Grzegorz Wszołek - gw1990 Grzegorz Wszołek - gw1990
750
BLOG

Efekt kuli śniegowej. Kraków może pokrzyżować szyki Tuskowi

Grzegorz Wszołek - gw1990 Grzegorz Wszołek - gw1990 Głos Regionów Obserwuj temat Obserwuj notkę 20
Już co najmniej 60 tys. podpisów w trzy tygodnie (obecnie to już 120 tys. - przyp. red.) uzbierali organizatorzy referendum w Krakowie, którzy dążą do odwołania prezydenta Aleksandra Miszalskiego. Pewne jest, że do głosowania dojdzie, choć wolontariusze starali się o nadwyżkę parafek dla pewności – czyli 100 tys. podpisów. Zdaniem ekspertów pytanych przez „Gazetę Polską” prezydent Krakowa nie jest pewny swojego losu. Ewentualne odwołanie może zaszkodzić Koalicji Obywatelskiej w przyszłorocznej kampanii parlamentarnej.

Do wolontariuszy mimo mrozów podchodziły tłumy Krakowian. Gdy temperatury przekraczały minus 10 stopni Celsjusza, pukali od drzwi do drzwi, zbierając podpisy. Do inicjatywy przyłączyli się kibice, prosząc o wsparcie dla referendum przed meczami ligowymi Wisły Kraków, której kibicuje Miszalski, a także Cracovii. W tym samym czasie prezydent miasta oskarżał swoich przeciwników, że wykorzystują ogromne pieniądze – w domyśle nielegalne fortuny – do budowania zasięgów dla swoich politycznych planów. Na przemian on i politycy KO w dawnej stolicy Polski straszą a to „zorganizowaną akcją PiS”, a to otoczeniem Grzegorza Brauna.

Gdy akcja poparcia dla projektu referendum nabrała tempa, Miszalski wyjechał na urlop, zostawiając na pożarcie internautów swojego zastępcę Łukasza Sęka. Fala niezadowolenia rośnie – to nie tylko Strefa Czystego Transportu, którą pod presją widma referendum prezydent nagle chce zmienić, lecz także podwyżki za czynsz, biletów MPK i płatnych stref parkowania. Te ostatnie mają podlegać od maja „korekcie” – w ten sposób magistrat chce zapanować nad fatalnymi nastrojami Krakowian.

Mimo że pogłębia się wielomiliardowy dług miasta, odziedziczony po 16 latach rządów Jacka Majchrowskiego, Miszalski lekką ręką rozdał wysokie premie swoim współpracownikom: czterech wiceprezydentów otrzymało ponad 74 tys. złotych tylko za ostatni kwartał pracy 2025 roku. Poleciała głowa Łukasza Franka z posady dyrektora Zarządu Transportu Publicznego w Krakowie, czym prezydent ewidentnie podzielił krakowski magistrat i sfrustrował ekologów. Zebranie 60 tys. podpisów w trzy tygodnie, na ponad miesiąc przed końcem akcji, oznacza, że referendum się odbędzie. Całkiem realne jest uzyskanie 100 tys. parafek po to, by mieć pewność co do powodzenia przedsięwzięcia (dziś, kilka tygodni od napisania artykułu, to 120 tysięcy, a prawdopodobnie będzie większe poparcie - przyp. red.).


Miszalski odbiega od normy

– Moim zdaniem Aleksander Miszalski szkodzi sobie głównie zachowaniem. Bardziej mieszkańców irytuje styl sprawowania władzy przez samorządowca, niekonwencjonalny, różne dziwne zachowania, filmiki w sieci. To wręcz ludzi denerwuje, bo przyzwyczaili się do stonowanego i profesorskiego stylu – mimo słabnących ocen z biegiem lat – Jacka Majchrowskiego, a następca odbiega od normy – wskazuje prof. Henryk Domański, socjolog z Polskiej Akademii Nauk, w rozmowie z „Gazetą Polską”. Miszalski tańczył do spotu na dachu magistratu miasta, pokazywał cztery litery studentom podczas juwenaliów. Nie odkleił od siebie łatki „ośmiu gwiazdek”, jaką pokazał na czole w czasie jednej z imprez.

– Miszalski nie zyskuje sympatii swoimi zachowaniami związanymi z życiem codziennym, które są odbierane jako nieprzystające do tej definicji polityka, bo włodarz tak dużej metropolii powinien być skłonny raczej do negocjowania różnych reform, do dialogu z mieszkańcami Krakowa, a on tego nie robi. Pachnie to demonstracyjną arogancją, poczuciem siły i władzy – ocenia prof. Domański. – Czynniki ekonomiczne, czyli podwyżki kosztów życia oraz Strefa Czystego Transportu, która przelała zdaniem wielu komentatorów czarę goryczy, to są ważne argumenty, ale powiedziałbym, że mimo wszystko drugorzędne. Nie spełniają one warunków koniecznych do takiej mobilizacji, jaką obserwujemy. Motywem przewodnim niezadowolenia jest inne postrzeganie definicji i sposobu zachowania poważnego polityka. Dodam, że nie ma nigdzie w wielkich miastach odpowiednika Miszalskiego, bo trudno go porównywać m.in. do Rafała Trzaskowskiego, któremu można zarzucić wiele, ale nie brak powagi w pełnieniu swojej funkcji i niestosowność w ogólnym obrazie – dodaje ekspert.

