Konwencją tego bloga jest skrajny pesymizm. Niestety, życie nie daje mi zbyt wiele okazji do radosnego oczekiwania przyszłości, toteż generalnie marudzę i narzekam.
Niemniej, ta notka będzie inna.
Jest nadzieja !
Jest nadzieja dla polskiego budżetu !
Rozkoszując się bowiem skryptem akademickim katowickiej Akademii Ekonomicznej znalazłem informację, że 70% budżetu Bułgarii w latach 70tych szło na obsługę bułgarskiego długu publicznego. I Bułgaria z tego wyszła. Teraz koszt obsługi długu w relacji do budżetu jest znacznie niższy. Może wzrost podatków ?
Niemniej, pozwalam sobie mieć nadzieję. Aktualnie podobne statystyki w Polsce mówią, że 10% budżetu Polski idzie na grubą rentę dla banków, handełesów i innych Sorosów z tytułu długu publicznego, choć należy pamiętać, że wskutek księgowych wygibasów Gargamela sporo zobowiązań wypchnięto poza budżet (do funduszy, które choć są jak najbardziej publiczne i "budżetowe", tradycyjnie się w skład budżetu nie zalicza, toteż, chociaż i tak moje dzieci będą je swoją krwawicą spłacać to jednak Gargamel może się cieszyć, gdyż nie zaliczają się one do Statystyk). Tak czy siak, Bułgarzy sprzedali nerki, zdewaluowali swoje oszczędności, gryźli murawę i ogólnie bawili się nieźle, to jednak spłacili.
Wniosek ?
Kupić złoto. Choćby Gargamel z Ryżym dewaluowali ile wlezie, złoto pozostanie złotem. A i być może dług uda się spłacić ?


Komentarze
Pokaż komentarze (3)