Ostatnimi czasy nasz piękny kraj nawiedziła poważna powódź. Osuwające się masy błota, podtopienia, gnijące plony: wydawać by się mogło, że w kraju, gdzie wszystko tonie i pływa idzie mocno ku gorszemu. Ktoś mógłby pomyśleć, że stan polskiej gospodarki się pogorszy wskutek strat zarówno na majątku, jak i mocach produkcyjnych.
Haha, cóż za prostacki tok rozumowania !
Zachęcam, by spojrzeć na to od drugiej strony.
Każdy zalany dom to miejsca pracy dla budowlańców. Ekip remontowych. Producentów narzędzi i sprzedawców w Obi. Ludzi, którzy mieszają cement.
Każda zbita szyba zapewni pracę dla szklarza. Ale domy to nie wszystko.
Plony rolnicze ! Ile trzody chlewnej musiało spłynąć do Bałtyku! Wreszcie nie będzie świńskiej górki. Ograniczona podaż zboża zapewni jego wysokie ceny, na tyle wysokie, by nikt nie wysypywał go na tory.
Zalane auta ! A martwiliśmy się, że będą nam zamykali fabryki samochodów i części. Jakże wzrośnie "efektywny popyt" . Skłonność do kupowania, masowa konsumpcja napędzi naszą kaszlącą w oparach kryzysu gospodarkę. WIem, wiem co was niepokoi. Brak pieniędzy ? Spokojna głowa. Osuszanie terenów, sypanie wałów przeciwpowodziowych, naprawa dróg: ileż pracy do wykonania w ramach robót publicznych ! Już widzę oczyma duszy mojej Jacka Vincenta jako nowego Roosvelta polskiej gospodarki, który wprowadzi New Deal i wyciągnie naszą Zieloną Wyspę na prawdziwe Himalaje PKB. Jak przy mądrym zastosowaniu efektu mnożnika inwestycyjnego zaczniemy nadawać ton przerażonej tempem naszego wzrostu Europie.
------------------------
Powyższy tekst to kiepski stylistycznie paszkwil. Chciałem zwrócić nim uwagę na stan wiedzy wszystkich, którzy na studiach nieekonomicznych zetknęli się z przedmiotem Ekonomia albo przerabiali ją nieco szerzej na studiach z pokrewnych dziedzin ekonomii (podejrzewam, że studenci ekonomii czystej zgłębili ją wiele głębiej).
Pierwsza część mojego wpisu to uproszczony zapis tego, czego można dowiedzieć się na przerabianej "płytko" ekonomii, czyli keynesizm. Podstaw keynesizmu uczony byłem na swojej rachunkowości, z tego udzielałem po przyjacielsku korepetycji znajomej studentce prawa, biologii. Tych samych bzdur uczy się każdy, kto styka się z ekonomią na studiach nieekonomicznych. Efekt "mnożnika inwestycyjnego", dyrdymały o tym, że rozbita szyba jest kul bo dzięki niej szklarz ma pracę, że roboty publiczne są super bo napędzają koniunkturę a konsumpcja jest motorem wzrostu...
Myślę, że tylko "zdrowemu kujoństwu" (zakuj, zdaj, zapomnij) naszych studentów zawdzięczamy brak orgiastycznych procesji dziękczynnych za otrzymaną łaskę powodzi.


Komentarze
Pokaż komentarze (2)