Rola ławników sprowadza się głównie do dekoracji sędziowskiego stołu.
Z tego względu niektórzy nazywają ich po prostu paprotkami.
Podstawowym zadaniem ławnika jest pilnowanie się, aby w toku rozprawy nie zasnąć.
Gdy nie zadają pytań – nie kompromitują się.
Gdy je zadają, po pierwsze przeszkadzają, a po drugie przekraczają dopuszczalne granice ciekawości.
Zazwyczaj ławnicy składają się ze śpiących staruszków i gadatliwych staruszek. W ten sposób dorabiają do swych głodowych emerytur. Prawdę powiedziawszy nie nadają się oni w ogóle do sądzenia czegokolwiek, bowiem życie wiele lat temu spetryfikowało ich i nie są już w stanie pojąć teraźniejszości.
Większość ławników doskonale rozumie swoją rolę i stosuje się do oczekiwań.
Ławnik, który zacznie raptem wyłamywać się ze stereotypu, zacznie być, nie daj Boże, krnąbrny i dociekliwy, więcej już nigdy nie ozdobi sali sądowej swą obecnością.
Są całe tabuny ławników, którzy salę rozpraw widzieli tylko raz życiu. Źle się zachowywali i na tej jedynej bytności musieli poprzestać.
Ale są też ławnicy rozchwytywani.
Ci znają swoje przeznaczenie. Wiedzą jak należy zachowywać się w sądzie. Dlatego wymiar sprawiedliwości korzysta z ich usług. Często powołuje ich do składów orzekających, a dzieki temu oni, za zarobione pieniądze mogą tarzać się luksusie.
Sędziowie mają swych ulubionych ławników. Ulubionych ławników sędziego zawsze widzimy w otoczeniu tego sędziego. Zachowują się ci ławnicy jak małe rybki towarzyszące rekinowi w łowach. Rekin skręca w lewo – małe rybki skręcają w lewo, rekin skręca w prawo – rybki też w prawo.
To wzór ławnika godny naśladowania!
Podczas narady ławnicy mogą nawet przegłosować sędziego.
Formalnie.
Aby ławnicy przegłosowali sędziego musi wydarzyć się coś niezwykłego.
Dlatego kiedy tak się już zdarzy, traktujemy to jako anegdotę.
Powtarzam – adwokaci traktują takie sytuacje raczej jako anegdotę, aniżeli jako sukces.
Wiadomym bowiem jest, że tak uzyskany wyrok, w drugiej instancji widoki ma raczej marne.
Pogwarki przed rozprawą, kiedy na sali nie ma jeszcze sędziego, albo gdy już nawet jest, lub gdy jest tylko prokurator, albo gdy jeszcze go nie ma, lub nie ma ich obu, a więc takie tam pogaduszki z rozbudzonymi ławnikami, są stałym elementem atmosfery sali sądowej.
„A pamięta pan, panie mecenasie jak w Łodzi, w czasie okupacji tramwaj jeździł przez getto” – zapytała mnie niedawno leciwa pani ławnik, po ustaleniu, że jesteśmy krajanami.
„Nie, nie pamiętam, bo mnie wtedy jeszcze nie było na świecie!”– odpowiedziałem.
„Ona chyba oszalała” – skwitowała moja matka, gdy jej to powtórzyłem - „Tego to nawet ja nie pamiętam”.
Widać zatem jak fałszywy obraz rzeczywistości mają sądowi ławnicy.
Lepiej więc by siedzieli cicho.
PS.Ten tekst napisałem przed kilku laty - dzisiaj jest już bardzo mało spraw, w których rozpoznaniu porocedury przewidują udział ławników. Trochę szkoda.


Komentarze
Pokaż komentarze (6)