wujcio Stefan wujcio Stefan
90
BLOG

Barierka trzymająca się na gumie do żucia i flaming.

wujcio Stefan wujcio Stefan Gospodarka Obserwuj notkę 1

Obecnie istniejący system finansowy jest jak flaming. Wielki, jaskrawy zadek na dwóch cienkich nózkach (z czego jedna podkurczona).

 

Jedna cienka nóżka (ta aktualnie podkurczona) to kreowanie pieniądza znikąd. Pisałem o tym wcześniej i myślę, że każdy widzi, że coś w tym śmierdzi. J. H. de Soto podaje, że od 2001 roku aż do kryzysu ilość wykreowanych pieniędzy rosła 10% rocznie. Do 2008 roku (po 7 latach, stosując procent składany) zatem podwoiła się. To musiało w końcu eksplodować i tak się stało. Dlatego jedna nóżka flaminga aktualnie jest boleśnie podniesiona.

Drugą cienką nóżką flaminga jest tak zwany pieniądz fiducjarny. Pieniądz fiducjarny to taka zabawna rzecz. Gdy się nad tym szerzej zastanawiam, sam zadaję sobie pytanie, jak to u licha jeszcze działa. To już nie jest barierka na gwoździu. To barierka trzymająca się na gumie do żucia.

Bo co to jest pieniądz ? Pieniądz to łatwy do podzielenia poręczny, trwały towar, powszechnie akceptowany przez innych ludzi, który ze względu na swoją poręczność może być wymieniony na przykład na krowę. Jednym z kryteriów dla których coś staje się pieniądzem jest także jego rzadkość. Gdzieś na Polinezji ponoć używało się muszelek, dawniej soli, kamieni z dziurami, w obozach jenieckich papierosów. Ważne było to, by pieniądz był wystarczająco rzadki (a zarazem cenny) by nie trzeba było go znosić wiadrami żeby kupić bułkę. Na naszym kontynencie w pewnym momencie ludzie samoistnie uznali, że rolę pieniądza będą pełniły metale szlachetne.

Metalu szlachetnego nikt nie je. Metal nie gnije, łatwo go przechować, podzielić, połączyć. Jest wystarczająco rzadki aby nikt nie musiał brać ze sobą całej sztaby na zakupy.

Wzajemny kurs złota i srebra aż do bodaj końca XIX wieku nie był nigdy regulowany ustawowo. Ot, zależał od ilości, obrotności handlarzy i kilku innych czynników. Próby ustawowego usztywnienia kursu metali zawsze prowadziły do chaosu: albo złoto było zbyt tanie względem srebra (i masa ludzi zamiast zająć się czymś pożytecznym biegała wymieniać monety) albo na odwrót.

Znamienne, że nazwa każdej waluty wywodzącej się sprzed XX wieku to jednoska wagi. Angielski funt oznaczał funt (ok 650 g) srebra. Frank (funt frankoński), dolar (od czeskiego talara), polski grosz. Każda moneta zawierała odpowiednią ilość kruszcu stosownej próby. Stąd zbędne były kantory: funt miał tyle a tyle srebra, sou tyle. Walutą było srebro/złoto, różniły się tylko miary.

Ok XIX wieku, wraz z postępującym cywilizowaniem się i organizowaniem społeczeństw Europy złoto zostaje deponowane w banku w zamian za noty bankowe (bank-noty), będące po prostu prawem własności kilku uncji kruszcu na okaziciela. Na poczatku każdy bank emitował swoje noty. Jeśli zaczynał ich emitować zbyt wiele w stosunku do posiadanego złota (tzn kreować pieniądz (czyli oszukiwać) ) , konkurencyjne banki najczęściej orientowały się w sytuacji i, uzbrojone w jego bank-noty, wyciągały mu całe złoto i bank nieuczciwy bankrutował.

