niktt niktt
89
BLOG

Dalsze dzieje Klausa

niktt niktt Rozmaitości Obserwuj notkę 0

 

Klaus uwielbiał mundury. Jako umysłowość prymitywna i nieskomplikowana dobrze czuł się w sytuacjach gdzie hierarchia wszystko stabilizuje. Może nawet dla Klausa byłoby lepiej gdyby odnalazł swe miejsce gdzie indziej, lecz los rzucił go do sądownictwa i pozostał.

Kiedyś był Klaus w piechocie morskiej, czy w jakiejś innej formacji luźno związanej z morzem i tam dosłużył się stopnia mata. Mówiąc wprost - Klaus był kapralem.

Po wyjściu z wojska został przez ambitną żonę pchnięty w kierunku nauki i w ciągu roku zrobił eksternistycznie maturę. Mógł teraz oddać partii swą świeżo zdobytą wiedzę i spore umiejętności, co też Klaus uczynił.

W taki oto sposób kapral Klaus został prezesem sądu w naszym mieście.

Lecz z wojskowością nie chciał się rozstać.

Zamówił komandorski mundur z akselbantami. Uszył mu go wojskowy krawiec z materiału najwyższej jakości. Pomimo, że dystynkcje kaprala na komandorskim mundurze Klausa wyglądały jak ptasie gówno, to jednak Klaus nosił swój mundur dumnie.

Sterczał w nim na trybunie przy każdej uroczystości państwowej.

Ordery pobrzękiwały na klausowej piersi, orkiestra grała marsze, a Klaus promieniał.

Jednak Klausowi tego było mało.

Splendor owszem miał, ale statyczny.

A Klaus chciał być aktywny.

Zapisał się więc do ORMO.

Od tej pory prezes sądu Klaus w swym kapralskim mundurze z gabardiny, w asyście dwóch milicjantów zatrzymywał pijanych kierowców na rogatkach miasta. Ścigał lumpów sikających w bramach i legitymował spekulujących świńskim mięsem. Pomagał wyłapywać uchylających się od pracy pasożytów.

Działał. Był zatem Klaus aktywny.

W chwilach wolnych, jak wiele prostych umysłów, zajmował się Klaus polowaniem.

Zyskał przez to pseudonim „Dzik” – niczym słynny podwodny okręt – w czym upatrywano aluzji do niezatapialnośći Klausa.

Żadne bowiem zmiany kadrowe, żadne przełomy czy odnowy Klausa nie ruszały.

Trwał Klaus w sądzie na prezesowskim posterunku, niczym szwajcar gwardii papieskiej, pilnując czerwonej ortodoksji.

Zmiótł go dopiero wiatr historii roku 1981.

Wtedy to, zazwyczaj posłuszni mu sędziowie, nawiedzeni nagłym przypływem odwagi orzekli, że Klaus jest skurwysynem i mają go dosyć jako prezesa sądu.

Co prawda Klaus płakał jak dziecko i obiecywał poprawę, ale nie dano mu szansy.

Poszedł tedy Klaus w odstawkę. Specjaliści niezwłocznie orzekli, że stan zdrowia Klausa jest opłakany i tak oto Klaus został się rencistą.

Ale już w następnym ponurym roku stanu wojennego Klaus, pomimo kiepskiego zdrowia wyśledził i po forsownej pogoni dopadł nastolatka rozrzucającego ulotki na ulicach naszego miasta. Obezwładnił go, a potem bez niczyjej pomocy, doprowadził na komendę milicji.

Taki był Klaus.

Bo głupota i skurwysyństwo często idą w parze.

I tak też było w przypadku Klausa!


 


 


 

niktt
O mnie niktt

mam wątpliwości

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze

Inne tematy w dziale Rozmaitości