Retoryka rządu nie jest szczególnie błyskotliwa i niezbyt pomysłowa. Stare stalinowskie "a mógł zabić!" podszyte stertą bzdur i ekonomicznych nonsensów.
Najpierw Boni puszcza balona o podwyżce składki rentowej do 6,5 %. Z szumu medialnego wyłapałem wypowiedź, że w sumie to nie jest podwyżka podatków, gdyż składka to składka a nie podatek. Już nie pamiętam, czyje to słowa, ale postuluję 200 kijów dla ich autora. Po czym pada stwierdzenie o podwyżce VATu o 3 pkty procentowe. Na szczęście na odsiecz przyjeżdża na białym koniu oręzny (feld)marszałek Schetyna, coś tam gada o wydzieranym sercu i proszę, oto jest !
Podwyżka VATu o jeden punkt procentowy ale tylko na trzy lata ! Ludzie biją brawo, trybuny szaleją, kobiety nago tańcza na ulicach wielkich miast ! Mógł zabić, a podniósł tylko o jeden punkcik ! I to tylko na trzy lata (bo za trzy lata podniesie jeszcze bardziej :) ).
Ale nie o tym miałem pisać. Generalnie retoryka popierających rząd ludzi i publicystów opiera się na jednym z dwóch argumentów: albo na patriotyźmie (dobry Polak zapłaci, żeby jego kochany kraj nie zamienił się w Grecję) albo na bagatelizowaniu (co to jest 1 pkt procentowy ? Jak kupi telewizor za 2 440 pln to kupi i za 2460).
Tym drugim argumentem chciałbym się teraz zająć
Odfiltrujmy wypowiedzi premiera z haseł typu "mam nadzieję, że podwyżka VATu nie spowoduje wzrostu cen żywności". Wiadomo, że facet albo myśli, że żywność jest kreowana przez jej producentów ex nihilo, albo jest bezczelny. Stawiam na to drugie: w końcu żeby dymać 38milionowy naród już trzy lata bez przerwy trzeba być inteligentnym.
Na polu walki pozostanie argument odnoszący się do skali mikro: nawet, jeśli będzie ta podwyżka cen żywności, to ledwie o ułamek jednego punktu procentowego (z 1,22 na 1,23, co daje 0,82 procenta).
Kupowałem mleko za 2,44, kupię i za 2,46. Jak zbierałem na samochód za 24400, to nazbieram i na samochód za 24600. Taka maciupeńka podwyżka przecież nikogo nie skłoni do rezygnacji ze swoich zakupów. Ludzie w gruncie rzeczy nawet jej nie odczują, więc tym bardziej nie odczuje jej "gospodarka". Żaden zakład nie zbankrutuje a rząd załata dziurę.
Super, nie ?
Otóż jeśli ktoś podskórnie czuje, że coś tu śmierdzi, to ma rację. Pewnie, kupię ten samochód za 24600. Ale już go nie zatankuję. Kupię 100 kartonów mleka, nie kupię sto pierwszego. Nie będzie to jakaś drastyczna decyzja a`la "dzisiaj tnę wydatki o 1% , howgh!" . Po prostu w portfelu zostanie mi ciut mniej pieniędzy na drobiazgi. Przemnóżcie mnie przez 30 milionów Polaków. Wielkie zakłady od tego nie padną, ale może kilka małych, już teraz mających nóż na gardle ? Kto wie ?
Z drugiej strony mała podwyżka niczego nie załatwi. Jeśli ktoś myśli, że dzięki temu, że "budżet zarobi" jakieś tam kilka miliardów nagle załatamy dziurę budżetową, to się myli. To rozwiązanie ma jeden, tylko jeden cel: zastąpić wygibasy księgowe poddanego Jej Królewskiej Mości Jacka Vincenta jeszcze przez rok. Obecna ekipa ma za mało ikry żeby zabrać się za porządki w budżecie. Pociągnie ten rok na zwiększonym VATcie, nie daj Boże wygra wybory i przez kolejne cztery lata będzie podnosić daniny, żeby dociągnąć do następnych wyborów. A jeśli ktoś się jeszcze łudzi, że ONI tam mają jakieś szuflady pełne zbawiennych reform, polecam Balsam Pomorski.
W sumie w niczym nie pomoże, ale tani jest i nie taki zły.


Komentarze
Pokaż komentarze