Minimalne zwycięstwo w wyborach regionalnych KO
Jaros to dotychczasowy szef dolnośląskich struktur Koalicji Obywatelskiej. Pięć lat temu pokonał – popieranego osobiście przez Donalda Tuska – Romana Szełemeja. Teraz wygrał z Moniką Wielichowską, którą również poparł Tusk. Tym razem jednak zwycięstwo przyszło o włos, bo Jaros wygrał raptem kilkoma głosami.
Gorąca atmosfera podczas głosowania
Biorąc pod uwagę, że minister miał ostatnio słabą prasę, nie radzi sobie w relacjach politycznych we Wrocławiu i dodatkowo zawiódł sporą część swoich poprzednich wyborców (słynne „niedowożenie” obietnic), można mówić o sporym sukcesie. Dodajmy, że atmosfera wyborcza była bardzo gorąca.
Przez całe popołudnie spływały do nas wyniki poszczególnych komisji wyborczych z całego Dolnego Śląska. Wynikało z nich, że Jaros wygrał „na prowincji” kilkudziesięcioma głosami. Rozstrzygnięcie miało więc nastąpić we Wrocławiu. I tu – wyraźnie – wygrała Wielichowska. Ostatecznie jednak zwyciężył Jaros, choć różnica wyniosła zaledwie kilka głosów.
Wielichowska zapowiada protest wyborczy
Wicemarszałek Sejmu tuż przed północą wydała oświadczenie, w którym poinformowała, że nie zgadza się z wynikiem i zamierza złożyć protest wyborczy do Krajowej Komisji Wyborczej Koalicji Obywatelskiej.
Jak wskazała, jej zdaniem w komisji wyborczej we Wrocławiu doszło do nieprawidłowości. Wśród zarzutów wymieniła m.in. brak zapewnienia pełnej tajności głosowania oraz sytuacje, w których – według jej relacji – dochodziło do wpływania na sposób głosowania przez kandydatów lub ich przedstawicieli, w skrajnym przypadku poprzez wskazywanie pozycji na karcie wyborczej. Wielichowska zarzuciła również prowadzenie jawnej agitacji wyborczej zwolennika jej kontrkandydata w obrębie lokalu wyborczego oraz brak reakcji komisji na takie działania.
Polityczka podkreśliła, że niewielka różnica głosów między nią a Michałem Jarosem może wskazywać, iż opisane nieprawidłowości mogły mieć wpływ na ostateczny wynik wyborów.

Skutki dla dolnośląskiej polityki
Trzeba jednak zauważyć, że politycy związani z Wielichowską również przebywali na terenie lokalu wyborczego we Wrocławiu, choć głosowali w innym mieście. Wątpliwości na pewno są, ale dotyczą dwóch stron i trudno przypuszczać, żeby były podstawą do unieważnienia wyborów.
Jaros wygrał także wybory we wrocławskich strukturach partii, czym dodatkowo umocnił swoją pozycję. Co to oznacza dla wrocławskiej polityki? Prawdopodobnie dalsze zaognienie relacji z obozem ratusza, czyli z prezydentem Jackiem Sutrykiem. Choć, biorąc pod uwagę dotychczasowe „sukcesy” Jarosa w tym temacie, trudno spodziewać się w najbliższym czasie konkretnych zmian.
na zdjęciu: wybory regionalne KO we Wrocławiu. fot. Marcin Torz, Salon24.pl ©
Marcin Torz






Komentarze
Pokaż komentarze (9)