Jeśli prawdę mówił , ze jednak uzgodnił swoje strasburskie wystapienie z szefem partii /wbrew temu co twierdził Poręba/ , to z tego moze wynikać, iż to sam Jarosław Kaćzyński wykreował konflikt miedzy nim a Porębą. Po prostu uzgodnił osobno z Ziobrą , ze ten ostrym wystąpieniem przykryje przemówienie Tuska a z Porębą też osobno uzgodnił cos odwrotnego - retoryka teraz bedzie bardziej stonowana a ten jako szef sztabu bedzie miał merytoryczny wpływ na wystapienia europosłów . Pewnie zaakceptował linię zaproponowana przez niego linię : teraz ,przed wyborami trzeba jak zawsze otwierac się na centrum, więc należy odłozyc na bok radykalizm. Z tego to punktu widzenia Poręba wygłosił swoją kwestię :jeszcze dwa ,trzy takie akcje i mamy pozamiatane ...
W piatek Prezes poparł Ziobrę zgadzając sie z nim ,ze w europarlamencie także mozna poruszac sprawy krajowe /tydzień wczesniej deklarował w stylu Poręby , ze nie bedzie przenosił tam krajowych konfliktów / a w weekend poparł swojego szefa sztabu . W piątek Ziobro mówił o swoim koledze jako o niedoświadczonym , sugerowął, że knuje coś z Sikorskim a w sobote Ziobro wygłosił samokrytykę i obiecał Panu Tomaszowi współprace . Zjednoczył ich nagle wspólny cel - wygranie wyborów i szef sztabu wyborczego przejmuje teraz kierownicę.
Wysoce jest prawdopodobne , że Pan Jarosław od początku ustawił ich przeciwko sobie i tak to było właśnie pomyślane . Poniewaz odnosi tutaj sporo róznych korzyści . Najpierw korzyść dla partii - Ziobro jednak jakoś przykrył i osłabił wyżdzwięk optymistycznego /jak zawsze zresztą / przemówienia Tuska . Sam Prezes nie wystapił tu jako radykał ale jako ten dobry policjant , to "niesubordynowany" Ziobro odwałił czarną robotę. Równolegle Poręba zaspokajania oczekiwania umiarkowanego Pisu na normalną politykę , na zdobywanie poparcia umiarkowanego elektoratu bez którego przeciez nie mozna wygrać wyborów. A że jest niespójnośc przekazu ? To Prezesowi nie szkodzi , on chyba wie , ze ani kursem radykalnym ani polityką wizerunkową czy tym umiarkowanym i merytorycznym otwarciem sie na centrum, Pis nie wygra wyborów. Gdy Poręba narzeka na na konfrontacyjny kurs Ziobry , przeciez także powinien narzekać na wystapienia swojego szefa o " obezwładnionym" samolocie, obok Macierewicza . Drugiej "zmiany" czyli takiego marketingu jak w kampanii prezydenckiej nie będzie i Pan Tomasz tylko odgrywa swoja optymistyczną ale z góry ograniczoną rolę.
Sa tez korzysci osobiste , prywatne dla Pana Jarosława. Podbił konflikt dwu koncepcji wygrywania wyborów : niesubordynowany radykalny Ziobro kontra merytoryczny i umiarkowany Poręba. Prezes już musi myslec o uzasadnieniu przegranej i po wyborach wskaże winnego . W tej grze Prezes zawsze wygrywa a ktoryś z Panów przegra wyrażnie , zostanie winnym , może nawet zdrajcą. Kogo wskaże Kaczyński ? Celowo wypuszczając swojego największego konkurenta do pozycji lidera w Pisie na może nawet nielojalną samodzielność /który sam tez sie pewnie do tego pali / - ustawia go do wygodnego odstrzału w wybranym przez siebie czasie .Gdy tylko skończy sie okres ochronny , po wyborach . Wtedy przyjdzie czas zwierania szeregów przy Prezesie czyli jego obrony własnej pozycji lidera w tym stadzie. Elektorat osobisty ,prywatny Kaczyńskiego zrozumie to . Wielu powie , że tak naprawdę nigdy nie lubili Ziobry .
Choć nie wszyscy to wiedzą, to sam Ziobro na pewno zna statut Pisu i jest świadom , że Prezes, ta "najwyzsza władza wykonawcza partii" jest absolutnie nieusuwalny jeszcze trzy lata , trzeba czekac na kongres partii. Za to sam moze jednosobową decyzją każdego bez wyjatku , w każdej chwili zawiesić w roli czlonka partii , tak na pstryk...
Jesli zas Ziobro kłamał , mowiąc o uzgodnieniach z Prezesem , sam wystawia sie na ten odstrzał. Tak czy owak ,chociaż ma teraz u swojego boku efektowną , inteligentną i ambitną kobietę , powinien pamiętać - jeśli chce zostać w polityce to pod Jarosławem Kaczyńskim może przeżyc tylko jako eunuch.



Komentarze
Pokaż komentarze (13)