Kiedyś Polskę nazywano najśmieszniejszym barakiem w obozie państw socjalistycznych. Mimo upływu lat można śmiało powiedzieć, że dalej jesteśmy jednym z najśmieszniejszych baraków w obozie wspólnoty europejskiej. To co dzieje się naszej scenie politycznej od czasu sławetnej transformacji żywcem przypomina noc kabaretową z czasów świetności opolskiego festiwalu. Jeszcze dobrze komuna nie zdążyła ostygnąć a już kabaret „Solidarność” wystawił spektakl pod tytułem „Wybory prezydenckie”. Czołowy szołmen tamtych czasów Wałęsa w krótkich abcugach zdołał opluć z politycznej sceny tych co go na piedestał wynieśli. Do tego przedstawienia jakimś cudem wkręcił się niejaki Tymiński ze skeczem p.t. „ Czarna teczka” i monologiem „ 100 dolarów”, który w głosowaniu widzów uplasował się na drugiej pozycji. Ostatecznie zwyciężył Wałęsa puszczaniem w samych skarpetkach i wizją drugiej Japonii. Po tym zwycięstwie powstał nowy kabaret „Kancelaria prezydencka”. To już była jazda bez trzymanki. Grupa Monty Pytona przy „Kancelarii prezydenckiej” jawiła się jako banda smutasów bez polotu. Z tego okresu pochodzą powiedzonka tego naszego czołowego szołmena "o dodatnich i ujemnych plusach", „ za a nawet przeciw”, ”dokonałem zwrotu o 360 stopni” czy chyba najsłynniejsze „ nie chcem ale muszem” które weszły już do kanonu satyry polskiej. Po upadku komuny ruch kabaretowy w III RP nabrał niespotykanych w nowożytnych czasach rumieńców. W krótkim czasie powstało 113 kabaretów których członkowie stawali do okresowych castingów do czołowego polskiego kabaretu jakim był i jest nadal sejm III RP. Jeśli do tego doda się różne przymierza typu „ Konwent Świętej Kataryny” zawierane z okazji castingów do roli prezydenta III RP obraz polskiej sceny kabaretowej będzie pełny. Pełna imienna lista tych co bawili nas często do łez przez ostatnie 25 lat miałaby chyba ze dwie setki nazwisk. Reszta, a było ich ładnych parę setek, to był tylko chórek w tle. W chwili obecnej jeszcze mamy 71 kabaretów działających samotnie lub w różnych, często dziwnych, związkach i konfiguracjach. Całe to towarzystwo już sposobi się do jesiennego castingu. Teraz, chyba dla rozgrzewki przed nadchodzącym, co rusz słyszymy nowe monologi i oglądamy nowe skecze. Mimo pełni sezonu ogórkowego zaczyna się robić coraz weselej. Tylko czy aby naprawdę nam Polakom jest i będzie z tego powodu do śmiechu?? Śmiem wątpić. Ale co nam pozostało żeby nie ocipieć do cna. Śmiech… Oby to tylko nie był śmiech sardoniczny…
356
BLOG


Komentarze
Pokaż komentarze