WZZW
nasza strona jest dokładnie tym, czym w latach 70' był „Robotnik Wybrzeża”. Drogą docierania do prawdy i prowokowania dyskusji. Nie rezygnujemy z możliwości wypowiadania własnych opinii. Wręcz przeciwnie, jesteśmy zobowiązani to świadectwo przekazywać.
0 obserwujących
19 notek
40k odsłon
3957 odsłon

Lech Wałęsa czyli największe kłamstwo sierpniowej rewolucji

Wykop Skomentuj32

Lech Zborowski ::

JAK DOSZŁO DO SIERPNIOWEGO STRAJKU CZYLI ODDZIELMY PRAWDĘ OD KŁAMSTWA [2]

Jak już wcześniej pisałem, Lech Wałęsa w Wolnych Związkach Zawodowych Wybrzeża wykazywał w rzeczywistości bardzo małe zainteresowanie aktywną działalnością. I chociaż przez całe następne lata lubił stwarzać wrażenie zasłużonego działacza, to jednak w oczach WZZowskich kolegów nigdy takim nie był. Na przełomie 79/80 był już bardzo rzadkim gościem na WZZowskich spotkaniach czy akcjach ulotkowych, a już w miesiącach poprzedzających sierpniowy strajk był postacią praktycznie niewidoczną w grupie.

W czerwcu 1980 roku, a więc zaledwie dwa miesiące przed wielkim strajkiem, miało miejsce bardzo istotne, chociaż mało znane zdarzenie, które pokazuje wyraźnie nastawienie Wałęsy do opozycyjnej działalności. Stanowi też pewne wprowadzenie do serii późniejszych, przed strajkowych jego zachowań.

Jednego dnia dotarła do WZZów krążąca w trójmieście ulotka jakiejś grupy osób, będąca bardzo dziwnym rodzajem protestu.  Wyrażała sprzeciw przeciwko nie przyjmowaniu do pracy w milicji i służbie bezpieczeństwa wierzących katolików. Nikt w WZZach pewnie by się nad tym szczególnie nie zastanawiał gdyby nie fakt, że wśród podpisów pod tym dziwnym tworem  widniał również podpis Wałęsy. Tego już było za wiele. Oczywiście zasadniczym pytaniem było – dlaczego rzekomy działacz opozycji uważał, że jakikolwiek wierzący katolik chciałby być pracownikiem komunistycznej bezpieki?  Kielich goryczy przepełnił jednak inny aspekt tego wydarzenia.

Tak oto wspomina to Joanna Gwiazda: „Po wszystkich kłopotach z Wałęsą próbowaliśmy wywalić go za złamanie zasad WZZow, nie bawiąc się w argumenty i zawiłości psychologiczne. Na okazję nie trzeba było długo czekać. Mieliśmy umowę, że podpis pod jakimś (jakimkolwiek) oświadczeniem, musi być wspólną decyzją. Wałęsa podpisał oświadczenie bez konsultacji, a co gorsze, wiedział, że w sprawie tego oświadczenia już zapadła decyzja”.

Najbardziej charakterystyczną i wymowną okazała się jednak odpowiedź samego Wałęsy na ten zarzut. Zmuszony przez Gwiazdów do wyjaśnienia swego zachowania stwierdził wprost: „Słabo działacie i moje nazwisko dawno nie chodziło”. To wyznanie nie było żadnym szokiem dla WZZowskich działaczy. Przede wszystkim dlatego, że już dawno wiedzieli oni o tym, że Wałęsa nie był zainteresowany żadnym praktycznym działaniem, a tylko wspominanym „chodzeniem nazwiska”. Wałęsa starał się uchodzić za działacza, a nie być nim w rzeczywistości. A ponieważ taka postawa uwiarygadniania się za wszelka cenę bez konkretnego działania była typowa dla agentów bezpieki, toteż od dawna już, sam Wałęsa nie cieszył się zaufaniem większości kolegów.

Gwiazdowie mieli już takiego zachowania dosyć i kiedy wezwali Wałęsę na rozmowę zdecydowali się z nim pożegnać na dobre. Andrzej Gwiazda przekazał innym informację, że choć nie może zabronić nikomu kontaktów z Wałęsą, to jednak on sam oświadcza, że uważa Wałęsę za osobę nieistniejącą. Wśród młodszych kolegów nie tylko nikt nie miał z tym problemu, ale było oczywiste, że większość odetchnęła z ulgą. Byliśmy przekonani, że Wałęsa zniknie na zawsze. Bardzo szybko okazało się to tylko pobożnym życzeniem, gdyż już po krótkim czasie, w lipcu pojawił się on niespodziewanie na jednym z WZZowskich spotkań.

Okazało się, że jego powrót spowodował Bogdan Borusewicz, który wybłagał u Gwiazdów  jeszcze jedną dla niego szansę. Joanna Gwiazda wspominała w swej książce: „Wybronił go Borusewicz. Przekonywał, że to drobne przewinienie i że jeszcze raz powinniśmy mu darować. Następnym razem już nie będziemy tacy pobłażliwi. Następnego razu już nie było, ponieważ wkrótce wybuchł strajk w Stoczni”.

I rzeczywiście nie było następnego wyrzucenia Wałęsy, ale nie znaczy to, iż nie było następnego incydentu. Jak wspomniałem, pojawił się on na lipcowym spotkaniu w niedużym gronie, gdzie omawiano bardzo ogólnie pojawiające się w kraju strajki i oswajano się z myślą, że ich fala dotrze najpewniej do Trójmiasta. Wałęsa siedział w milczeniu i nie zabierał głosu. Było jasne, że po ostatniej reprymendzie Gwiazdów nie czuł się pośród nas zbyt pewnie. Kiedy wychodząc ze spotkania znaleźliśmy się w kilka osób na klatce schodowej, idący za nami Wałęsa stwierdził nieoczekiwanie, że on nie zamierza przyłączać się do jakiegokolwiek strajku. W pierwszym momencie nikt na to wyznanie nie zareagował, ale Walesa zaczął zaraz przekonywać nas abyśmy i my w razie ewentualnego strajku nie brali w tym udziału. I tego było już za wiele. Z każdej strony poleciały w jego stronę bardzo ostre słowa. Byłem jednym z tych, którym puściły nerwy. Rzuciłem Wałęsie pytanie, dlaczego nie powiedział tego na gorze w obecności Gwiazdów? Ktoś inny wręcz nazwał go agentem. Wałęsa wyraźnie nie spodziewał się takiego obrotu sprawy. Chciał tylko jak najszybciej znaleźć się na zewnątrz. Doszło do malej przepychanki i kiedy wreszcie przedarł się i wybiegł, szybko zniknął. Byliśmy przekonani, że nie prędko go zobaczymy i przestaliśmy się nad nim zastanawiać. Jego późniejsze pojawienie się w stoczni było zaskoczeniem dla nas wszystkich.

Wykop Skomentuj32
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Kultura