Wyobraźmy sobie firmę. Niech będzie ona spółką akcyjną.
Mniejsza już o przedmiot działalności. Zainteresujmy się jednak jej formą.
Udziałowców jest 38 milionów. Każdy posiada po jednej akcji.
Walne Zgromadzenie Akcjonariuszy (WZA) odbywa się raz na cztery lata. W jego trakcie akcjonariusze mają prawo tylko i wyłącznie uchwalić nowy zarząd. Kierownictwo spólki liczy, dajmy na to, cztery różne osoby. I, choć teoretycznie każdy może startować do Zarządu, to aktualny Zarząd kontroluje korespondencję, witrynę internetową i gazetkę firmową. Każdy startujący na Prezesa Zarządu spoza aktualnego kierownictwa musi być więc siłą rzeczy anonimowy dla Zgromadzenia. Co więcej, tylko członkowie Kierownictwa otrzymują zwrot kosztów (na koszt Firmy) z kasy firmy. Eryk M., specjalista Firmy od marketingu twierdzi, że koszt kandydowania do Zarządu to jakieś kilka milionów złotych.
Władza Zarządu jest bardzo szeroka. Zarząd może akcjonariuszy inwigilować, sądzić, zamykać. Może dowolnie uchwalać sobie coroczny budżet: wszak i tak WZA odbywa się raz na cztery lata a wybór jest praktycznie ograniczony do jednego z czterech Kierowników i tych kilku anonimowych frajerów, których nikt nie wybiera. Nie ma mowy o podziale zysku: Spółka jest od zawsze deficytowa a Zarząd ma prawo pozyskiwać od akcjonariuszy dopłaty ilekroć mu zabraknie. Często to robi. Co więcej, ma prawo zaciągać zobowiązania w imieniu akcjonariuszy: odpowiedzialność akcjonariuszy nie jest bynajmniej ograniczona. Głowny Księgowy, ściągnięty ciupasem z Londynu sam nie wie, ile ma pieniędzy: zaciąga sobie beztrosko długi ile wlezie: Statut Spółki nie przewiduje jego odpowiedzialności. Ani nikogo z Zarządu: odpowiedzialność spoczywa wyłącznie na akcjonariuszach, którym już niebawem Zarząd obwieści, że czas zaciskać pasa, bo żyli zbyt hulaszczo.
W WZA bierze udział z reguły około 40% akcjonariuszy. Gdy WZA się zbliża, członkowie Kierownictwa obiecują akcjonariuszom wypłatę dywidendy a ci dla sportu w nią wierzą: bo tak na serio to wszyscy wiedzą, że to pic na wodę.
W tym roku Główny Księgowy pożyczył sobie 100 miliardów. Akcjonariusze już zostali "poproszeni" o dopłatę. Uzyskane środki zostanę zainwestowane w rozrost administracji spółki zgodnie z zasadą, że "człowiek to najlepsza inwestycja".
Akcjonariuszy jest coraz mniej. Starzy powoli wymierają, nowi się nie rodzą bądź wymieniają akcje Spółki na inne. Widząc to, Władze Spółki co i rusz zaklinają rzeczywistość, obiecują jakieś restrukturyzacje ale i tak wszystko jest po staremu. Gdyby spółka miała zbankrutować, Zarząd niespecjalnie się przejmie: obłupił majątek Spółki jak się dało i na pewno będzie miał miękkie lądowanie.
I co, zainwestowaliby Państwo w Spółkę ?


Komentarze
Pokaż komentarze (4)