To nie decyzja o pochówku Pary Prezydenckiej na Wawelu dzieli Polaków. Powiedzmy sobie jasno: stała się tylko pretekstem, by opluć tak, jak to zazwyczaj bywało za życia Lecha Kaczyńskiego. Bez względu na to, czy z tą decyzją się zgadzamy czy nie, musimy ją zaakceptować i zachowywać się tak, jak przystało w czasie narodowej tragedii. Gorzej, gdy cmentarne hieny wspierają po cichu autorytety i media, wśród których przoduje "Gazeta Wyborcza".
Wielki smutek i troska o to, gdzie by chciała spocząć Pani Prezydentowa, ogarnął nagle całą redakcję. Wawel za zimny, mało przytulny, a może i trzeba będzie płacić, między wierszami pojawia się sugestia, że Lech Kaczyński nie zasługuje. Już odzywają się głosy, próbujące opluć Jarosława Kaczyńskiego, który wraz z rodziną przeżywa największy dramat w swoim życiu. Przecież Panią Martę trudniej obwiniać, a szef PiS od lat jest atakowany, więc żałoba nic nie zmieni. Szkoda tylko, że "Gazeta Wyborcza" jak zwykle jest niekonsekwentna a jej redaktorzy pokazują niesłychaną hipokryzję.
Dość podobne kontrowersje wywołała decyzja o pochowaniu Czesława Miłosza na Skałce. Choć nikt oczywiście nie zniżył się do poziomu zwierzęcia, by drzeć się, pokazywać środkowy palec i wyzywać zmarłego. "Gazeta Wyborcza" 6 lat temu stanęła po zupełnie innej stronie sporu. Proszę spojrzeć, jakie teksty wówczas promowała i jak argumentowała przeciw ewentualnym protestom.
Stanisław Mancewicz: Wczoraj miałem w ręku list-protest skierowany do przeora ojców paulinów, w którym ponad dwadzieścia osób apeluje gorąco, by Miłosza na Skałce nie chować. Oczywiście, mając za sobą parę tekstów Jana Majdy z UJ i "Naszego Dziennika", bez trudu domyśliłem się, że on to jest autorem tych słów skrzydlatych. Ale przeglądając nazwiska podpisanych, oburzonych pomysłem chowania na Skałce Litwina i anty-Polaka, dostrzegłem przedziwny melanż, żeby nie powiedzieć: ideowe i historyczne rizi-bizi. Cudowny wręcz i w pierwszej chwili niezrozumiały sojusz. Obecność Tadeusza Korzenia czy Stanisława Szuro, dawnych nauczycieli historii w moim pijarskim liceum, mnie nie zdziwiła, albowiem ich poglądy, rasowe głównie, znam. Są okropne. Poza wszystkim ich życiorysy są jednak naznaczone ostrym oporem wobec komuchów i to wtedy, gdy dawało się za to głowę. Bardzo lubiani i podziwiani, uczyli w tej szkole pełnej wtedy łobuziaków, wykładając historię za Jaruzela, prawdziwszą niż gdzie indziej, a mam porównanie, bo chodziło się do szkół w życiu wielu. (...) jest oto zmartwychwstały aktor Ryszard Filipski, moczarowiec, narodowy komunista i rasista. Dalej znajduję na liście Jacka Kajtocha, krakowskiego polonistę i zagorzałego pezetpeerowca, sekretarza Podstawowej Organizacji Partyjnej PZPR w PAN-ie, też kiedyś nauczyciela nieuczącego o Miłoszu bynajmniej nie dlatego, że ten był Litwinem, ale dlatego, że władzunia nie pozwalała.(...) Jest i kilka innych, których nijak zidentyfikować nie mogę, albo nie mieści mi się głowie, że ci to ci, więc o nich sza.
I najciekawszy fragment: Z żalem przeczytałem, że Czesław Miłosz być może nie będzie miał konduktu idącego przez Kraków za swą trumną. Organizacja wielkich pogrzebów jest specjalnością Krakowa od setek lat. To się tu udaje zawsze fantastycznie. Ze wspomnień takich wydarzeń mieszkańcy czerpią poczucie tradycji, ciągłości historii i w niej żywego uczestnictwa. Wielotysięczne tłumy żegnały w latach dwudziestych XX wieku Juliusza Słowackiego, a nie tak dawno Piotra Skrzyneckiego. Te hołdy zostały w żywej pamięci Krakowa. Z drugiej strony, rozumiem, że być może za tą decyzją stoi jakaś obawa, by uroczystości pogrzebowych nie narażać na zakłócenie przez splecionych ze sobą kilku staruszków z życiorysami od Sasa do Lasa, złączonych oryginalną nienawiścią do Mickiewiczowskiej inwokacji.
Wczorajsi "melanżownicy" już "Gazecie Wyborczej" nie przeszkadzają. Mimo, że "organizacja wielkich pogrzebów jest specjalnością Krakowa od setek lat". Optyka się jednak dziennikarzom zmienia. Wystarczy list poruszonego Andrzeja Wajdy, część krakowskich polityków PO i hołota, która tłumnie przychodzi, by zniszczyć żałobę.
A Prezydent Krakowa, który mi osobiście nie odpowiada na tym stanowisku, zachował wielką klasę. Mogę mieć o nim złe zdanie, ale odciął się od demonstrantów, wskazał, że za tym stoi część polityków krakowskiej PO, a co najważniejsze - potwierdził, że z Jarosławem Kaczyńskim trzeba było rozmawiać aż 4 razy, nim zgodził się na pochówek Brata na Wawelu.
A my, wbrew im wszystkim, przyjdźmy w niedzielę na ostatnie pożegnanie Pary Prezydenckiej.
Poruszony Mancewicz
Majchrowski w Kontrwywiadzie RMF
Publicysta i redaktor Salonu24, "Gazety Polskiej", "Gazety Polskiej Codziennie", kiedyś "Dziennika Polskiego" (2009-2011, 2021-2023).
Wszystkie zamieszczone teksty na tym blogu należą do mnie i mogą być kopiowane do użytku publicznego tylko za moją zgodą.
Grzegorz Wszołek
Utwórz swoją wizytówkę
Nowości od blogera
Inne tematy w dziale Polityka