15 obserwujących
118 notek
125k odsłon
  158   0

Została pustynia?



Co to były za lata? Osiemdziesiąte? Chyba osiemdziesiąte. I gdzie ja to czytałam? To nie była bibuła, normalny jakiś tygodnik. Rzecz była o „biczach”. BICZ to skrót – od „bywszij inteligentnyj czieławiek”.
W tamtych żałosnych czasach ludzie, żeby przebywać w  rejonach cywilizowanych(?), musieli się SYSTEMOWI legitymować dowodem/paszportem z miejscem zamieszkania, miejscem zatrudnienia, miejscem urodzenia, imieniem matki i ojca i jeszcze kilkoma innymi cechami, w tym szczególnymi. Dzięki temu dostawali „kartki”, bony, jak ktoś woli. Bez nich nie kupili mięsa ani masła, ani butów, ani też mydła. Mogli natomiast kupić sobie bilet na pociąg i pojechać na wczasy albo z wizytą do szwagra. Byli wolni. Niestety, nie wszędzie. U sąsiadów bowiem na takie szwendanie się musieli mieć jeszcze „komandirowkę”.
Prawie nikt nie narzekał, bo prawie wszyscy przywykli. Prawie, bo jak zawsze byli tacy, którym się nic nie podoba. I oni uciekali. Do tajgi. Uciekali bez komandirowki, po prostu samochcąc. W tajdze żyli sobie, jak chcieli. Spali w jakichś szałasach czy skleconych chatynkach, grzali się przy ognisku, jedli to, co upolowali, wodę czerpali z rzek i strumieni. W taki oto sposób stawali się „bywszymi inteligentnymi” – BICZ-ami.
SYSTEM nie mógł patrzeć na to przez palce, szczególnie, gdy ich zastępy rosły i stały się ZJAWISKIEM. Na jednego pomyleńca mógł się zgodzić, niech tam, na paru, ale nie na rosnący ich legion. Był z nimi kłopot, bo w końcu to wolni ludzie w wolnym kraju. Zabronić iść w tajgę? A co z demokracją ludową? Tak więc SYSTEM wprowadził prawo w myśl którego wszelka zwierzyna łowna należała do leśnych kołchozów i upolowanie choćby zająca było kradzieżą, za którą groziła tiurma. BICZ-e tłumaczyli się, że żyją jagodami i grzybami, mięsa nie tykając. Ba! Jagody i grzyby też były własnością leśnego kołchozu i ich kradzież też była sprawą kryminalną. Tak oto i tajga, jak i reszta świata, dla bywszich inteligentow stała się za mała. Gdzie się podziali? Nie wiem.
Gdy tak słucham i czytam o paszportach szczepionkowych, covidowych, rośnie we mnie żal. Wielki żal do kornika – kornika drukarza. Nie mamy przecież tajgi, mieliśmy jedną poczciwą puszczę, a on ją nielitościwie trzebi. Co nam zostaje? Pustynia Błędowska?

Lubię to! Skomentuj2 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale