Gdy czyta sie te rozmowy Kisiela z Tyrmandem w Dzienniku 1954, te uwagi o Herbercie klepiącym wówczas straszną biedę i pracującym bynajmniej nie w przyjemnej redakcji literackiej, ale w zarządzie torfowisk na stanowisku podreferendarza od melioracji, ciężko zrozumieć, czemu jedni rozumieli wszystko zawsze , a drudzy zawsze po czasie , bo już w nowych czasach, gdy można było robić to łatwiej . Oraz, gdy już nie trzeba było tego robić w samemu, lecz można było razem, z pewnym własnym wspierającym sie środowiskiem. Naiwność, interesowność, "heglowskie ukąszenie" czy tylko przystosowanie sie do sytuacji z "rozsądku" i zwykły brak odwagi?
To przykre, że nie wszyscy byli tak niezłomni jak Kisiel, Tyrmand czy Herbert i wielu innych. I co teraz z tym żalem zrobimy ? Z niedoskonałości tego padołu łez mozemy wyciagnąc nawet pożytek dla siebie - świadomość zła może w nas samych umocnic postawę niezłomnego dobra i zmusic do praktycznej życiowej refleksji. Można zadumać sie nad krętymi koleinami losu Szymborskiej, która choć juz pożniej nie zajmowala sie polityką i pisała tylko wiersze prywatne , ubrane w metafory ogólnoludzkie, to polityka zainteresowała sie wtedy nią. Wiele rzeczy mozna robić.
Mozna tez na przyklad żałować, ze nie można jej rozliczać zaraz po śmierci, a przed pogrzebem. Gdy o tym głośno, gdy nasze rozliczanie łatwiej pokaże wszystkim nasze sprawiedliwe zaangazowanie po stronie dobra, bo im bardziej teraz potępimy Szymborską, tym mocniej siebie postawimy po słusznej, lepszej stronie. Jako ci lepsi , chcący aby swiat więcej takich blędow nie popełniał. W dniu śmierci łatwiej też odreagować ten fundamentalny żal do świata, że nie jest taki doskonały. Ponadto lepiej można pokazać / niz w zwykły dzień powszedni /, że my sami jak tylko pokonamy to uosobienie zła - tych podłych przeciwników z tamtej strony, uczynimy go doskonalszym . Szymborska juz sie więc nigdy nie powtórzy- to będzie ta nasza moralna rewolucja i zwycięstwo. PiszeGrudeg :
A w jakim terminie po śmierci można zabrać się do takiego rozliczenia?
- 30 dni? 90? 120, rok, dwa lata, 10 lat, półkrotności przeżytego wieku, nigdy?
I po co przywoływać tu etykę chrześcijańską w konfrontacji z etyką buraczaną?
Oczywiscie, ta niecierpliwość rozliczania to nie sprawa etyki, ale zwykłego i praktycznego zarządzania. To problem zwykłego zagapienia się. Grudeg przecież mogł rozliczac do przedwczoraj, a bedzie mogł to robić już dzien po pogrzebie . Aby tak w przyszłości nie rozdzierać szat z powodu utraty tych kilku cennych dni, najlepiej od razu przygotować listy innych znanych osób, kandydatów do rozliczania za lata 50 te , którzy moga nam zrobić w przyszłosci podobnego psikusa. Zacznijmy rozliczać juz teraz ! Spieszmy sie więc ich rozliczac, bo tak szybko odchodzą...


Komentarze
Pokaż komentarze (17)