Koty wkraczają w naszą rzeczywistość kiedy chcą i jak chcą. Wyrzucone z sypialni za złe zachowanie, potrafią wedrzeć się do niej z powrotem poprzez zamknięte drzwi.
Są ekspansywne w swej nierealności.
Jest ciężka noc, powietrze ciąży atramentową ciszą, wiruje pod sufitem niedokończony sen. Za oknem, jak rozsypane kamyki stukocze po asfalcie apatyczne psie szczekanie.
Jest ciężka noc.
Drzwi do sypialni są zamknięte, pamiętam, bo osobiście je zamykałem. Drzwi na werandę są otwarte i to przez okna werandy wpada do sypialni część ciszy.
Na werandę można się dostać tylko z naszej sypialni albo z łazienki.
Drzwi do łazienki są również zamknięte. Sam je zamykałem przed zaśnięciem.
Koty zostały wyrzucone za swe złe zachowanie. Za uciążliwość.
Za uporczywe uniemożliwianie nam wejścia w stosowną fazę snu.
Osobiście je wyrzuciłem.
Jest ciężka noc, tak jak ciężki jest nasz oddech, jak ciężka jest kołdra.
Spałem, ale już nie śpię.
Myślę i nie myślę, śnię i nie śnię.
Oczy mam przyzwyczajone do zmroku.
Rozpoznaję znane przedmioty, kontury szafy i ratanowego fotela. Wydaje mi się, że dostrzegam wszystko, lecz tak nie jest. To czego nie mogę dostrzec dorabiam sobie w myślach. Brakujące, niewidoczne fragmenty przedmiotów po prostu doklejam w myślach do tych fragmentów, które widzę na pewno.
Robię to bezwiednie, bo wiem, że te fragmenty powinny tam być.
Ulegam iluzji, że widzę wszystko pomimo, że wszystkiego nie widzę.
Widzę kota.
Przechodzi bezszelestnie przez naszą sypialnię.
Widzę go pomimo, że kot nie powinien być tutaj.
Wiem, że nie powinien tutaj być, bo pamiętam, że zamykałem drzwi do sypialni i do łazienki.
I osobiście wyrzuciłem kota z sypialni przed zaśnięciem.
Nie powinien tu być.
Ale jest.


Komentarze
Pokaż komentarze (25)