Dziś onet zamieścił artykuł na temat młodych małżeństw, mieszkających kątem u rodziny albo wynajmujących: w każdym razie nie będących właścicielami swojego lokum.
Za sprawę wzieły się oczywiście mądre ekonomiczną wiedzą głowy z Łodzi i postawiły diagnozę:
Dzieje się tak, gdyż młodzi ludzie mają zbyt słabą świadomość nt. kredytów hipotecznych.
Nie jestem co prawda najmądrzejszą ekonomicznie głową w tym kraju, ale pozwolę sobie stwierdzić, że wynika to raczej z faktu, iż młodzi mają aż za dobrą świadomość kredytów hipotecznych.
Aktualne ceny mieszkań na rynku wtórnym są, o czym już pisałem wcześniej, groteskowe. Możesz sobie mieć, drogi śmiertelniku, nazbierane przez siebie pospołu z rodziną 60 000 pln i probówać kupić mieszkanie. Jeszcze 5, 10 lat temu kupiłbyś i to spore. Niestety, przyjdzie facet z kredytem na 100 000 pln i cię przelicytuje. Nastąpi więc odpływ mieszkań w stronę osób, które godzą się na coraz droższe i wyższe kredyty: faceta ze 100 000 kredytu przelicytuje przecież panna z 150 000 kredytu, którą z kolei przelicytuje małżeństwo z 500 000 kredytu i tak dalej, aż ustali się taki poziom renty bankowo-feudalnej, którą młode i bardzo zdesperowane małżeństwo zgodzi się opłacać, żywiąc się jednocześnie zupkami chińskimi aż do emerytury. W każdym bądź razie cena mieszkania na rynku wtórnym dawno już odleciała w kosmos niedosiężny dla kogoś, kto chciałby kupić lokum za oszczędności. Bez kredytu nie pogadasz, odpadniesz w przedbiegach. A mieszkania cały czas te same co 10 lat temu, ludzi ponoć ubywa, więc o co chodzi ?
Po prostu przybywa zdesperowanych janczarów, skorych opłacać miesięcznie 1500 raty kredytu (z czego, zależnie od rodzaju raty, niekiedy i połowa to odsetki).
I dopóki podaż kredytu będzie zależała od widzimisię paru bankierów, NBPu i rządu (zamiast, jak być powinno, od oszczędności ludzi), ceny mieszkań będą utrzymywać się w kwotach umożliwiających minimalną egzystencję przy maksymalnej rencie feudalnej.


Komentarze
Pokaż komentarze (4)