Z czego wynika histeria blogerska ? Gwałtowne fale wpisów na tematy Owsiaka, o próbie samobójstwa jakiegoś prokuratora, czy stała histeria okołosmoleńska, wszystko to wzmagane zawołaniami przewodników stad. Ostatnio stadny aplauz wzbudziła histeryczny felieton jakiegoś dziennikarza Ziemkiewicza, pisującego chyba w URZE albo gdzie sie da .To ktoś dla niektórych znaczny musi być, bo zachwytom nad tekstem o kuli w głowie końca nie było,choć poza powielaniem w nim jakichś widac środowiskowych prawd, a raczej złudzeń i paru sloganów nic tam wiecej nie było ....No, ale były emocje oraz przesłanie trafiać musiało w czyjeś gusta. Zupełnie jak kiedyś tekst innego swego czasu zapiewajły Marka Migalskiego pt. "Stańmy przy Królu", przykladów podobnych jest mnóstwo.
Lokalni zapiewajłowie więc nadają ton, a ławice blogerów wirują w te takty jak stada sardynek, pedząc kupą razem gdzieś przed siebie , nawet bez wyrażnego kierunku .Czasami admin czyni sardynkę wiekszą niż jest naprawdę, eksponując ja na SG, więc ławice sie rozdzielają. Ale każdy kto pływał pod wodą, wie, że ona po prostu powiększa i trzeba brać konieczne poprawki, by sprowadzic wielkość rzeczy do naturalnych rozmiarów.
Blogowanie chyba jest tylko ekspresją emocjonalną piszącego, ale blogerzy hołdują może jednak paru mitom. Pierwszy taki, że ta pisanina na Salonie 24 kogolwiek na zewnątrz w świecie obchodzi- tymczasem wydaje się, że Salon 24 żyje wyłącznie dla siebie, niczego w swiecie realnie nie zmieniajać . O tyle istnieje, o ile media mainstreamowe same coś z niego wezmą i pokazą milionom,co zdarza sie niezwykle rzadko . A nawet gdy pokażą, to jaki tego skutek ? Więc blogerzy pisząc zawzięcie, zgadzając sie na coś lub nie, mają fałszywe poczucie własnego społecznego znaczenia. Owocuje to często złudnym przekonaniem, ze klikanie w domu zmienia swiat , na przykład poparcie na blogu jakiejś partii ma niby przynieśc jej wymierne efekty w realu. Każdy bloger stoi sam naprzeciw klawiatury, ale ma poczucie uczestnictwa w emocjach już społecznych, przez kontakt z innymi za pomocą używania tych samych konwencji słów czy schematów.
Samotni więc za klawiaturą, potrafia jednak tworzyć zwykły tłum, podobny do tego na ulicy i podatny na hasła i emocje przekazywane przez wodzirejów. Może ta fałszywa świadomość, iz klikanie w wirtualu przekłada sie na sprawy w realu utrzymują te prywatne w sumie samotnicze emocje w jakiejś mobilizacji i trwaniu, a może to sprawy charakteru blogerskiego i naturalnej selekcji osób? .Bloger często ma złudzenie misji, swojej ważnej roli- tymczasem najdłuzej eksponowany wpis żyje tylko tyle, ile artykuł w gazecie codziennej, ale przy nieporównanie mniejszym zasięgu. Czytelnik blogów tak samo jak czytelnik codzienny nigdy nie cofa sie wstecz i wpis defintywnie umiera....Komentarze żyją czy działają jeszcze krócej, czytane przez jeszcze mniejszą ilość osób. Przeczytane- jeszcze nie oznacza przecież zrozumiane, to tak jak w rozmowie miedzy ludzmi. Ale nawet gdy sie zrozumieją, nie znaczy, że sie akceptują czy wezmą drugie zdanie pod uwagę. A, jeśli nawet wezmą, czy ono zmieni ich przekonania ?
Blogowanie ma więc może największy sens jako zwykła rozmowa ludzi z sobą , bez pretensji do czegokolwiek więcej. Niemniej to rozmowa często w nakrecających sie gromadach, podrygujących w te same takty, w grupach gdzieś biegnących, coś krzyczących za najgłośniejszymi czy najbardziej ulubionymi wodzirejami. To jakby nieustająca demonstracja tłumu....Jedni chcą go rozproszyć, inni stanąć w pędzie na jego czele i pociągnąć za sobą, ale są i tacy, co zawsze stoją na uboczu. Tłum z natury zawsze biegnie stale do przodu i nie ogląda się za nigdy siebie. Dlatego blogerska, mniejsza czy większa emocjonalna histeria samotnych za klawiaturą - nigdy sie nie skończy....


Komentarze
Pokaż komentarze (19)