Ponieważ napisałem już kiedyś o mym bajkowym dziadku wydaje się, że powinienem napisać też coś i o babci. Tak byłoby sprawiedliwie. Lecz moja babcia nie była wcale bajkowa. Nie była bajkowa chociaż, jeśli można to tak określić, cieszyła się opinią starej czarownicy.
Babcia była znienawidzona przez wszystkie trzy żony mego Ojca pospołu i przez każdą z nich z osobna. Bo babcia była dla nich niedobrą teściową, a nie - tak jak dla mnie - kochaną babunią.
Nienawiść do niej, do mojej kochanej babuni, przekroczyła wszelkie bariery i złączyła jednym wspólnym, a gorącym uczuciem wszystkie trzy żony, bo nienawiść łączy najbardziej.
Ada jako żona pierwsza, mówiła mojej matce, żonie drugiej – z poczuciem wyższości i z pewną wyczuwalną zarozumiałością: ”Teraz matkajest kaszka manna w porównaniu z tym jaką była kiedyś, kiedy ja wychodziłam za Stefana. Ona jest teraz stara i potulna."
A to było guzik prawda.
Babcia i po osiemdziesiątce potrafiła dać się Ninie – żonie trzeciej - dobrze we znaki.
Tak samo dobrze, jak wszystkim poprzednim dwóm żonom.
Ani o kapkę mniej.
Ale ani moja matka – żona druga, ani Ada - żona pierwsza, nie dawały temu wiary.
„Nie, to niemożliwe!
Nina nie może przeżywać tego, co my obie z Adą przeżywałyśmy.”– mówiła moja matka.
Zatem wszystkie trzy żony mego Ojca, owe biedne i niewinne dziewczęta były dręczone, jak wynikało z ich opowieści, przez moją kochaną babunię.
Z tego wnoszę, że babcia nie była wcale bajeczna.
A jeżeli nawet, to była z innej bajki, aniżeli mój bajkowy dziadek.
Babcia niewiele w sobie miała z poetyki.
Nie miała owej tajemniczości ducha, nie miała nic z tego, co rodzi w nas nieprzepartą chęć poznania wnętrza drugiego człowieka. Odkrycia jakieś jego tajemnicy, znalezienia ukrytej na dnie duszy niezwykle słodkiej kropli.
Ta kropla na dnie babci duszy nie była słodka. Była czarna i gorzka jak piołun.
Moja babcia była kobietą o pięknych, ciemnych oczach. Każdego dnia zasiadała w rzeźbionym fotelu pokrytym bordowym pluszem. Zasiadała przy potężnym zegarze, który z chwilą przeniesienia go do babcinego pokoju ze strachu zaniemówił i już nigdy nie wybił ani jednej godziny.
W uszach babci tkwiły turkusowe kolczyki obsypane cukrem drobnych brylancików.
Jej ciemną suknię spinała podłużna srebrna brosza o kształcie dwóch listków konwalii przyszpilonych pastelowym koralem.
U stóp babci, wtulony w jej filcowe kapcie, spał nasz pies Boy II - spaniel koloru czekolady.
Taki oto mieszczański obraz z kolekcji niderlandzkiej utkwił na zawsze w mojej pamięci. Całość w ciemnej kolorystyce - głębokie cienie, głębokie kolory. Dużo werniksu!
Babcia niewiele od życia brała i niewiele życiu dawała. Raczej trwała.
Trwała latami w swym rzeźbionym fotelu, nie komentując zmieniającej się rzeczywistości, bowiem rzeczywistość nie interesowała babci.
Jeszcze przed mym urodzeniem babcia publicznie ogłosiła, że w Kraju nie może być dobrze, skoro bułka kosztuje teraz 50 groszy, podczas gdy przed wojną kosztowała tylko jedną kopiejkę.
Ależ, babciu - przed którą to było wojną?
A co to za różnica? – odpowiadała babcia.


Komentarze
Pokaż komentarze (10)