Jest głęboka noc.
Siedzę w pustym mieszkaniu i trzymam w ręku dwa zeszyty formatu A-4. Trzymam też plik luźnych kartek. Pamiętam jak je zapełniałeś przed trzydziestu laty.
Dobrze to pamiętam, bo odwiedzałem cię w szpitalu imienia Strusia. To właśnie te zeszyty odkładałeś na bok, aby rozegrać ze mną partię szachów.
Wiedziałem, że coś zapisujesz, że czemuś intensywnie poświęcasz swój czas mimo, że nie pozostało ci go wiele. Dokładnie kilka tygodni.
Leżałeś spocony, lecz wypoczęty. Wyglądałeś świetnie - śniada cera, świeża opalenizna.
Nie wierzyłem, że umierasz. Myślałem, że się zgrywasz.
Po trzydziestu latach, w zupełnie nieoczekiwanych okolicznościach, siedząc głęboką nocą w pustym mieszkaniu matki, znalazłem tamte dwa zeszyty.
Nikt przez te wszystkie lata nawet ich nie otworzył.
Nikogo nie obchodziło, co napisałeś w ostatnich dniach życia.
Bo każdy w tym czasie miał swoje życie.
Czytam.
Opisujesz dzieciństwo w Rosji, zesłanie, ucieczkę. Opisujesz wszystko ze szczegółami. Rysujesz dom i zagrodę. Oznaczasz nawet miejsce gdzie był sad, a gdzie studnia.
Opisujesz dzień po dniu. Dlaczego to robisz? Po co?
Zostało ci tak niewiele życia – sam mi o tym mówiłeś. Panicznie bałeś się śmierci. Lecz wiedziałeś, że jest bliska i nieunikniona.
A mimo to pisałeś o czymś tak zamierzchłym, tak egzotycznym. Dlaczego?
Miałeś trójkę dzieci, żonę jedną, żonę drugą. Tyle ważnych rzeczy mogłeś im jeszcze powiedzieć, coś rozporządzić, coś przemyśleć, coś rozstrzygnąć.
Ty tymczasem zająłeś się czymś tak nieistotnym jak własne dzieciństwo. Jak własne, smutne dzieciństwo spędzone w ciemnych otmętach Rosji. W głębokiej Syberii, gdzie ludzie sami siebie zjadali, a ich najlepszymi przyjaciółmi były wilki.
Opisujesz każdy dzień z osobna. Opisujesz swój strach i upodlenie.
Chyba nie jesteś zdziwiony, że nikt po te zeszyty nie sięgnął?
Tamtego świata już nie ma.
Zresztą nie było go i wtedy gdy o nim pisałeś.
A nikogo przecież nie obchodzi to czego nie ma.
Jest głęboka noc.
Niedługo zacznie świtać. Czytam te rozmazane kartki. Czytam kartka po kartce o twoim świecie, który istniał tylko w twej pamięci i odszedł wraz z tobą.
Siedzę skulony w fotelu, a żółty blask pomarańczy odbija się od ściany.
Wmurowano w nią trzynaście kolorowych kamyków rozrzuconych w pewnej luźnej sekwencji, z zachowaniem urzekającej estetyki.
To ty je tu wmurowałeś! Przywieźliście je z matką z Bułgarii.
Wiem, że twój grób zarósł zielskiem.
Nikt o tobie nie pamięta. Twoje dzieci były za małe, twoje żony były z tobą za krótko.
Zostały dwa zeszyty i trzynaście kamyków na pomarańczowej ścianie.
To niewiele jak na całe życie.


Komentarze
Pokaż komentarze (3)