niktt niktt
91
BLOG

Fryzjer

niktt niktt Rozmaitości Obserwuj notkę 0

 

W Łodzi najważniejsza była ulica Piotrkowska.

Przez Piotrkowską Łódź przepływała codziennie kilkukrotnie w obu kierunkach i przecinała ją jeszcze po wielokroć w poprzek.

Piotrkowska to nerw Łodzi, to jej salon, to jej dusza. Na niej koncentrowało się wszystko, bo tam wszystko się zaczynało i tam wszystko kończyło. Piotrkowska to kwintesencja Łodzi, jej emanacja. To co w Łodzi było najlepsze, najładniejsze i najcenniejsze, zawsze znajdowało się na Piotrkowskiej.

Bo Piotrkowska to Łódź.

Wszystko inne już było nie takie, nie miało tego szyku, tej elegancji, tego blichtru – było wręcz przeciwnie, nie do końca, tylko w pewnym sensie.

Natomiast na Piotrkowskiej wszystko było – jak to się mówi dziś – dokładnie tak!

Nikt kto nie mieszkał w Łodzi, nie jest w stanie tego zrozumieć.

Bo przecież w każdym większym czy mniejszym mieście jest jakaś główna ulica, gdzie jest bardziej elegancko, bardziej czysto, bardziej zadbanie.

Ale w Łodzi istniała tylko Piotrkowska. To nie była jakaś tam sobie główna ulica w mieście. Zresztą Łódź miała ulicę Główną zabudowaną drewnianymi, parterowymi domkami.

W miejscu gdzie Główna przecinała się z Piotrkowską właśnie, widać było tę rażącą różnicę, ten niesamowity kontrast pomiędzy jakąś tam ulicą główną, a Piotrkowską.

Bo Piotrkowska to symbol Łodzi. Na niej mieściło się wszystko to, co było w Łodzi ważne.

Jeżeli coś nie znalazło miejsca na Piotrkowskiej znaczyło nieomylnie, że wcale tak ważne nie było. Odległość od ulicy Piotrkowskiej określała wagę każdej sprawy.

Nasz fryzjer mieścił się na Piotrkowskiej. Jasno z tego wynika, że miał duże znaczenie. To znaczenie było pochodną wagi głów, które strzygł. Pozostawało też w pewnej zależności od jakości garniturów otrzepywanych przez pana Józefa z ulotnego pyłu i drobin strzyżonych włosów.

Fryzjer w tamtych czasach to nie był facet zajmujący się tylko strzyżeniem głów i goleniem.

To był ktoś z ogładą, umiejący prowadzić luźną rozmowę, nie przekraczając granicy dobrego smaku. To był ktoś znający swe miejsce na społecznej drabinie, wyznaczone mu przez wykształcenie, pochodzenie, stanowisko, no i klasę.

Pobyt w męskim salonie fryzjerskim miał wtedy trochę wymiar towarzyski, a wymiana zdań obejmowała wszystkich obecnych. Nie wyobrażalnym było zatem, aby uczestniczył w niej ktoś grubiański, ordynarny czy choćby źle wychowany. To było nie do pomyślenia!


 

U fryzjera zjawiałem się z Ojcem gdy nadchodziła odpowiednia pora. Wtedy modne były włosy raczej długie – to przecież czas pojawienia się Beatlesów, czy też bezpośrednio go poprzedzający. Strzyżenie więc mych włosów służyło także temperowaniu mej niezależności. Stawiało tamę buntowniczemu memu charakterowi i wiązało się zatem z psychiczną udręką.

Mówiąc inaczej – podczas każdej wizyty u fryzjera cierpiałem, bo powinienem cierpieć!

A jednak owa wizyta miała dla mnie wymiar uczestniczenia w jakimś niejasnym salonowym wydarzeniu, w rytuale, którego znaczenia do końca nie rozumiałem.

Sądzę, że podobny charakter mogły mieć towarzyskie spotkania w starożytnych łaźniach.

Uczestnicy oprócz poddawania się użytecznym zabiegom cielesnym podejmowali także trud rozmowy i ulegali przyjemności wymiany poglądów. Spożywali intelektualną strawę, którą na gorąco nawzajem sami sobie przyrządzali.

Odbywało się to jakby od niechcenia, jakby przy okazji. Rozmowy nie miały w sobie żadnego ładunku emocjonalnego, były barwne, lecz barwami stonowanymi, przygaszonymi, w jednej, przez wszystkich akceptowanej gamie kolorów.

A na koniec pan Józef – starszy mężczyzna ubrany w biały, przykusy kitel z krótko przystrzyżonym wąsikiem uwijał się przy wychodzących, specjalną szczoteczką strzepując z nich niewidzialne welony pyłków, mgławice łódzkiego kurzu i drobne świetliki włosów, które ośmieliły się osiąść na kołnierzach ich nieskazitelnych ubrań.

Dostawał za to złotówkę, dyskretnie wsuwaną mu do dłoni.


 


 

niktt
O mnie niktt

mam wątpliwości

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze

Inne tematy w dziale Rozmaitości