"Jestem taki szczęśliwy, myślę, że bardziej niż ty” – mówił Donald Tusk po zwycięstwie wyborczym TISZY, pokazując w sieci moment rozmowy telefonicznej z Péterem Magyarem. Dla przedstawicieli polskiego rządu detronizacja Fideszu to znak, że Węgry „wracają do Europy” – w której zawsze byli, również gdy rządzili tam postkomuniści – a także, że rozpocznie się złoty okres pogłębionej współpracy.
Już pierwsza konferencja Pétera Magyara powinna wyprowadzić Koalicję Obywatelską i Lewicę, szczególnie zachwycone zwycięstwem TISZY, z błędu. Strategicznym partnerem dla Budapesztu – mimo pierwszej zagranicznej podróży następcy Viktora Orbána do Warszawy – będą Niemcy. Po drugie, Węgry mimo zmiany władzy i nośnego hasła opozycji „Rosjanie, do domu”, nie zamierzają rezygnować z moskiewskich surowców – ropy, gazu i węgla. Po trzecie wreszcie – nic nie wskazuje na to, by Magyar różnił się poglądami od Orbána w kwestii Ukrainy – zarówno w wymiarze pomocy wojskowej dla Kijowa, jak i aspiracji związanych z akcesją do Unii Europejskiej.
Magyar wygrał ekonomią
To prawda, że przegrana Viktora Orbána jest druzgocąca. O jej powodach szerzej pisze na łamach tego numeru „Codziennej” Wojciech Mucha, który obserwował węgierską kampanię z bliska. Wpłynęła na nią nie tylko prorosyjska postawa ustępującego premiera, na czele z kwestionowaniem zbrodni na Ukrainie, która w 2022 r. nie miała jeszcze aż takiego znaczenia, gdy Fidesz rozbił połączony blok opozycyjny, któremu kibicował Donald Tusk. Przede wszystkim ekonomia i poczucie spadku zasobności w portfelach, gdy rzeczywistość rozmijała się z roku na rok coraz bardziej z deklaracjami Fideszu. A na tle kryzysu w gospodarce, niskich zarobków i wysokich cen przeciętny Węgier widział nabijanie kieszeni i ogromne majątki partyjnych działaczy, ministrów, posłów.
Magyar wygrał, obiecując narodowi priorytetowo walkę z korupcją, rozliczenie 16-letnich rządów Orbána. Przekonał go, że zna wszystkie tajniki węgierskich układów. Zaznaczał taktykę „odprężenia” w relacjach z Unią Europejską, która przełoży się na odblokowanie KPO i SAFE – skąd my to znamy? Jednocześnie deklarował niejako odbudowę polityki godnościowej Węgier na bazie polityki społecznej Fideszu – utrzymanie 13. i 14. emerytury, dodając obniżenie podatków dla najuboższych czy zerowy VAT na leki. Mimo że w partii Orbána spędził aż 22 lata dorosłego życia, pracując w administracji i węgierskich spółkach, a jego była żona Judit Varga pełniła jeszcze niedawno funkcję ministra sprawiedliwości, to ogromna część narodu „kupiła go” jako rewolucjonistę i nową, młodszą twarz w polityce, obdarowując go większością konstytucyjną.
Magyar wykorzystał idealny moment do buntu – rozsypkę opozycji i aferę z ułaskawieniem pedofila przez prezydent Katalin Novák, która skończyła się dla niej dymisją. Od tego momentu Fidesz tracił poparcie – od kilku do kilkunastu punktów procentowych. To właśnie wtedy pojawiło się okienko, by wkroczyć do gry z nową ofertą dla Węgrów. TISZA cztery miesiące po skandalu uzyskała 30 proc. w wyborach do europarlamentu i aż siedmiu kandydatów uzyskało mandaty – w tym Magyar.
Dwa podobieństwa między Tuskiem a Magyarem. Euforia „uśmiechniętych”
W odniesieniu do Donalda Tuska Péter Magyar jest podobny w dwóch aspektach: rozliczeń, ponieważ Viktor Orbán i jego otoczenie muszą w znacznie większym natężeniu liczyć się z tym, co obecna koalicja serwuje politykom PiS od dwóch lat, oraz przejęcia części haseł i strategii Fideszu oraz propozycji kontynuacji z „ludzką twarzą”, bez ustępującego szefa gabinetu. Tusk dokonał wolty – przede wszystkim narracyjnej – w zakresie świadczeń, muru na granicy wschodniej, imigrantów, a była taka chwila w kampanii wyborczej przed 2023 r., kiedy nawet w sprawie niemieckich reparacji, oczekując od rządu Mateusza Morawieckiego podjęcia natychmiastowych działań. Można się założyć, że Tusk na te sprawy ma zupełnie inne poglądy, choćby analizując jego wypowiedzi sprzed lat, ale specjalnie zmienił wajchę, dopasowując ją do nastrojów większości wyborców, by osiągnąć jak najlepszy wynik i wrócić do władzy. W tym Magyar jest podobny do polskiego premiera.
