Gdy Japonia otwierała się na świat w okresie Meiji, jeden z japońskich intelektualistów stwierdził, że Japonki powinny oddawać się Europejczykom, żeby niższa rasa japońska nabrała nieco pożądanych cech europejskich.
Potem minęło trochę czasu, była Azja dla Azjatów, druga wojna, dwie atomówki i Japonia podporządkowała się Stanom. Przeszczepiła na swój grunt kilka amerykańskich rozwiązań, między innymi wprowadzając (ponownie) wolny rynek. Stąd wziął się japoński cud gospodarczy, trwający do lat siedemdziesiątych. Niestety, potem Mali Żółci Bracia sięgnęli nie tam gdzie trzeba. Przekopując się przez dorobek Białego Człowieka niczym przez kopalnie Morii, natrafili na prawdziwego Balroga.
Keynesizm.
Od tego czasu źle się zaczęło dziać w Kraju Kwitnącej Wiśni.
Zaczęło się obiecująco. Stopa procentowa poszła w dół, kilka pakiecików stymulacyjnych. A jak jest teraz ?
Cóż, dług publiczny przekroczył 200% PKB. Czyli wart jest dwa razy więcej, niż wszystko, co w Japonii zostanie przez rok wyprodukowane. Przy oprocentowaniu 5% odsetki pożerają co roku 10% PKB. Dług to dziecko pakietów stymulacyjnych z lat 90tych, mających "pobudzić" i "rozgrzać". Cóż, było to w takim razie najdroższe 2% wzrostu w historii

Fakt, że przy takim zadłużeniu Japonia w ogóle znajduje się nad kreską wynika z pracowitości Japończyków, przestrzegania prawa i paru innych rzeczy: w każdym bądź razie kraj ten trwa POMIMO keynsistowskich bzdur, nie zaś DZIĘKI nim (jak twierdzą różne kołodki i inni szamani ekonomii).
Co bardzo charakterystyczne, Japoński Bank Centralny jest bardzo pracowity: kolejna oznaka choroby. Jen jest co i rusz osłabiany (co kosztuje ogromne pieniądze, zaś sam efekt jest dyskusyjny). Stopa procentowa w tej chwili wynosi 0,1% a i tak miała spaść do zera
gospodarka.gazeta.pl/gospodarka/1,52981,8312186,Japonia_walczy_o_wzrost_gospodarczy.html
Bernanki, kołodki i inni keynesiści zalecają obniżanie stopy procentowej celem pobudzenia gospodarki. Przypomina to raczej elektrowstrząsy: naciska się guzik i pacjent podskakuje, co jest mylnie brane za oznakę krzepy. Wskutek upartego i sztucznego zaniżania stopy procentowej Japonia przypomina raczej zombie, wciąż sadystycznie kopane prądem przez dr Frankensteina. Zerowa stopa procentowa (w połączeniu z inflacją) oznacza, że człowiek pożycza więcej, niż oddaje. Robi się to już coraz bardziej groteskowe, bo niedługo trzeba będzie sięgnąć po ujemną stopę procentową (a szamani ekonomii prędzej to właśnie zarekomendują, zamiast uczciwie przyznać, że 3/4 tego, co wykładają na uczelniach to bzdury). Dlatego wymyśla się setki wytłumaczeń. Na przykład usłyszałem od pewnej uczonej damy z mojej rodzimej uczelni, że "Japonia rozwija się wolno, gdyż Japończycy maja małe mieszkania i nie mają gdzie ustawiać sprzętu AGD i innych wyrobów". Autentyk !
A najgorsze jest to, że niewielu ludzi dostrzega, że skoro od tych interwencji jest coraz gorzej, to trzeba je przerwać. O nie, to właśnie oznaka, że walka klas się zaostrza i trzeba dalej "rozgrzewać", "pobudzać", "podniecać" i tak dalej.
Czemu o tym wspominam ?
Cóż, taka mnie naszła refleksja gdy rozmyślałem na temat kryzysu w Stanach. Niestety, ten kraj prawdopodobnie wyląduje z Japonią w jednym kotle keynesowskiego piekła.


Komentarze
Pokaż komentarze (11)