niktt niktt
283
BLOG

Zegary

niktt niktt Rozmaitości Obserwuj notkę 3

 

W dzieciństwie me życie zawisło między dwoma zegarami stojącymi w dwóch, jakże odległych kątach naszego olbrzymiego mieszkania.

Zegar w salonie naturę miał wykwintną.

Stał na straży potężnych drzwi prowadzących do łazienki i służbówki. Wybijał godziny i półgodziny zdecydowanie, melodyjnie i taktownie. Był to zegar szykowny.

W dębowym kolorycie, z delikatnym ornamentem – nie przesadnym, lecz stonowanym, przedstawiającym bodajże liście winogron oraz same grona – tak to sobie w tej chwili przedstawiam. Tarczę miał mosiężną, cyfry arabskie, wskazówki czarne i matowe, nie specjalnie zdobione. Wybijał godziny nieodwołalnie.

Drugi zegar, znacznie potężniejszy, ciemniejszy, rzec by można, że bardziej mroczny, stał w pokoju babci. Przenosiny zegara do babci miały dla niego wymiar oczywistej degradacji.

Od tego czasu przestał wybijać godziny.

Stał milcząc i wyczekiwał co się stanie.

Oba zegary tworzyły oś, na której niczym na wrzecionie, obracało się całe moje życie.

Miałem złudzenie niewidzialnego porządku, w który zostałem uwikłany.

Rodząc się, w istocie znalazłem się tam bowiem przypadkowo.

Niczym kosmiczna drobina kręciłem się więc w obrotach czasoprzestrzeni i miałem wymiar supernowej.

Pamiętam tamte zegary, pierwsze zegary mego życia.

Czuję zapach ich politury.

W kryształowych szkiełkach drzwiczek widzę ich złe błyski.

Widzę zwisające na okazałych łańcuchach mosiężne ciężarki – po dwa w każdym.

I wahadła na obłym pręcie. W ciągłym ruchu.

Widzę ich tarcze z ornamentem zawiłym, niezrozumiałym i tajemniczym.

Jak ze znakami rysowanymi na piaskach plaż śladami ptasich nóg, co to ich nie pojmujemy, lecz dobrze wiemy, że coś znaczą, bo muszą coś znaczyć.

Ci dwaj zimni strażnicy na przeciwległych posterunkach pilnowali mej przestrzeni abym się z niej nie wydostał się poza mój czas wyznaczony losem.


 

A kiedy taka chwila nadeszła, kiedy niespodziewanie wybuchła niczym eksplozja niechcianego, wtedy mój czas odmierzany stukotem tamtych zegarów, czas odmierzany ich biciem, ich oddechem, ich zapachem, szeptem, tchnieniem, otóż wtedy mój spokojny czas rozczepił się niczym promień światła.

Rozczepił się na niespotykane widma!!!

Stało się to pod okiem obu zegarów - za ich wiedzą i za ich przyczyną.

Mój świat rozsypał się.

Wiem na pewno, iż z tamtą chwilą, w tamtym drobnym ułamku jednej z sześćdziesięciu sekund czterdziestej piątej minuty, tuż po godzinie szóstej rano, pierwszego dnia jesieni 1965 roku wskazówki zegarka marki Omega na ręku Ojca zatrzymały się!

Wiem też na pewno, że w tym momencie wydostałem się poza przestrzeń wyznaczoną przez tych dwóch ponurych strażników.

Stałem się wolny. Boleśnie uwolniony z dzieciństwa raz na zawsze i już niestety, nieodwracalnie.


 

Fascynują mnie zegary.

Z ciekawością zaglądam w ich wnętrza. Oglądam te niewinnie, wolno obracające się kółeczka, te pokryte kurzem i pachnące oliwką drobne mosiężne trybiki.

Patrzę w miniaturowy świat grozy i wiem, że te z pozoru sympatyczne mechanizmy, to bezlitosne młyny, które mielą mój czas na gwiezdny pył.

niktt
O mnie niktt

mam wątpliwości

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (3)

Inne tematy w dziale Rozmaitości