niktt niktt
418
BLOG

Zespół Adwokacki nr 8 w mieście Łodzi

niktt niktt Rozmaitości Obserwuj notkę 3

Zespół Adwokacki nr 8 umiejscowił się w walącej oficynie, na parterze podłego domu, w ponurym podwórku przy ulicy Nowomiejskiej 3 w mieście Łodzi.

Ulica Nowomiejska, tak jak kilka innych pobliskich ulic, odchodziła gwieździście od placu Wolności, który wieńczył wykwintną ulicę Piotrkowską. Odchodziła więc Nowomiejska i zaraz zamierała, bowiem wszystko co odchodziło od ulicy Piotrkowskiej prędzej czy później musiało zamrzeć, spowszednieć i stać się byle jakim. Tak też działo się z ulicą Nowomiejską. Lecz przy numerze trzy to jej obumieranie jeszcze nie było za nadto widoczne. Było tylko lekko wyczuwalne, oczywiste dla wtajemniczonych, lecz nie jaskrawe, nie demonstracyjne. Można by rzec, było to obumieranie dyskretne.

Aby dojść do Zespołu Adwokackiego nr 8 należało skręcić w prawo i ciemną bramą wejść na podwórko wybrukowane kamiennymi kocimi łbami.Cały parter kamienicy po prawej stronie zajmował Zespół Adwokacki nr 8 właśnie! Okna, o ile pamiętam, były szczelnie, do połowy wysokości, zamalowane białą farbą. A na niej wykwitł dumnie taki oto napis: „Zespół Adwokacki nr 8”.

Dziś, gdy sobie to wszystko przypominam, wydaje mi się, że była to zwyczajna rudera.

Wtedy jednak tak subtelnych estetycznych wrażeń nie miałem. Wyczuwałem za to atmosferę tajemniczości sądowych spraw. Trudno jest mi ją dzisiaj opisać, bo chyba nie sposób jej opisać.

Długa ciemna przestrzeń dusznego pomieszczenia została podzielona na maleńkie kajutki, z których część miała dostęp do okna i była nieco bardziej oświetlona, a część - po prawej stronie - była ciemna, bo okien była zupełnie pozbawiona. W tej ciemniejszej części jedna z klitek należała do Ojca.

Stał tam bejcowany stolik i dwa podobnie bejcowane krzesła. Nic więcej. Acha, był jeszcze, o ile pamiętam, dwużeberkowy kaloryfer zaopatrzony w świecę płonącą niebieskim ognikiem, co wskazywałoby, iż funkcjonował na gaz.

Wszystkie kajutki wyglądały identycznie. Były tak samo duże, a raczej tak samo małe i tak samo wyposażone. W każdej paliła się podobna czarna ebonitowa lampa i w każdej siedział jeden adwokat z jednym klientem, gdyż nikt więcej by się tam nie zmieścił. Pomieszczenie z adwokackimi boksami poprzedzał sekretariat z poczekalnią w narożniku.

Bywałem tam wiele razy.

To miejsce tętniło życiem i było aż nabrzmiałe od ludzkiej boleści i krzywdy. Pomimo niewielkich rozmiarów zdołało zmieścić znaczną część bólu smutnego miasta Łodzi. Szemrało jak strumyk i kołysało się jak korona drzewa targanego wiatrem siermiężnego komunizmu. Wszyscy, którzy kiedykolwiek tam zawitali pamiętali czasy lepsze i czasy gorsze. Mieli poczucie nietrwałości stanu w jakim przyszło im żyć.

Dlatego panowała tam atmosfera oczekiwania i pogodzenia się z losem jednocześnie. Dziwna atmosfera jakiegoś niedobrego spokoju i cierpliwości.

Niebieskawy płomyk gazowej świecy tlił się i połyskiwał w kącie.

A ja cierpliwie czekałem tam na Ojca.

W końcu bezszelestnie zamykał on kartonowe prostokąty okładek, w których więził kartki spraw pokryte maszynowym pismem i równymi rzędami liter. Brał mnie za rękę i razem, zapadając w pogodny wieczór, wychodziliśmy z Zespołu Adwokackiego nr 8 w Łodzi.

Neonowe reklamy należały wtedy do rzadkości, wystawy sklepów nie miały w sobie jeszcze niczego z dzisiejszej agresji, a więc i czas płynął wolniej.

Szliśmy ulicą Piotrkowską nie śpiesząc się.

Czasem zatrzymywaliśmy się i zaglądaliśmy do wnętrza smutnych sklepów, które wtedy nie wydawały nam się smutne. Rozmawialiśmy o sprawach, które wtedy wydawały się nam ważne.


 


 


 


 


 

niktt
O mnie niktt

mam wątpliwości

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (3)

Inne tematy w dziale Rozmaitości