Po przegranych wyborach, o ile Pis nie wejdzie w koalicje z SLD, zapowiadają się dla tej partii smutne, postne 4 lata. Skoro nadzieja hen.... daleko za długim horyzontem to i frustracja twardego elektoratu Pisu powinna być większa od tej po kampanii prezydenckiej . Zanim zamieni sie w stałą depresją gdzieś będzie musiała znależć swoje ujście.
Zaczynając od blogosfery- pojawią sie, juz są, wezwania do małej rewolucji , do niedużego /bez przesady / i w miare kulturalnego wieszania zdrajców polskiej sprawy na latarniach. Albo wprost, albo prowadzące bezposrednio do takiej konkluzji, jak ta cała melodia "nie wolno debatowac z ludżmi niegodnymi". Paradoks tej powstańczej retoryki będzie polegał na tym , że im żarliwiej i dzielniej nasi bohaterowie będą wzywać do boju, tym mniejsze mają na to realne szanse . Internet, owszem ułatwia komunikacje, ale po prostu kanalizuje takze frustracje. Odważni i garnący sie do jakiegoś czynu blogerscy partyzanci stukając pracowicie patriotyczne rymy na klawiaturze zabierają sobie czas na aktywność społeczną i samorganizacje w prawdziwym życiu. Wpisy, komentarze, to wszystko niezwykle absorbuje i pochłania , odciąga od realu , więc tym zgiętym nad klawiaturą karkom wystarczy iluzja czynu. Wystarczy wspólne bicie piany w swoim małym blogerskim kółeczku po bohaterskim zbanowaniu wszystkich " trolli" i "agentów ".
Politycy Pisu nie potraktują poważnie retoryki niepodległościowej z prostego powodu- przejście z polityką do ziemianek w Kampinosie utrudni transfery pensji poselskich i dopłat do partii. Jawny , a nie konspiracyjny bank mógłby zdradzić pozycje patriotycznej reduty, więc lepiej sie nie wygłupiać .Choć oko do twardego elektoratu zawsze będzie warto znad schabowego i piwka, z restauracji Hawełka, puścić.
Natomiast w polityce frustrację zamieni sie w agresje przez potępienie przeciwnika i ukazanie jego demonicznej potęgi. Z dwu powodów . To zwykła reakcja- im przeciwnik potęzniejszy tym nasza samocena jest wyższa . .Po prostu trudno przyznac sie samemu do wlasnego nieudacznictwa i klęski. . Więc wybory moga być oszukane , potęzny układ medialny zabije aspiracje polityczne większej cześci narodu . Pis wprowadzi swoje zwykłe tarcze, czy obronne mity jak lemingów, którzy nigdy nic nie rozumieją, opinię o ogłupiałym lub zdegenerowanym narodzie myslącym tylko o grillowaniu , agenturę i Wielki Układ .Dbając, aby te hasła były jak najbardziej ogólne, wtedy wytłumaczą wszystko i zawsze co potrzeba, niezależnie od okloiczności .
Drugim powodem zamiany frustracji w nienawiść poprzez wyolbrzymianie wroga bedzie chęć utrzymania twardego elektoratu przy Kaczyńskim. Skoro Platforma może oszukać przy zielonym stoliku, powstaje poczucie krzywdy ,rośnie nienawiść do podstepnego przeciwnika i wzbiera żądza rewanżu i cierpliwość czekania .To stawia lud przy swoim Królu . No i najważniejsza rzecz - wszyscy będę bronili nieomylności Jarosława Kaczyńskiego. Nie tylko on sam , sugerując celowo jako przyczyny swoich porażek wyłącznie działania obcych, potężnych sił , ewentualnie pokazując jakichś nowych zdrajców. A zdrada to przecież nie pomyłka, wręcz przeciwnie, sklania nas, abyśmy opiekowali się naszym liderem, który przeciez sie nie pomylił, tylko faktycznie jest ofiarą.... To nie tylko osobisty interes Kaczyńskiego . Także jego fanów - bowiem genialna nieomylność Prezesa potwierdza jego diagnozy i cały obraz ich swiata . Oskarżali by wtedy za porażke samych siebie - podobnie, gdyby wierzący mieli nagle uwierzyć, że Boga nie ma. Powstaną co prawda niewielkie grupy kwestionujace zdolności polityczne Prezesa i jego kompetencje, trafność doboru kadr czy metod zarządzania partią - ale łatwo ich będzie pokazac jako wroga czyli jako zdrajców. Elektorat sie od nich natychmiast odwróci.
Samorefleksji , namysłu nad skutecznością metod politycznych Pisu czy możliwości ich zmiany nie bedzie, tak jak jej do tej pory nie było. Także wsród tak zwanej inteligencji propisowskiej w w róznych kręgach jak Uwarzam Rze , czy Gazeta Polska, nie wspominając o Staniszkis czy Krasnodębskim. Platforma sie ucieszy, bedzie jak zawsze.
Potem zacznie faza opadania frustracji i zamiany jej w w stałą depresję . To bedzie wielkiej czekanie na wariant Orbana albo na straszny kryzys, który sam jelenie wyborcze do Pisu przygoni. Zacznie sie czas wielkiej smuty i mikrej, coraz mniejszej nadziei , ze stanie sie cos dobrego- coś , co sam Pis mógłby własnymi siłami zrobić.


Komentarze
Pokaż komentarze (110)