W mocy słów
Życie nie jest do godzenia za śmiercią, tylko szukania dla niej dostatecznie dobrego powodu
5 obserwujących
97 notek
21k odsłon
  102   0

Sekrety pękających luster

Tak jak określony typ kobiety nadaje się do haremu, czy na kochanki, tak samo trzeba określonego typu mężczyzn do przyjmowania roli kochanka i jednego z wielu. Jako typ rozumiem wewnętrzne zapotrzebowanie na daną rolę, znajdujące się w nieuświadomieniu. Nieświadomości siebie. To nie wykład o porządkowaniu społecznym, czy taka nieświadomość dotyczy każdego, czy nie i co w związku z tym – kto się plasuje wśród oświeconych, a kto ciemniaków. Po stokroć lepiej myśleć o ociemniałości powszechnej, niż zaliczyć się do dzieci światła i zgnuśnieć  w przyjmowaniu pouczeń.
Z tego, że w naturze człowieka jest sprawniejsze oglądanie wszystkich poza sobą, wynika uczenie się przez porównywanie – jestem taki/taka, czy taki/taka? Trudniej przez słuchanie opowieści – to ja ci opowiem jaki/jaka, bo przecież widzę cię lepiej, a ty siebie dopiero w lustrze. „Zacznijmy od tego, że ukrzyżowałeś mnie – wierzysz w to, czy nie wierzysz? Cokolwiek odpowiesz – czyś gorący, czy zimny – i tak pokażę ci prawdę. Najgorzej tym, którzy jej w ogóle nie szukają, myśląc, że prawdę kreują.” Czyja to ewangelia?
Kto zaczyna czytanie Ewangelii od utożsamiania się z kimś innym, niż Jezus? Przypuszczam, że mało kto, bo skoro bierze ją do ręki już na drodze do świętości, czyli w uświadomieniu, że do Jezusa mu daleko i jest każdą inną postacią, tylko nie Nim, to znaczy, że zna ją bez czytania. Poznał swoją nędzę. A kiedy myśląc, że jako z krzyża zdjęty, to jeszcze do niego dojdzie, żeby wypluć wszystkie utyskiwania i przekleństwa nad tym, co ma dane.
To jak już wiecie o czym mówię, możemy wrócić do historii o typie mężczyzny, który szuka sobie miejsca w haremie kobiety. Typ ten charakteryzuje się myśleniem, że nie ma w nim winy krzyżowania Jezusa, póki kobiecie służy, co harem stworzyła. Z jej chcenia usprawiedliwienie sobie czyni, że sługa z niego pokorny, którego na wiarołomstwie nikt nie przyłapie, bo wszak kobieta ta zna naturę mężczyzny nie na nim pierwszym, a więc jego całego dopuściła na znak swojego zapotrzebowania, jakikolwiek by dla niej nie był. Zatem wszystko o co się ten typ troszczy, to to aby taka pożądliwość kobiety nie wygasła, która podpowiada jej prawo do posiadania człowieka na własność i myślenie o byciu obdarowaną człowiekiem w jego własnej osobie. Gdy kobiecie prowadzącej harem przemyka myśl, że sama jest nie gorszym od takiego typa człowiekiem i bierze się za perswadowanie mu tego, jako należnej sprawiedliwości, typ czuje się wypraszany, że została podważona jego rola dawcy siebie w tej roli, jaką chciałby sobie przypisać. A jeszcze czuje poszkodowany, że zmarnował cały swój trud na kobietę „zbyt głupią i próżną” (szukającą człowieka w sobie dla czczej rywalizacji, gdy on jest w nim), która wpycha się w rolę człowieka, by jemu udowodnić zwierzęcą.
Ale to też nie o tym historia, że kolekcjonerka mężczyzn jest ich ofiarą, a nie własną. To też typ, który wie o swojej chęci zakładania haremów mniej, niż myśli. Jest jak królewna z bajki. Pękło jej  lustro w którym się pierwotnie przeglądała. Jest pewna, że wystarczy wziąć następne, żeby w nim zobaczyć to samo, co w pierwszym. I za żadnym razem obraz samej siebie nie zgadza się, a dobrze go znała, jako swoją najlepszą wersję. Nie może sobie wyobrazić życia bez lustra, które pokazuje jej, że jest, a nie znajduje nawet dwóch luster, w których mogłaby zobaczyć to samo, bo każde następne mówi o czymś innym. Dlatego przystępuje do przebierania, by znaleźć takie, której jej powie „zobaczyłem cię prawdziwą i innej kobiety nie potrzebuję”, ale w tym co wygadują lustra nie słychać znajomości jej samej na miarę jej wiedzy o sobie. I najpierw szepczą o tym rzadko i cicho, ale w końcu wyją, że jej w ogóle nie znają, a prawdziwej nie potrzebują. Są mniej pożyteczne, niż potłuczone lustro.
O ile ten typ kobiety uczy się żyć bez lustra, dochodzi do zgody z każdym z odbić, które odrzuciła.
O ile ten typ mężczyzny, uczy się żyć z lustrem, nie przyjdzie mu do głowy, że jest ono jego rywalem,  a fakt, że przemawia ono ludzkim głosem weźmie za najlepszą wersję swego odbicia.
Kiedy lustra pękają? Gdy stają się ważniejsze od ludzi. Bo nie do tego są.

Lubię to! Skomentuj Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Rozmaitości