Mój brat mieszka na dziesiątym, ostatnim piętrze pewnego bloku w jednym z śląskich miast. Widok z okna ma naprawdę piękny, co musze przyznać nawet ja, cierpiący na lęk wysokości.
Niestety, wybacz stary, muszę tu to napisać: masz obskurny balkon. W dodatku barierka nigdy nie budziła mojego zaufania. A dziesięć pięter w dól...
Barierki mają to do siebie, że ludzie opierając się o nie czują komfort i bezpieczeństwo. Przeprowadźcie kiedyś test: zaproście kogoś na wzajemną kontemplację widoków na jakimś wysokim piętrze, po czym, jakby nigdy nic, rzućcie tonem lekkiej pogawędki, że w sumie ta barierka o którą się opieracie trzyma się już nie na jednym, tylko dwóch gwoździach, bo przybiłeś przedwczoraj.
Jeśli uda wam się ową drugą osobę nabrać, prawdopodobnie poblednie, odskoczy i sklnie was w żywy kamień.
To wszystko przychodzi mi do głowy gdy myślę o bankowości, a w szczególności systemie rezerwy cząstkowej.
Ale od początku.
Bank u swego zarania był instytucją zarabiającą na pośrednictwie finansowym. Coś w rodzaju słupa ogłoszeniowego z ofertami pracy i zatrudnienia: pracodawcy wieszają swoje wymagania, pracobiorcy swoje kwalifikacje: wszystko dzięki temu, że zarówno jedni, jak i drudzy porozumiewają się via słup. Takim słupem jest bank. Iksiński ma akurat wolną stówę, idzie do banku i wkłada ją na roczną lokatę, powiedzmy, 8%. Przychodzi Igrekowski i pożycza z banku stówę, bo musi kupić brukiew do posadzenia. Bierze na rok, powiedzmy, na 14 %. Ta sama stówa, ten sam rok, tylko oprocentowanie różne. Różnica w oprocentowaniu to właśnie dochód banku: dochód za to, że Igrekowski nie musiał łazić po wsi i prosić a Iksiński się ogłaszać. Oczywiście bankier spojrzy na Igrekowskiego, oceni go od stóp do głów i, jeśli Igrekowski będzie trochę zawszony, bankier policzy sobie premię za ryzyko (tego, że ów zawszony gentleman nie odda). A jeśli Igrekowski będzie do tego zarośnięty i bezzębny to nic nie dostanie. Mniejsza.
Póki co nie ma żadnego problemu. Bankier wpisuje do zeszytu, że po roku od Y ma 114 zł i, być może tego samego dnia, przyjdzie X po swoje 108.
Ale pewnego dnia X przychodzi do banku z tysiącem i składa go w depozyt a vista (na żądanie). Boi się trzymać taką kasę w domu a bankier ma sejf, to mu może przechować na czas bliżej nieokreślony. X zastrzega sobie prawo wypłacania kiedy mu się żywnie podoba. Podpisują umowę, X wychodzi.
Mijają dni, miesiące. Bankier zauważa, że X wcale nie potrzebuje całej swojej gotówki. Wypłaca sobie ledwie ułamki wpłaconej sumy, na rachunek zaś przelewa co miesiąc wynagrodzenie pracodawca pana X. A Y chodzi i prosi o nowy kredyt na brukiew. Pieniądze X leżą sobie na koncie i bankier nic z nich nie ma. W końcu bankier postanawia zaryzykować i pożycza Y pewną sumę, o której X myśli, że ma w bezpośredniej dostępności. Powiedzmy, połowę. I co się dzieje ? Pojawia się rezerwa cząstkowa. Y ma 500 X też ma 500 (a myśli, że ma 1000). Z tysiąca bankier zrobił 1500. Ale popatrzmy dalej: Y kupił brukiew, zapłacił za nią 500 panu Z, sprzedawcy brukwi. Pan Z, którego wcześniej najwyraźniej ktoś wyśmiał za to, że nie ma konta w banku i lokuje pieniądze u mamy, udał się do bankiera i oddał mu w depozyt swoje 500. Po czym bankier połowe tego pożyczył pan D i tak dalej, i tak dalej. Zakładając, że każdy ma konto w banku, bankier "wykreował" z jednego tysiąca dwa tysiące. Zainkasował procenta od kredytów, trochę się co prawda w nocy pocił i denerwował, ale udało się, udało się raz, drugi trzeci.
Pewnego dnia pan W przyszedł po swoje pieniądze. Wypłacił całość. Bankier kręcił, kręcił ale wypłacił. W spotkał pana S, któremu opowiedział, jak to bankier mętnie się tłumaczył. S udał się czym prędzej do banku po swój depozyt celem ukrycia go w materacu. Bankier począł się pocić jak Chlebowski na konferencji prasowej, bo w sejfie widać było już dno. S wziął kasę, udając się do domu spotkał Q, króry...
W końcu kasa się skończyła. Równo połowa klientów otrzymała swoje wkłady, druga zaś nie. Poczuła się oszukana i poczęła wznosić szubienicę dla bankiera.
System rezerwy cząstkowej polega na tym, że tylko pewien ułamek pieniędzy, o których myślimy, że znajdują się w banku na żądanie (nie dotyczy terminowych) tam jest. A właściwie w ogóle istnieje.
A teraz proszę oprzeć się wygodnie o barierkę, popatrzeć na horyzont...
W Polsce rezerwa obowiązkowa została niedawno obniżona do 3 %. Słownie: trzech procent. Co oznacza, że gdy ludzie ruszą do banków wypłacać swoje RORy, 3% wyjdzie z pieniędzmi, bank zbankrutuje a 97 % wzniesie szubienicę.
Spośród wszystkich środków finansowych w Polsce około 8-9% istnieje w postaci namacalnej, papierowej. Reszta to wirtualny zapis na koncie, zapis, któremu w rzeczywistości nie odpowiada żaden pieniądz.
Pozostaje powoli wycofać się jak najdalej od barierki, ale po cichu, by nie wzbudzać paniki. Trzeba zadbać o to, by być jak najdalej gdy się to wszystko rozleci.


Komentarze
Pokaż komentarze (6)