niktt niktt
167
BLOG

Listy

niktt niktt Rozmaitości Obserwuj notkę 2

 

Umiera umiejętność pisania listów. Umiera sztuka epistolografii.

A prawdę powiedziawszy to umarła już ona jakiś czas temu i nikt specjalnie nie rozpaczał.

Ja w każdym razie żadnej rozpaczy nie zauważyłem.

A szkoda, bo jej śmierć dotknęła każdego z nas z osobna i wszystkich pospołu.

Listy nie tylko łączyły nas w przestrzeni i czasie. One tworzyły nas dla innych i dla nas samych.

Tak było kiedyś.

Pisząc listy uzyskiwaliśmy trochę czasu na refleksję. Nie mam tu na myśli jakichś szczególnie długich momentów. Mogły to być nawet krótkie chwile.

Sprawa szła o krótkie chwilki, dobry Boże.

Ale nie za krótkie,  bo nad wszystkim należało zdążyć się zastanowić.

Jeżeli miałyby to być chwile krótkie, powinny zdarzać się często. Jeżeli wydarzać miałyby się rzadko, powinny być dłuższe i pojawiać w odpowiednim momencie.

Nie mogło być przecież tak, aby taka chwila przeznaczona na pisanie listów zaskakiwała nas. Aby zastawała nas w jakiejś niezręcznej sytuacji albo w sytuacji niegodnej, no choćby w toalecie. Jasne, że tak być nie mogło.

I co z tym darem, z tymi wspaniałymi chwilami darowanymi nam przez Boga zrobiliśmy?

W swej bezdennej głupocie uśmierciliśmy całą sztukę epistolografii.

Zabiliśmy ją ot tak, po prostu i zwyczajnie.

Nikt nawet tej śmierci nie zauważył.

Nikogo ona nie obchodzi.

Dziś nikt listów już nie pisze, bo na to szkoda czasu.

Nasz cenny czas przeznaczamy teraz na daleko bardziej pożyteczne rzeczy – jak choćby na intensywne wpatrywanie się w telewizor i w ten sposób doznawanie intelektualnych przygód. Informacje przekazujemy sobie teraz przez internet albo wdajemy się w bogacące nas rozmowy przez telefony komórkowe. Czas jaki zaoszczędziliśmy dzięki niepisaniu listów przeznaczamy na zarabianie pieniędzy.

Są nam one bardzo potrzebne.

Musimy kupić wszystko to, co codziennie pokazują nam w telewizorze właśnie.

To są ważne sprawy.

Na pisanie listów, na nalepianie znaczków i na wysyłanie tych listów z nalepionymi znaczkami gdzieś, gdzie dotrą po strasznie długim czasie, po prostu szkoda życia.

Po cóż więc pisać listy? Kto by zechciał je zresztą jeszcze czytać?

Oczywiście, że czasem coś tam pisujemy na papierze. CV na przykład, albo jakieś inne ważne prośby czy podania, jakieś urzędowe pisma. Ale prywatnie niczego takiego już raczej nie czyni się. Nie ma takiej potrzeby.

Dziś żyjemy fast foodem, który ogarnął wszystko.

Żyjemy tak jak jemy - szybko i byle jak.

Tyle tytułem wstępu.


 

Patrząc na to z tej perspektywy, ze wstydem muszę przyznać, że listy wciąż odgrywają w moim życiu pewną rolę i dlatego o nich wspominam.


 

Listami zapełniam bolesną lukę braku refleksji w bezpośrednich kontaktach z ludźmi.

Listy pozwalają mi mówić o czym zechcę, opisać o tym co mnie uwiera, co intryguje czy zadziwia. Mogę o tym mówić bez obawy, że ktoś mi przerwie. Że zmieni raptownie temat, pytając choćby o to, czy już osłodziłem herbatę. Przy pisaniu listu nic takiego nie może się wydarzyć.

Pisząc wkraczamy w tajemne sfery swej natury. Sam list jest tylko pretekstem. Może piszemy listy z czystego egoizmu? Z palącej potrzeby poznania samego siebie?

Niekoniecznie dla zaprezentowania komuś poglądów.

A może piszemy je po prostu z próżności?

Listy piszemy na ogół w samotności.

I w samotności czytamy listy.

Pisanie listów i ich czytanie jest bowiem w pewnym sensie czynnościa intymną.

Intymność nie dotyczy ciała, lecz ducha i nie ma podtekstu seksualnego.

Ale też może być ekscytujące.

Bo czyż zagłębienie się w czyjś umysł nie jest fascynujące?

 

Nawet głupie kartki pocztowe przesyłane z wakacji miały znaczenie.

Były forpocztą, zapowiedzią, propozycją.

Informacją o stosunku do adresata. Mówiły, że w chwili spędzanej gdzieś w odległym miejscu, pamiętamy o nim

Oczywiście, że trudno przyrównywać kartkę pocztową, czyli pocztówkę lub odkrytkę, jak mawiała moja babcia (komputer oznacza to jako błąd, takie to już staromodne), a więc trudno taką kartkę przyrównywać do listu całą gębą, do listu pisanego z rozmachem.

To są rzeczy nieporównywalne!

Ale i pocztówki są ważne. One też miały znaczący udział w umarłej sztuce epistolografii.

Mam plik takich pocztówek z początku XX wieku pisanych przez ojca Ady do matki, czyli do babki Ady. Napisane są staromodnym charakterem pisma i wysłano je z głębin Rosji. Dotyczą spraw błahych. A nam wydaje się, że wtedy sprawy błahe nie zdarzały się.

Adresaci moich listów odchodzą.

To ludzie starej daty. Coraz więcej listów przewiązuję i ostatnim listem zamykam wieko naszej korespondencji. Niedługo będę pisywał tylko do siebie.


 

niktt
O mnie niktt

mam wątpliwości

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (2)

Inne tematy w dziale Rozmaitości