– Na Węgrzech dzieje się historia! Wielki i wspaniały naród węgierski odrzuca Rosję i wybiera Europę! Wszyscy Polacy, którzy wsparli uczciwe Węgry, mogą być dziś dumni z polsko-węgierskiego tradycyjnego braterstwa. Idziemy razem do przodu – ogłosił Tomasz Siemoniak, minister koordynator ds. służb specjalnych. „Został Panu tylko Putin, Panie Prezydencie. Pamiętamy Pana ostatnią wizytę w Budapeszcie” – atakował prezydenta Karola Nawrockiego Włodzimierz Czarzasty, którego jedyną strategią polityczną w ostatnich miesiącach na utrzymanie cudem Lewicy nad progiem wyborczym jest kąsanie po nogawkach głowy państwa. „Polityka odwagi i wartości jest możliwa. I dała zwycięstwo. Węgry, wygraliście ze złem. Profesjonalizmem i mobilizacją obywateli. Daliście przykład całej Unii” – westchnął europoseł Michał Szczerba, który w chwili uniesienia pomylił flagę węgierską z bułgarską na platformie X. Ci sami politycy wyśmiewali prawicę spod znaku PiS i Konfederacji, gdy fetowała wygraną Donalda Trumpa w Stanach Zjednoczonych po czterech latach rządów Joego Bidena i demokratów. Nie dość, że robią to samo, to jeszcze w sposób bezsensowny: Magyar w kluczowych tematach z ich punktu widzenia nie różni się zbytnio od Viktora Orbána.
Dzień po wygranej w wyborach lider TISZY zapowiedział, że finanse Węgier są w złym stanie, dlatego utrzymają opcję wyłączenia z udziału w pożyczce dla Ukrainy w wysokości 90 mld dol. Mało? Magyar uznał, iż zgoda na akcesję Ukrainy do UE jest „bezsensowna”, gdyż toczy się tam wojna, a ponadto należy spełnić szereg warunków, aby zostać przyjętym do Wspólnoty. Wypisz, wymaluj język Orbána w wersji light. Dalej, lider TISZY tak odniósł się do oczekiwań szybkiego zerwania kontraktów na surowce z Rosji. – Jeśli pojawi się taka możliwość, trzeba będzie usiąść do stołu rozmów z rosyjskim prezydentem. Nie zmieni się ani położenie geograficzne Rosji, ani Węgier. Także nasza zależność energetyczna pozostanie na jakiś czas. Trzeba wzmacniać dywersyfikację, ale tego nie da się zrobić w jeden dzień – mówił. I na dodatek zapewnił, że „strategicznym partnerem” dla Węgier będą przede wszystkim Niemcy, nie Polska. Jak to się wszystko klei „silnym razem”?
To nie prawica demontuje demokratyczne standardy
Ursula von der Leyen po zwycięstwie TISZY oświadczyła, że Unia Europejska powinna pójść za ciosem i zrezygnować z zasady jednomyślności na rzecz głosowania większością kwalifikowaną. W takim wariancie m.in. pakt migracyjny zostałby wdrożony mimo sprzeciwu Polski czy dotychczasowego „nie” ze strony Węgier. Czyż to nie jest powód do radości dla Donalda Tuska, oprócz tego, że najprawdopodobniej Magyar jako premier wpłynie na decyzję węgierskiej administracji dotyczącą cofnięcia azylu dla Zbigniewa Ziobry i Marcina Romanowskiego?
„Uśmiechnięci” demokraci powinni docenić, że wbrew swojej propagandzie Viktor Orbán pokojowo przekazuje władzę, natychmiastowo uznając swoją porażkę. Nie było fałszerstw wyborczych, czołgów na ulicach ani unieważnienia werdyktu suwerena – zupełnie tak jak w Polsce w 2023 r. Nie powtórzył się scenariusz z Rumunii, gdzie doszło do bezprecedensowej ingerencji w proces wyborczy, czy z Francji, w której odebrano prawo do startu nielubianej przez mainstream prawicowej liderce. Bo to wy, demokraci na papierze, macie więcej za uszami, jeśli chodzi o autorytarne zapędy.
Fot. Peter Magyar, lider TISZY/PAP
Tekst ukazał się w "Gazecie Polskiej Codziennie"




Komentarze
Pokaż komentarze (35)