niktt niktt
109
BLOG

Prezes Klaus

niktt niktt Rozmaitości Obserwuj notkę 6

 

Prezes Klaus od niepamiętnych czasów był prezesem.

Był prezesem sądu rejonowego w naszym mieście.

Prezesem uczyniła go partia więc tylko ona mogła go tej prezesury pozbawić.

Zatem pomimo, że prezes Klaus był klinicznym okazem głupka, co widać było gołym okiem,

niewiele się tym przejmował. Z punktu widzenia władzy było nawet lepiej, że Klaus był głupkiem,

bo przynajmniej nie kombinował.

Pozostawał więc Klaus prezesem tak długo, że prawie wieczność.

Niektórzy twierdzili nawet, że zdążył w tym czasie zrobić nie tylko maturę ale i studia prawnicze –

lecz moim zdaniem, było to mało prawdopodobne.

Prezesa Klausa najbardziej interesowała materialna strona wymiaru sprawiedliwości w dobrym

znaczeniu tego słowa. Mówiąc prościej, prezesa Klausa zajmowała sama materia gmachu sądu

rejonowego.

Kiedy wczesnym rankiem Klaus przekraczał kamienny próg sądu, u jego boku jako pierwsza

pojawiała się woźna Kiełbikowa i już towarzyszyła mu w drodze aż do samych drzwi gabinetu na

pierwszym piętrze.

Woźna Kiełbikowa wraz z liczną rodziną zajmowała małe mieszkanko na parterze sądu.

Jej zadaniem było śledzenie wszystkiego co się wydarzało, kiedy prezes Klaus spał.

Dreptała więc obok Klausa w przydeptanych kapciach i zdawała mu relację.

Które okno i na którym piętrze nie domyka się, a które przecieka. Która sprzątaczka spóźniła się

do pracy lub co gorsza, do pracy w ogóle nie przyszła. Jak nieobyczajnie zachowywali się aplikanci

w swych pokojach na poddaszu. Że pili wódkę i że były u nich panienki.

A zamyślony prezes Klaus szedł wolno po schodach.

Bez wysiłku mógł wszystko zrozumieć. Mógł podejmować decyzje bez obawy, że jakaś wyższa

instancja, czort wie dlaczego, je uchyli.

Mógł na przykład wezwać do siebie hydraulika lub stolarza. Mógł im, a także sprzątaczce udzielić

nagany, mógł polecić coś tam usunąć, coś wstawić, coś poprawić. Mógł wszystko to zrobić

bezwzględnie i bezapelacyjnie. Bez tych prawniczych zakrętasów, które tylko komplikują życie.

Bo prezes Klaus nie był za mądry.

A szczerze mówiąc, był całkiem głupi.

Lecz sprawy fizycznego rozkładu sądowego gmachu był w stanie objąć.

Instynktownie wyczuwał, iż w przypadku jakiejś niewyobrażalnej katastrofy, w wyniku której nastąpiłaby dematerializacja budynku – on, prezes Klaus, utraciłby rację bytu.

Musiałby, nie daj Boże, skamleć w partyjnej instancji, prosząc o jakieś nowe zajęcie.

To akurat Klaus rozumiał.

Wciąż więc od nowa podejmował trud utrzymania sądu w stanie nie pogorszonym.

Każdy gwóźdź wbity bez jego zezwolenia, każde niesprawne gniazdko elektryczne, każdy cieknący kran czy nawet przepalona żarówka, jednakowo zajmowały uwagę prezesa Klausa.

Wszystkie te, z pozoru błahe niesprawności, w każdej chwili mogły zagrozić jego egzystencji. Mogły przerodzić się w ogólną dewastację i być zapowiedzią ruiny całości.

Do tego Klaus nie zamierzał dopuścić!


 

Prezes Klaus czasem sądził. I niestety wydawał wyroki.

Sądził najczęściej w sprawach rozwodowych, bo te nie są zbyt skomplikowane.

Wszystko tam jest proste. Rozwodzący się w kółko i do znudzenia powtarzają te same argumenty, więc uzasadnianie własnych wyroków strasznie Klausa męczyło.

Postanowił rzecz całą uprościć.

Po prostu zredukować ją ad absurdum.

Opracował zatem uniwersalne uzasadnienie dla każdego wyroku.

Było w nim wszystko co potrzeba.

Pozostawił jedynie wolne miejsca dla wpisania nazwisk rozwodzących się par.

Po czym kazał sądowej sekretarce powielić to w niezliczoną ilość egzemplarzy na spirytusowym powielaczu.

W ten oto sposób miał Klaus uzasadnienia dla wszystkich swych wyroków.

Nawet dla tych, które jeszcze nie zapadły.

Miał również uzasadnienia w sprawach, które do sądu w ogóle nie wpłynęły.

Wszystko to jednak głupstwo.

Prezes Klaus miał uzasadnienia dla rozwodów małżeństw, które w ogóle jeszcze nie wiedziały, że

będą się rozwodzić. W sądzie pod prezesurą Klausa uzasadnienie dla ich rozstania na nich czekało.

Klaus miał też przygotowane uzasadnienia dla rozwiedzenia osób, które się nie pobrały, a nawet nie

poznały się jeszcze ze sobą.

Gdyby prezes Klaus był odpowiednio długo prezesem i gdyby mu nie przeszkadzano,

dysponowałby uzasadnieniami dla rozwiedzenia jeszcze nienarodzonych.

A może i nie poczętych.

Ale niestety, na to Klausowi nie pozwolono.

Choć formalnie Klaus prawa nie naruszał to jednak, zdaniem sądu wojewódzkiego, naruszał zasady

rozumu. Powiedziano mu tedy:

Nie rób Klaus tego więcej, bo to naraża nas na śmieszność. Gdybyś wszystko w kółko

przepisywał ręcznie, to byłoby w porządku. Wtedy rzecz miałaby sens.

Ale ty zaangażowałeś w ten swój pomysł powielacz spirytusowy i do tego pozostawiłeś te

nieszczęsne wolne miejsca dla wpisywania nazwisk. A to już co innego. Tak to być nie może!

Nie może być tak, bo wtedy gołym okiem widać, że ty Klaus wcale nie myślisz.

Gołym okiem widać, żeś głupi.

A to szkodzi wymiarowi sprawiedliwości”.


 


 


 

niktt
O mnie niktt

mam wątpliwości

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (6)

Inne tematy w dziale Rozmaitości