Mao Zedong był nie tylko krwawym tyranem, był także porąbanym idiotą.
Poważnie. Potrafił obudzić się rano i wprowadzić w całym kraju to, co przyśniło mu się w nocy. A że nauki pobierał na Uniwersytecie Zielonego Lasu (chiński eufemizm oznaczający działalność rozbójniczą), był niepiśmienny (czerwoną książeczkę ponoć podyktował) i jego osobisty lekarz twierdzi, że w ciągu całego życia zużył on może ze dwie kostki mydła, był prawdopodobnie jedynym nie-pragmatycznym Chińczykiem w CHRL. Jego następca, niewielki Deng Xiaoping zasłynął stwierdzeniem, że kot może być czarny lub czerwony, byle łapał myszy. Zgodnie z naukami tego wcale rozsądnego faceta Chińska Republika Ludowa zaczęła budować... jedną z najzdrowszych gospodarek kapitalistycznych na świecie. A że historia lubi chichotać, Japonia, niegdyś pionier przemian, stała się z kolei chorym człowiekiem gospodarczym Azji.
Miałem ostatnio niebywały ubaw, kiedy bodaj premier Chin Komunistycznych zrugał P. Krugmana (USA ! ) za poglądy zbyt etatystyczne i interwencjonistyczne. Dotarły też do mnie informacje, że chińskie władze doradzają swoim obywatelom lokowanie oszczędności w srebrze i złocie zamiast w fiducjarnym szajsie zwanym dolarem. Chiny przeszły suchą stopą przez cały kryzys 2008 roku, myślałem wtedy, że wynika to przede wszystkim z niskich kosztów pracy i paru innych czynników. Okazuje się, że nie tylko.
Jak podaje onet,
biznes.onet.pl/chiny-podnosza-poziom-rezerw-obowiazkowych-dla-duz,18543,3729938,1,news-detal
Chiński Bank Centralny podniósł stopę rezerw obowiązkowych o pół procenta. Z 17% (sic!!!) do 17,5%. U nas wynosi ona 3%. Oznacza to, że u nas z jednej złotówki powstają 33 śmieciowe złotówki widmo. W Chinach z jednego juana tylko 5,7 juanów widmo. 6 razy mniej śmiecia, 6 razy mniejsza podatność na cykle koniunkturalne, 6 razy zdrowszy rynek kapitałowy ! Oczywiście, to ciągle 6 razy za dużo: optymalna rezerwa to 100%. Ale w dzisiejszym skeynesiałym świecie dobre i to.
Na szczęście Chińczycy należą do ludzi, którzy w głębokim poważaniu mają biadolenia "autorytetów" i rozmaitych "guru ekonomii", którzy, najczęściej sami mieszkająv w USA do teraz nie za bardzo wiedzą, co w nich walnęło (różne takie Krugmany, Stiglitze i Paulsony). Chociaż postępują sprzecznie z "teorią" i "dorobkiem nauki", mają to pewnie gdzieś i czekają cierpliwie na efekty. Jeśli kot przyniesie w zębach mysz...


Komentarze
Pokaż komentarze (17)