Po świecie krąży slogan mówiący, że jest małe kłamstwo, wielkie kłamstwo, marksizm a na szczycie siedzi statystyka.
Nie zgadzam się z tym stwierdzeniem. Na szczycie siedzi szef OBOP. Albo ktoś, kto się produktem jego pracy posługuje.
Chciałbym się zająć dzisiaj statystyką typu "aha !". Statystykę (tudzież zestawienie) typu "Aha !" opisał T. Sowell w swojej świetnej książce pt "Oni wiedzą lepiej". To zjawisko ma miejsce wtedy, gdy ktoś nieobeznany z podstawami naukowej statystyki (tudzież jakiś bezczelny łgarz) wybiera jakąś statystykę, tendencyjnie ją interpretuje i krzyczy "aha !".
Ze statystyką jest tak, że jeśli A rośnie/spada tak samo (albo idealnie odwrotnie) jak B, to mamy do czynienia z pięcioma przypadkami.
1) A zależy od B
2) B zależy od A
3) A i B są niezależne (przypadek)
4) A i B zależą od C
5) Przygotowujący statystykę się zapił.
Pojmowanie statystyk w stylu "Aha!" polega na uwzględnieniu jednego, góra drugiego przypadku. Najczęściej zaś pierwszego w sposób pasujący do całej teorii.
Sowell (murzyn swoją drogą) przytaczał przytaczał przykład odsetka odrzuconych przez bank podań o kredyt dla różnych grup etnicznych.
Wynikało z niego, że najwięcej odmów usłyszeli Latynosi i czarni, najwięcej zaś kredytów udzielono żółtym (potem zaś białym).
Jakiś pełen złej woli człowiek (albo pozbawiony tyłomózgowia aktywista) zaraz krzyknie "Aha ! Dyskryminują czarnych i meksyków ! Ku-Klux-Klan grasuje w bankowych okienkach !" Tak też się stało. (Gołym okiem widać, że ów aktywista kierował się złą wolą, gdyż pominął żółtych).
Tymczasem Sowell wytrwale przekopał dane badawcze których użyto na potrzeby tej statystyki. Wynikało z nich, że odsetek ludzi pozbawionych zdolności kredytowej był najniższy własnie u żółtych i białych. Murzyni i latynosi najczęściej składali podania o kredyt mająć już na karku kilka innych. Mieli też znacznie mniejszy majątek.
W tym przypadku mamy do czynienia z przypadkiem czwartym: A (odsetek odmów) i B (kolor skóry) mają związek bezpośrednio z C (zdolność kredytowa). Od razu inaczej wygląda, prawda ?
Swoją drogą, dalej można analizować dlaczego akurat czarni mają mniej majątku (co polecam młodym ideologom lewicy. Odpowiedź znajduje się również w książce skrupulatnego Sowella i, ostrzegam, może być mocno zaskakująca).
Kolejnym moim ulubionym błędem dziennikarzy posługujących się statystyką jest kwestia zamiany przypadku pierwszego i drugiego, pomylenie przyczyny ze skutkiem.
Dawno dawno temu czytywałem Politykę (już słyszę buczenie). Ostatni kupiony przeze mnie numer miał na okładce "Miłuj geja swego". Wiedziony nadzieją, że chodzi o jakiś ironiczny artykuł odnalazłem tekst Jacka Żakowskiego na temat sytuacji gospodarczej w Kalifornii i bogatych miastach USA. Tenże Jacek Żakowski wysnuł Myśl: miasta/stany w których jest najwięcej gejów jest największy dobrobyt. Ergo, geje (albo tolerancja dla nich) napędza gospodarkę: ergo: wzrost gospodarczy i bogactwo zależy od ilości gejów (!?!) . Czując jednak, że na gruncie naszej młodej demokracji takie stwierdzenie może zostać przyjęte z niedowierzaniem nawet przez czytelników Polityki uznał, że wypadałoby się posiłkować jakimś "zachodnim naukowcem". Toteż podał jakiegoś faceta który wymyślił sobie ekonomiczny Gay Factor.
Na pierwszy rzut oka wszystok wygląda cacy. Wykres ilości gejów i bogactwa się pokrywa.
Wykres dobry, wnioskowanie błędne.
Największym błędem przy interpretowaniu statystyki jest brak rozsądku. Pan Żakowski nie zadał sobie trudu wykoncypowania, dlaczego tak się dzieje i przedstawienia jakiegoś możliwego ciągu przyczynowo-skutkowego prowadzącego z A do B. Jest tak w statystyce to tak jest. Tautologia.
Tymczasem ja przedstawiam panu Żakowskiemu sensowny ciąg prowadzący od B do A.
Stany/miasta bogatsze przyciągają z zewnątrz gejów jako najbardziej "krótkookresową" grupę społeczną. Rodzina (nie piszę normalna, bo para gejów to dla mnie popierdółka a nie rodzina, nawet "nienormalna) z dziećmi w pewien naturalny sposób jest zorientowana ku przyszłości. Wychowanie/wywianowanie dzieci kosztuje. Trwanie ze współmałżonkiem również. Wspólne odkładanie na dom itd. Tymczasem gej mający statystycznie wielokrotnie więcej "partnerów życiowych" niż człowiek normalny nie jest specjalnie zorientowany w przyszłość, tylko w teraźniejszość. Konsumpcja, zabawa. A czy da się konsumować i bawić w Kentucky, gdzie pełno rednecków patrzy na ciebie spode łba ?
Kolejna rzecz: bogate stany są dużo bardziej tolerancyjne (są bastionami Demokratów). Łatwiej być gejem w Kalifornii niż na Alasce.
I jeszcze jedna kwestia: wielkie miasta ściągają do siebie tak zwaną bohemę artystyczną, w której odsetek różnych dziwaków jest dużo wyższy niż w reszcie populacji.
Błąd pana Żakowskiego polegał na krzyknięcu "Aha ! " bez zastanowienia się, co jest przyczyną, co skutkiem.
Czemu o tym wszystkim piszę w zakładce Ekonomia ?
Bo do ekonomicznego wniosku to wszystko prowadzi.
biznes.onet.pl/premier-japonii-ostrzega-przed-zapascia-finansowa,18491,3244245,1,news-detal
Tutaj oto druga największa gospodarka świata kuleje z powodu długu. Dług kasuje PIGS. Pożera 10% polskiego budżetu za SAME ODSTEKI. Dług gniecie USA, Europę.
Gdy wywiązała się na ćwiczeniach z makro dyskusja na temat długu, prowadząca ćwiczenia nobliwa pani doktor ucięła dyskusję mówiąc, że dług nie jest zły, bo wszystkie rozwinięte kraje są zadłużone a wysokie wydatki socjalne budują dobrobyt bo wszystkie kraje dobrobytu mają wysokie wydatki socjalne. Aha !
Więc jeśli chcę być bogaty jak Bill Gates to muszę ożenić się więc z kobietą o imieniu Melinda i założyć fundację rozdającą kondomy w Afryce ?


Komentarze
Pokaż komentarze