Kolejny krok to narodowy banknot uprawniający do pozyskania pewnej ilości waluty. Na banknocie znajdowała się adnotacja że jest on wymienialny na xyz złota zdeponowanego w banku centralnym przez rząd. Teoretycznie suma banknotów równała się sumie złota. Kurs wymiany walut był zatem sztywny i niezmienny: skoro dolar uprawniał do , powiedzmy, pół grama srebra zaś funt do całego grama, kurs był jak 1 do 2 i koniec rozmowy.

Niestety, ten zdrowy i rozsądny system zaczął się psuć. Wprowadzono pewien pułap poniżej którego kruszcu nie wypłacano. Nikt już nie mógł się zgłosić po wypłatę mniej niż odpowiedniej sztabki (odpowiadającej bardzo dużej ilości pieniędzy). A że zaufanie do waluty było duże (w końcu sam fakt wymienialności na złoto działał uspokajająco) mało kto się tym przejmował. A z czasem ilość złota coraz mniej odpowiadała ilości banknotów. Szczególnie stało się to widoczne po pierwszej wojnie światowej, kiedy to poszczególne kraje nadrukowały sporo pieniędzy aby sfinansować wydatki wojenne. Niemniej podjęto próby cofnięcia tego stanu rzeczy: np Wielka Brytania pobierała wyższe podatki i sporą część banknotów wycofywała z obiegu (wielkie ogniska z banknotów). Niektóre kraje w ogóle zdewaluowały swoje waluty, w dalszym ciągu jednak wymienialne na kruszec.

Kolejny krok w przepaść nastąpił, gdy w trakcie Wielkiego Kryzysu niepełnosprawny (również intelektualnie) Roosvelt kazał skonfiskować całe złoto wszystkim obywatelom USA. Kruszec został zdeponowany w bezpiecznym od obywateli miejscu i odtąd kreacja papierowego śmiecia trwała już w najlepsze. Dolar w dalszym ciagu był niby wymienialny na złoto ale już wszyscy wiedzieli że to pic na wodę.

Podczas kryzysu lat 70tych Nixon zniósł wymienialność na złoto w ogólności. Tam, gdzie kiedyś pisało "wymienialny na złoto środek płatniczy USA" pojawiło się "In God we Trust" .

Pojawia się zatem pytanie: czym my do cholery płacimy ? Co to jest ?

Jest to kawałek papieru z głową króla/prezydenta. Czy 100 zł różni się od 200 zł tym, czym 5 gramów złota różni się od 10 gramów złota ?  Nie. Czy banknot sam w sobie ma jakąś wartość ? Może ma, jako rozpałka do grilla. Można nim wytapetować pokój albo odpalić cygaro. Istnieje i ludzie nim płacą tylko dlatego, że wierzą, że jest coś warty (stąd nazwa fiducjarny). Jego rzadkość jest mocno dyskusyjna i utrzymywana sztucznie: ilość pieniędzy jest ściśle uzależniona od kaprysu rządzących a oszustwo (dodruk pieniądza) nie jest dla nich karalne (co ciekawe, obywatel za fałszowanie pieniądza dostaje 25 lat: gorzej niż za morderstwo!). Aktualnie maszyny drukarskie Europejskiego Banku Centralnego i FEDu pracują na najwyższych obrotach a ludność jest rabowana ze swoich oszczędności ulokowanych w banknotach. Wszystko to wisi na nitce: gdyby padła jedna kostka domina (ktoś po prostu przestałby przyjmowac papier a zażądałby czegoś twardego, np srebra), potem poszłoby już z górki.

Flaming upadłby na cztery litery.

Ale zanim to nastąpi trzeba kupić kilka sztabek. Na ciężkie czasy.

 

Lubię rano zaparzyć sobie kubek obrzydliwej kawy, poprzeglądać wiadomości z mainstreamowych serwisów informacyjnych i potłumaczyć z orwellowskiego na nasze. Ostatnio coraz częściej gram na basie. Moja strona jest warta2,73 Mln zł

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (1)

Inne tematy w dziale Gospodarka