kojotto kojotto
248
BLOG

Franek Underwood dla ubogich...

kojotto kojotto Polityka Obserwuj notkę 13

 Z zażenowaniem oglądnąłem scenę zakończenia uroczystości na Westerplatte. Prezydent odwraca się plecami do żegnającej się z uczestnikami Kopacz i  z głupim uśmieszkiem na gębie bez pożegnania odchodzi.  Nie jestem wielbicielem pani premier ani PO w dzisiejszym wydaniu. W dawniejszym zresztą też. Ale takie, powiem wprost, chamskie zachowanie prezydenta nie licuje z godnością urzędu jaki Duda piastuje. Jeśli to ma być nowe oblicze prezydentury to ja za takie dziękuję. Nie piszę się na taką zmianę. Wiele rzeczy zarzucano Komorowskiemu ale chamem to on na pewno nie był. Może czasem był zbyt swobodny i rubaszny ale to wszystko. A tu widzieliśmy nuworysza któremu od sukcesu wyborczego w głowie i dupie przewróciło się. Nie rokuje to najlepiej. Jak tą scenę  pogodzić z obrazem prezydenta jako pokornego i  żarliwego katolika . Widzieliśmy go przecież  rozmodlonego na mszy i  zgiętego w pół przed hierarchami. Tu widzieliśmy  niewychowanego aroganckiego buca.  Można więc wnioskować z tych dwóch różnych zachowań, że zobaczymy jeszcze parę innych twarzy prezydenta przywdziewanych w zależności od okazji. Widzi mi się, że taki z niego żarliwy katolik jak ze mnie primabalerina. Za tę jego wiarę to bym grosza nie dał.  Potrzebne mu były moherowe głosy i poparcie kleru to robił za ciężko wierzącego. Jedno mu trzeba przyznać. Papuga z nie go zdolna. Niejednego sędziego w konia by zrobił. Szkoda, że nie pozostał na tym etapie. Nie musiał bym  się wtedy wstydzić za  mojego prezydenta.  Ale czy o takim człowieku mogę powiedzieć „ mój prezydent”? Chyba nie. A chciałbym w końcu to powiedzieć. Ale coś mi się widzi, że chyba tego nie doczekam.

 

                   Coś ta III  RP nie na szczęścia do prezydentów. Mieliśmy elektryka któremu woda sodowa do głowy uderzyła i miał się za Mesjasza, zbawcę narodu, a tak naprawdę to był tylko figurantem. I miał tę szczególną przypadłość, że nie lubił podawać nogi. Potem był ekstowarzysz z filipińską chorobą. Też jak Duda też klękał przed ołtarzem i bił się w pierś. Ten to chociaż miał prezencję i na jak był na trzeźwo, to można go było bez wstydu za granicę wypuścić, bo ponoć nawet jakieś języki znał. Rosyjski na pewno. Potem był Komorowski ze swoimi wyczynami, lapsusami  językowymi i błogim tumiwisizmem. A teraz mamy papugę o wielu twarzach strojącą głupie miny, marną podróbkę Franka Underwooda.  Ale może na lepszych prezydentów na razie nie zasługujemy? Może musimy jako naród jeszcze trochę politycznie dojrzeć żeby umieć oddzielić ziarno od plew?

kojotto
O mnie kojotto

jeszcze nie odmóżdżony

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (13)

Inne tematy w dziale Polityka