Prezes wszedł na mównicę
Powiódł dumnym okiem po sejmowej sali
Wierni rowniótko powstali
I klaskali, klaskali
Ach jak pięknie klaskali
Docenił prezes wysiłek
Łapką skinął łaskawie
Żałując że nie ma Tuska pośród tego tłumu
Pomyslał – szkoda, teraz bym tego chama w końcu nauczył rozumu.
Rzekł -„tyko” powiem „czy sowa”
( godzinę trwały prezesowe „czy sowa” )
Kwiecista to była, porywająca przemowa
O świetlanej przyszłość pod jego przewodem
Jaka się otwiera przed polskim narodem
Jak kraj z ruin podniosą, jak nam napełnią michy
Nie będą już w Europie robić sobie z nas śmichy
Premiera, niejaka Szydło wygłosiła expose,
I choć jak tylko można ważną przybrała pozę
To co chwilę zerkała na swego pryncypała
Czy aby jest jeszcze premierą
Czy już nią być przestała
Lecz czyż jej mowa może prezesowej być równa
To jak by równać diament z kupką psiego g****a
Pogadała i poszła bo coś rzec musiała
Ale sala na niego, na Jarusia, na Zbawcę Narodu czekała
I on spił śmietanę, stał w glorii i chwale
Patrząc okiem zwycięzcy na sejmową salę
Były oklaski, 82 razy, co skrzętnie policzono
Nie klaskano tylko tam gdzie stało ZOMO
Były co chwilę „niech żyje” okrzyki
I uznanie pośród sPISiałej publiki
Wiernym łapki spuchły jak banie
Nóżki też się zmęczyły...
... wstawanie, siadanie, wstawanie, siadanie
Tylko te durne PO-wce siedziały jak odęte
Teraz będą miały nie tylko przerąbane ale i przerżnięte
Bo szczekać im się chciało na Jarusia, na zbawcę
Za to teraz posiedzą sobie w oślej ławce


Komentarze
Pokaż komentarze (4)