– Prawda jest taka, że atmosfera do referendum w Krakowie budowała się od miesięcy. To nigdy nie działa tak, że następuje jedno wydarzenie, jak na przykład Strefa Czystego Transportu, premie dla współpracowników – to były raczej ostatnie akcenty skłaniające do buntu. Klimat jest podobny do sytuacji z Zabrza. Mieliśmy tam wieloletniego prezydenta, odczuwalną potrzebę zmiany wśród wyborców, czyli ogromne zmęczenie społeczne. Majchrowski w 2024 roku nie wystartował, a jego kandydat w wyborach samorządowych nie zajął nawet trzeciego miejsca, co świadczyło o potrzebie dynamicznej zmiany. I Aleksander Miszalski rozczarował, podobnie jak Agnieszka Rupniewska w Zabrzu – stwierdza w rozmowie z „Gazetą Polską” prezes Ogólnopolskiej Grupy Badawczej (OGB) Łukasz Pawłowski.

– Jeśli chodzi o referendum, odbędzie się na 99 proc. Na to wskazują tempo zbierania podpisów, emocje towarzyszące procedurze, otoczka. Mamy jeszcze dużo czasu i trudno mi sobie wyobrazić scenariusz, w którym tych podpisów nie uda się uzbierać. Referendum odbędzie się prawdopodobnie w maju lub w czerwcu. Czy będzie ono ważne? Gdyby odbyło się dziś, postawiłbym tezę, że Miszalski by przegrał. Nie wiemy, co będzie rozpalać wyborców za trzy–cztery miesiące, to sporo czasu. Przy tej skali emocji jak dziś, jeśli zabrakłoby progu, to mówimy o 2–3 punktach proc. Taka sama jest górka, gdy organizatorzy odnoszą frekwencyjny sukces, więc głosowanie w takim plebiscycie to 50:50 – analizuje Pawłowski. 


Skutki referendum w Krakowie

– Co do wyniku ostatecznego referendum, to sukces wydaje się mało prawdopodobny, bo nie ma w Polsce kultury zaangażowania w demokrację bezpośrednią. Ta formuła nie cieszy się wielką popularnością, próg jest ustawiony bardzo wysoko. Zabrze z ubiegłego roku to wyjątek, choć nie da się wykluczyć, że Kraków pójdzie w jego ślady. Wszystko zależy od kampanii referendalnej, przekonania mieszkańców, że możliwa jest istotna zmiana, i oczywiście od skali błędów Miszalskiego – prognozuje prof. Domański. – Czy ewentualna porażka Miszalskiego zaszkodzi Koalicji Obywatelskiej w wyborach w 2027 roku? Niewątpliwie tak. Poszedłby w świat przekaz, że partię Donalda Tuska można pokonać w jej bastionach, więc w dużych miastach. Efekt psychologiczny byłby bardzo istotny. I bez względu na to, kto zająłby ewentualnie miejsce Miszalskiego w krakowskim magistracie, jego odwołanie i kampania wokół udanego referendum wpłynęłyby korzystnie na szanse PiS w rozgrywce o powrót do władzy – uważa prof. Domański.

Nie do końca zgadza się z nim Pawłowski. – Nie sądzę, żeby ewentualne odwołanie Aleksandra Miszalskiego ze stanowiska stanowiło oś kampanii w polskiej polityce tuż przed wyborami parlamentarnymi. Natomiast byłby to motywator dla innych miast, poza ultraliberalnymi, jak Warszawa, gdzie i tak wiadomo, że wygra kandydat KO i nie ma sensu odwoływać Rafała Trzaskowskiego. Problem Miszalskiego jest w tym, że wyborcy prawicy są dodatkowo niezadowoleni z rządów Donalda Tuska, a jako że nie mają narzędzia, by odwołać premiera, to wylewają swoją złość na jego ludzi, przeciwko którym można zorganizować referendum. Po Krakowie szansa otworzyłaby się na pewno na analogiczną akcję w Bytomiu przeciwko włodarzowi z KO – uważa Pawłowski. – Dziś w referendum krakowskim zagłosowaliby gremialnie wyborcy PiS i Konfederacji, których jest sporo. Mało tego, spoglądając na Zabrze, wydaje się, że dużo wyborców Koalicji Obywatelskiej może pójść na głosowanie. Oni uznali na Śląsku, że potrzeba jednak solidnej zmiany, a Rupniewska jej nie gwarantuje – porównuje Pawłowski.

 – Po ostatnich wyborach samorządowych pisaliśmy w październiku 2024 roku, że referendum będzie więcej niż organizowanych do tej pory i będą one skuteczne w niektórych miastach. I tam prognozowaliśmy Zabrze, Kraków i Wrocław. A to z tego względu, że niska frekwencja w wyborach samorządowych zachęca do organizacji głosowania nad odwołaniem włodarza miasta. Nie przeprowadza się referendum, jeśli nie ma ono szans powodzenia. Frekwencja wiosną 2024 roku była stosunkowo niska w porównaniu z poprzednimi wyborami, więc próg był bardziej realny do przekroczenia. Jeśli chodzi o przepisy, musi być jakaś bariera wskazująca na to, że ogromna część wyborców chce odwołać prezydenta miasta, a nie jest to tylko wymysł małej grupki mieszkańców. Trzy piąte z drugiej tury to sprawiedliwy układ – przekonuje szef OGB.      


Fot. Aleksander Miszalski, prezydent Krakowa/PAP

Tekst ukazał się w "Gazecie Polskiej" nr 9/2026. Referendum najprawdopodobniej odbędzie się już 24 maja. 

Publicysta i redaktor Salonu24, "Gazety Polskiej", "Gazety Polskiej Codziennie", kiedyś "Dziennika Polskiego" (2009-2011, 2021-2023).  Wszystkie zamieszczone teksty na tym blogu należą do mnie i mogą być kopiowane do użytku publicznego tylko za moją zgodą. Grzegorz Wszołek Utwórz swoją wizytówkę

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (20)

Inne tematy w dziale Społeczeństwo