15 obserwujących
118 notek
126k odsłon
  268   1

O Machabeuszach i chrześcijaństwie

Odpowiedź na tekst p. Jędrzejewskiego o Chanuce i chrześcijaństwie


Napisał Pan ciekawy tekst o pochodzeniu i znaczeniu żydowskiego święta, podzielił się Pan refleksją o naturze, rzec można, historiozoficznej, a tymczasem dyskusja, jeśli komentarze w jakiejś ich części można tak nazwać, ściąga temat na poziom - bądźmy grzeczni - zniechęcający.
Pozwolę sobie zatem po swojemu odnieść się wprost do tej refleksji, którą w formie wniosku Pan tu przedstawił, czyli do tezy, jakoby bez powstania Machabeuszy chrześcijaństwo mogło nie zaistnieć.
Otóż w pewnym sensie zgodzę się tu z Panem, a nawet pójdę parę kroków dalej. Powiem, że nie tylko to wydarzenie, ale całe dzieje ludzkości, od sprzeniewierzenia się Bogu, są historią Bożej pedagogiki prowadzącej ludzi do Zbawienia. Nie odbierając ludziom wolności Bóg bowiem cierpliwie działa w historii i wyciąga ludzkość z tarapatów, w które wciąż wskutek obciążenia grzesznością popada.
Bóg wybrał Abrahama i zawarł z nim Przymierze, które miało przygotować tych, którzy będą mu wierni, do przyjścia Mesjasza. Wybrał go dla przyczyn nam nie znanych, ale może to tylko ten jeden człowiek był gotów Mu bez wahań zaufać? Nie należał do mocarzy świata, wiarę pokładał w Bogu. Jak Piotr.
Cała historia Starego Testamentu to historia cierpliwej nauki, jaką Bóg kierował do jego potomków, mimo że ci nie zawsze chcieli Go słuchać. Byli pyszni, wzgardliwi, mieli twarde karki, kamienowali proroków, ale zachowali jedno, wierność w swoim wytrwałym oczekiwaniu Mesjasza.
I co za straszny zawód, jakie okrutne nieporozumienie, jaka niesłychana tragedia dziejów – bo oto przyszedł i został odrzucony. Nieliczna gromadka zachowała w swoich sercach tyle pokornej i ufnej wiary, że wbrew pysznym i zadufanym w swoich własnych oczekiwaniach i wyobrażeniach „wybrańcom” potrafiła powiedzieć – Ty jesteś Mesjasz, Syn Boga Żywego.
Czy można pozostać obojętnym na taką – nie historiozoficzną już, ale wprost kosmologiczną tragedię? Kiedy o tym myślę, nie potrafię odczuwać niczego oprócz współczucia i żalu. A jakże boleć musi nad tym miłujący nade wszystko Bóg, Bóg, który nie opuszcza, nie odrzuca i nie zniechęca się, jak my.
Jego cierpliwa miłość prowadzi nas wszystkich poprzez historię dziejów. Szanując daną nam wolność dopuszcza, byśmy błądząc zbliżali się do Niego i wciąż lepiej rozpoznawali Jego świętą wolę, aż przyjdzie dzień na końcu czasów, kiedy żydzi rozpoznają Tego, który – odrzucony – stał się Kamieniem Węgielnym, a chrześcijanie rozpoznają Go w swoich sercach, a nie tylko w nazwie.
Wszyscy bowiem musimy się ciągłe nawracać i nie ustawać w odczytywaniu Jego Nowego z nami Przymierza i w rozpoznawaniu znaków, jakie nam wciąż daje.

Lubię to! Skomentuj4 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Społeczeństwo