jego opowieść była choćby w ułamku prawdziwa, premier wykorzystałby swoje koneksje, aby nie uderzać w kieszenie tysięcy ludzi. Miszalski zresztą doskonale wiedział, co sądzą mieszkańcy, dlatego nie chciał referendum ws. SCT.

– Forma i styl strefy to suwerenna decyzja prezydenta i radnych KO i Lewicy. My jako PiS proponowaliśmy zmniejszenie jej do ścisłego centrum Krakowa, a także zmniejszenie restrykcji, bo SCT jest dziś bardziej uciążliwa dla kierowców niż ta w Berlinie. Niestety, koalicja rządząca Krakowem odrzuciła nasze postulaty – mówi „Codziennej” radny PiS Michał Drewnicki. – Miszalski zlekceważył opinie wielu ludzi w czasie konsultacji społecznych. Ludzie poczuli się wzgardzeni i dlatego protestują. Pojawiły się również grupki osób, które na znak protestu odkręcają znaki – dodaje.

Podwyżki, podwyżki…

Ale szlag trafi a mieszkańców nie tylko z powodu opłat i kuriozalnej strefy czystego transportu. Nowy rok przywitał Krakowian podwyżkami biletów MPK – godzinny przejazd kosztuje już 8 zł (podwyżka z 6 zł), a w górę poszły też ceny biletów krótkookresowych. Ordynarnym wałkiem jest też zmniejszenie liczby minut za najtańszy bilet – z 20 minut zredukowano go do 15 minut, ale w dotychczasowej cenie 4 zł. Rosną też rachunki za czynsz i wywóz śmieci. Szaleją ceny na rynku nieruchomości, a patodeweloperka jak się miała znakomicie za prezydentury Jacka Majchrowskiego, tak trzyma się doskonale i teraz. Wystarczy przejść się na Nowy Bieżanów i zobaczyć eldorado budowlane w okolicach ul. Barbary czy Telimeny.

Prawica w Krakowie zbiera podpisy pod referendum ws. odwołania Miszalskiego. Projekt nabrał politycznych rumieńców, gdy doszło do katastrofy dla KO w Zabrzu, gdzie mieszkańcy pokazali czerwoną kartkę Agnieszce Rupniewskiej po zaledwie kilku miesiącach rządów.

– Referendum w Krakowie to trudna operacja, bo wymaga ogromnej mobilizacji ponad podziałami. Już samo to, że dziś ludzie o nim mówią, jest dla Miszalskiego czerwonym światłem. Jeśli władza dalej będzie ignorować mieszkańców, podnosić opłaty i robić tylko propagandę sukcesu, to ten temat nie zniknie i z każdym dniem będzie bliżej do referendum. Czy ono dojdzie do skutku? Decyzja nie zapadła. Zależy to w dużej mierze nie od polityków, tylko od tego, jak bardzo Krakowianie poczują, że zostali zlekceważeni, i będą chcieli najpierw złożyć 80 tys. podpisów pod wnioskiem, a później pójść zagłosować – komentuje Drewnicki.

Referenda w miastach – bo mowa też m.in. o Wrocławiu – byłyby poważnym ciosem dla KO w przyszłorocznej kampanii sejmowej. Pamiętają Państwo lamenty liberalnych włodarzy miast, gdy rządziło PiS? Że poprzednia władza gnoi samorządy, obniża PIT (sic!), nie szanuje idei samorządności i dlatego wszystko drożeje. Słychać było ogromny płacz na kongresach samorządowych, konferencjach prasowych platformerskich prezydentów miast. Gdzie są teraz? Dostali zastrzyk finansowy dzięki niedawno przegłosowanej w Sejmie i podpisanej przez prezydenta Andrzeja Dudę ustawie o dochodach samorządów, płyną do metropolii rzekomo środki KPO – i co? I nic. Okłamywali bezczelnie ludzi, wykorzystując swoją polityczną pozycję i miasta do bieżączki. Zmieniła się władza na ich docelową, a wszystko drożeje. 

Tekst ukazał się w "Gazecie Polskiej Codziennie" 

PS. Dziś Wojewódzki Sąd Administracyjny w Krakowie rozpatruje skargi na SCT. Polityczny nóż w plecy Alekandrowi Miszalskiemu wbiła prokuratura nadzorowana przez Waldemara Żurka, która przychyliła się do wniosku wojewody o uchylenie strefy w mieście. 

Fot. Zamalowany znak o SCT w Krakowie/Facebook/Blade Runners SCT Kraków

Publicysta i redaktor Salonu24, "Gazety Polskiej", "Gazety Polskiej Codziennie", kiedyś "Dziennika Polskiego" (2009-2011, 2021-2023).  Wszystkie zamieszczone teksty na tym blogu należą do mnie i mogą być kopiowane do użytku publicznego tylko za moją zgodą. Grzegorz Wszołek Utwórz swoją wizytówkę

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (24)

Inne tematy w dziale Polityka