wujcio Stefan wujcio Stefan
42
BLOG

Parujące pieniądze

wujcio Stefan wujcio Stefan Gospodarka Obserwuj notkę 2

Onet podaje,  że gielda.onet.pl/miliardy-dolarow-ulecialy-w-maju-w-powietrze,18726,3235224,1,news-detal

wyparowały grube miliardy. Jest to przykład orwellowskiego bełkotu dla ludzi, którzy nie znają się na finansach (bo niby dlaczego u licha ciężkiego miałby się znać na tym prawnik, lekarz, kierowca walca albo operator moździerza ? Jest to wiedza zbędna).

Bo niby w jaki sposób miliardy dolarów mogą ulecieć w powietrze a jeśli już, to czemu jest to złe ?

Akcje spółek tracą. Co oznacza, że ludzie, którzy je trzymają w ręku zaczynają je wyprzedawać coraz taniej, gdyż coraz mniej ludzi jest skłonnych je kupić. Na normalnym, wolnym rynku jest tak, że gdy ktoś traci, kto inny zyskuje. Ergo: Andrzej kupił akcję A za stówkę od Stefana. Stefan ma stówkę, Andrzej ma akcję. W pewnym momencie życie przycisnęło Andrzeja i musi sprzedać akcję A. Ale trwa kryzys, więc Andrzej sprzedaje Zenonowi akcję A za 80 zł.

Stefan bierze stówkę, kupuje buty.

Andrzej ma 80.

Zenon ma akcję i 20 w kieszeni, kupuje więc jakieś inne akcje. Albo bierze dziewczynę na lody i te 20 zł wygrywa cukiernia. Tu nie ma miejsca na "parowanie". Nawet, gdy jakieś przedsiębiorstwo bankrutuje, choć tracą jego wierzyciele, zyskuje kto inny. W przyrodzie nic nie ginie.

A może ludzie palą banknoty ? Ognisko z miliarda dolarów... Czemu nie ? Gdybym miał w sejfie milion dolarów cieszyłbym się, gdyby ludzie masowo palili swoje. Po krótkim okresie dostosowawczym mój milion wskutek deflacji wart byłby dwa. W przyrodzie naprawde nic nie ginie.

Chyba, że zostało wypłukane z powietrza.

We wpisie o barierce wspominałem co nieco o kreacji kredytowej. Aktualnie szacuje się, że 90% wszystkich środków finansowych to zwykły zapis na koncie. A zapisy na koncie jak najbardziej mogą wyparować.

Jednym z najbardziej czytelnych sygnałów mówiących, że ma miejsce tzw ekspansja kredytowa (mnożenie przez spoconego bankiera z mojej notki większej ilości "depozytów") jest właśnie ogromny i nienormalny wzrost na giełdzie. Bo powiedzmy sobie szczcerze, gdyby istniała stała ilość pieniędzy, JAK BARDZO mogłyby pójść w górę indeksy (czyli wartość wszystkich akcji?) Giełda to gra o sumie zerowej (nie do końca, jest jeszcze prowizja maklera, ale o tym kiedy indziej): ktoś zyskuje, ktoś traci. Andrzej stracił 20 zł a Zenon je zyskał. Nie mogą zyskiwać wszyscy. No, chyba, że pieniędzy jest coraz więcej i więcej... Ale gdyby był to zwykły, ordynarny druk to poszłyby w górę wszystkie ceny, łącznie z cenami marchewki. Co więcej, nie miałoby miejsca "parowanie": pieniądz w postaci fizycznej nie znika (zakładam, że zjawisko gigantów polskiego hip hopu palących dwusetki ma miejsce tylko podczas kręcenia teledysków, co nie ma miejsca wystarczająco często, by zakłócić obieg pieniężny).

Tymczasem jest sobie pieniądz wirtualny. Pojawia się i znika.

Możnaby odnieść wrażenie, że jest to w sumie zjawisko neutralne. Ktoś kto zagrał dobrze na wzrostach to ma zysk, frajerzy zaś stratę. Niestety, problem jest głębszy i naprawdę szkodliwy. Ale o tym w następnej notce.

 

 

 

Lubię rano zaparzyć sobie kubek obrzydliwej kawy, poprzeglądać wiadomości z mainstreamowych serwisów informacyjnych i potłumaczyć z orwellowskiego na nasze. Ostatnio coraz częściej gram na basie. Moja strona jest warta2,73 Mln zł

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (2)

Inne tematy w dziale Gospodarka