niktt niktt
162
BLOG

Dwie lub trzy rzeczy, które wiem

niktt niktt Rozmaitości Obserwuj notkę 0

 

Jest lipiec 1970 r. To ciepły lipiec, wręcz upalny.

I jest lipiec 1999 r. To też ciepły lipiec, lecz nie tak upalny.

Siedzę w cienistej alei parku przed Operą w Poznaniu. Mimo upływu tylu lat wciąż siedzę w tym samym miejscu, pod tym samym ciepłym drzewem. Obok przechodzą ludzie, ale to są zupełnie inni ludzie, chociaż to wciąż ci sami ludzie. Przechodzą obok mnie nie patrząc na mnie. Są zajęci swymi sprawami. Zupełnie innymi sprawami, choć to są te same sprawy. Za chwilę będę zdawał egzamin wstępny na prawo.

Denerwuję się. Bardzo denerwuję się. Za bardzo się denerwuję! Za chwilę będę zdawał ustny egzamin z historii. Czuję jak niewiele wiem. Więc denerwuję się.

Boże, jak się denerwuję! Ale dlaczego denerwuję się skoro wiem, że zdam?

Wiem, bo dokładnie to pamiętam.

Wejdę do pokoju na pierwszym piętrze. Wejdę spocony, w niemodnym garniturze i w nieporadnie zawiązanym krawacie, który nauczyła mnie wiązać Hanka. Stanę przed komisją taki właśnie niezdarny i wybiorę jeden z kilkunastu, a może z kilkudziesięciu pasków białego papieru. Jeden z kilkudziesięciu pasków papierów. Zapisanych maszynowym drukiem białych pasków papieru.

Bezosobowym, beznamiętnym drukiem. Bezdusznym, maszynowym drukiem.

Zapisanych jak wyrok, jak sentencja wyroku.

Pamiętam, dokładnie to pamiętam, że będę długo trzymał w dłoniach ten biały pasek papieru. Ten zagięty na samym środku, wąski skrawek papieru.

Że nim odegnę wyżłobione jak bruzda zagięcie, nim spojrzę w głąb zimnego jak studnia maszynowego zapisu, nim to wszystko uczynię – poczuję, że oto w tej chwili poruszam niewidzialną siłę, która zadecyduje o moim losie.

Pamiętam, że odczytam pytania. Że usiądę przy obskurnym stoliku i że znów powoli je odczytam. I że odczytam je jeszcze raz, i jeszcze raz.

Tak wiem, teraz już to wiem, bo pamiętam - wybrałem najgorsze z możliwych pytań!

Gdybym miał sobie wybrać pytania, których nie chciałbym otrzymać w żadnym wypadku, to na pewno wybrałbym co najmniej dwa, z tych trzech.

Z tych trzech wbitych czarną czcionką w papierową biel pytań, wybrałbym co najmniej dwa!

Dwa z trzech!


 

Gdybyś ty miał wybierać pytania, na pewno wybrałbyś te dwa.

Na pewno wybrałbyś te dwa pytania, bo mi o tym mówiłeś, gdy wychodziliśmy rano z hotelu. Mówiłeś to żartem. Jak o czymś niemożliwym i absolutnie niewiarygodnym. Jak o czymś co w naszym racjonalnym świecie zdarzyć się nie może. Dwa z trzech!

Mogę przytoczyć te zestawy pytań. Jeden i drugi, bo je pamiętam.

Lecz po co?


 

Nie wiem jak to się stało, lecz oto zacząłem gadać jak nawiedzony.

Z absolutną swobodą omawiałem tematy w ogóle mi nie znane. Skąd znałem daty, których nie znałem? W jaki sposób odpowiadałem na pytania dodatkowe?

W jaki sposób mówiłem ze swadą o rzeczach, o których nie miałem pojęcia?

Kompletny luz, noga na nogę. Ciekawostki rzucane mimochodem, doskonale osadzone w głównym temacie. No cóż, widać że facet orientuje się w omawianych zagadnieniach.

Ma poczucie dystansu do sytuacji i potrafi trzymać nerwy na wodzy.

Tak zdawałem, wierzcie mi – tak zdawałem ustny egzamin z historii, przed uniwersyteckimi profesorami. Zdawałem go transie.


 

Nie wiem jakim sposobem na kilkaset komputerowo wydrukowanych pytań właśnie te dwa pytania znalazły się w tym jednym zestawie, który wybrałeś?

Dwa pytania, które dla żartu wymyśliłeś sobie przed godziną.

Wymyślone przez ciebie jako wymarzone, ale niestety nierealne.

Na jednej kartce papieru absurdalnie zestawiono właśnie te dwa pytania.

Nie pasujące do siebie ani tematycznie, ani czasowo!

I jakim sposobem z dziesiątek innych kartek wybrałeś właśnie tę kartkę?

A przecież naprawdę trzymałeś ją w spoconej dłoni.

I co? I nic!


 

Jest lipiec, ciepły lipiec. Obaj mamy po 19 lat. Obaj jesteśmy przekonani, że znaleźliśmy się na rozdrożu.

Lecz jesteśmy tylko igraszką losu. Igraszką własnego przeznaczenia.

 

Siedzę pod drzewem na ławce przed Operą.

Mijają mnie ludzie. Wszystko jest zwyczajne, sprawy biegną swoim tokiem. Nikt nawet nie wie i nikogo to nie obchodzi, że ważą się czyjeś losy. Że nasze losy się teraz ważą.

Że zależą one od takich drobnych spraw jak wąska kartka zadrukowana maszynowym czy komputerowym pismem. Jak zagięcie na tej karteczce, jak jakieś słowa ułożone w szyku i z określonym sensem. Nikogo to nie obchodzi, bo każdy ma swój własny los.

Siedzę pod ciepłym drzewem, a szum sytego miasta kołysze jego koroną.

Denerwuję się, bo za chwilę będę zdawał egzamin z historii.


 


 

niktt
O mnie niktt

mam wątpliwości

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze

Inne tematy w dziale Rozmaitości