Znajomy rozmawial z pilotem znajacym swoje srodowisko.
Bezposrednia przyczyna katastrofy miało byc to, ze za bardzo chcieli wylądowac. Nie dlatego ,ze gen, Błasik czy ktos inny naciskał. Dlatego , ze procedury bezpieczeństwa sa tam łamane nagminnie. Podobnie do kierowcow - czesto jezdzi sie po terenie zabudowanym powyzej 50 km/h/ Kierowca sie do tego przyzwaczaja, tysiac razy sie udaje , dopiero tysiac pierwszy raz nie. Wtedy w stosunku do kierowcy pada zarzut przekroczenia procedur. Podobnie piloci , nagminnie lekceważa zakaz zejscia ponizej 100 metrow w słabej widocznosci.
Dochodzi do tego pewna rywalizacja,czy tez poczucie nizszoszosci w stosunku do pilotow cywilnych , majacych w swoich maszynach lepsze systemy i ladujacych na bezpieczniejszych lotniskach . Jakaś ambicja , aby dac rade.
Z ciekawszych interpretacji pilota - przed uderzeniem w brzoze jego zdaniem było juz pozamiatane , samolot szedl z dziobem w góre ,ale coraz nizej .Zabraklo czasu .
Skad taka niska wysokośc samolotu ? - troche "na chama " szukali podstawy chmur. Dlaczego zatem nie wiedzieli gdzie sa , na jakiej wysokosci w stosunku do terenu ,faktycznie wznoszacego sie nad jarem ? Zdaniem pilota jakis bład , nieznanej jeszcze natury .



Komentarze
Pokaż komentarze (9)