niktt niktt
434
BLOG

Nieznośna letniość ducha

niktt niktt Rozmaitości Obserwuj notkę 5

 

Kwestia letniości ducha nie jest kwestią temperamentu, emocji czy gwałtowności charakteru.

To raczej sposób na życie.

Mówiąc inaczej, jest to kwestia czy gotowi jesteśmy dać ponieść się uczuciom?

I w jakiej mierze potrafimy pozostawić sprawy własnemu biegowi?

Pomimo tego, że nie koniecznie muszą zmierzać w dobrym kierunku.

Mówiąc pompatycznie -  chodzi o to, czy czując, że płoniemy umiemy pozostać w ogniu i go nie gasić?

Nie, nie potrafimy tego, bo cierpimy na nieznośną letniość ducha.

Ale owa letniość ducha to jeszcze coś więcej.

Ona jest w nas także wtedy, kiedy przeczuwając możliwość powstania ognia, przezornie nie dopuszczamy do jego zaprószenia.

Nie pozwalamy sobie na miłość i niweczymy ją w zarodku, bo obawiamy się, że może nas zniszczyć.

Nie ulegamy porywającej idei, bo przeczuwamy, że przeżyjemy kolejne rozczarowanie.

Nie pozwalamy zapanować nad nami pasji, bo z góry wiemy, że jest po prostu głupia.

Nasz duch jest letni.

Ani zimny ani gorący.

Jest letni.


 

Letniość ducha to choroba ludzi ceniących stabilizację.

To letniość ducha powoduje, że jesteśmy tak bardzo przewidywalni.

Że jesteśmy nijacy, przeciętni, tak solidni!

To nieznośna letniość ducha tworzy szarość naszego życia.

Ludzie z letniością ducha nigdy nie będą szczęśliwi.

Ale też nigdy nie będą nieszczęśliwi.

Są przezorni.

Wolą być letni.


 

Skąd to się bierze w człowieku?

Może ze strachu?

Może z obawy przed sobą?

Przed uwolnieniem drzemiących upiorów.

Przed wyzwoleniem sił, których nie zdołamy opanować.

Z obawy, że mogą zawieść nas w otchłań nieprzewidywalnego świata, w którym utracimy wszystko, co posiadamy. Utracimy to co mamy, nie uzyskując nic w zamian.

Czy tego się obawiamy?


 

Jesteśmy narodem, w którym letniość ducha jest dość powszechna.

Może dlatego nie mieliśmy ani religijnych wojen, ani królobójców.


 

Letniość ducha na ogół przychodzi z wiekiem.

Lecz ja cierpiałem na nią od dzieciństwa.

Patrząc z perspektywy lat wydaje się, że miałem rację.

Bo przecież te piękne i niezwykłe dziewczyny, dla których kiedyś gotów byłem rzucić wszystko i narobić tak nieskończenie wiele głupstw - jak bardzo się postarzały, jak boleśnie stały się zwyczajne.

Oczywiście, że miałem rację!

Już wówczas podejrzewałem, że nadzwyczajne one nie są.

Więc głupstw nie narobiłem.

Albo porywające idee.

Jak bardzo zgrały się, jak zweryfikowała je rzeczywistość.

I jak pospolici ludzie noszą je dzisiaj w klapie.

Słusznie więc, że nie dałem się im wtedy porwać.

Niezaprzeczalnie miałem rację.

Niczego nie straciłem, a nawet wręcz przeciwnie - uchroniłem moją letniość ducha.

Tak, na pewno miałem rację!

Skąd więc gorycz cierpkiego wina w mych ustach?

niktt
O mnie niktt

mam wątpliwości

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (5)

Inne tematy w dziale Rozmaitości