niktt niktt
288
BLOG

12 maja 1926 roku

niktt niktt Rozmaitości Obserwuj notkę 4

Tak wyobrażam sobie ten dzień :

Jest majowe, ciepłe przedpołudnie. Słońce jeszcze nie grzeje tak mocno jak w lipcu, lecz łagodnie przemienia ponure badyle drzew w akwarelowe zielenie. Czasem chłodniejszy podmuch wiatru poniesie głosy podekscytowanych przechodniów w głąb Mokotowskiej.

Babcia, chociaż w kuchni nadzoruje służącą, czyni to bezszelestnie.

W narożnym pokoju panuje zupełna cisza. Oba okna są szeroko otwarte i wpada wiosenny oddech miasta. Przez chwilę zapachniał świeży chleb przez kogoś niesiony z pobliskiej piekarni, w bramie na przeciwko zaszczekał pies, a w oddali metalicznie zgrzytnął tramwaj.

Ojciec rozsiadł się wygodnie w fotelu. Wyprostował nogi i złożył je na blacie biurka.

Tak samo jak to przed tygodniem widział w kinie. W niemym kinie, na amerykańskim filmie.

Na kolanach położył grubą książkę w twardej, płóciennej oprawie otwartą na stronie 125.

To podręcznik prawa rzymskiego. Przechylił głowę poza oparcie fotela i przymknął oczy. Bezgłośnie poruszał ustami i powtarzał w myślach łacińską definicję zobowiązania.

Zapamiętywał każde słowo. Po kolei.

Obligatio est iuris vinculum quo necessitate adstringimur alicuius solvendae rei secundum nostrae civitatis iura.

Zobowiązanie jest węzłem prawnym. Vinculum. Węzłem. Pętlą.

To ważne. Taki tego jest sens.

Przed miesiącem skończył 20 lat i jest studentem II roku prawa.

Niczego jeszcze nie rozumie do końca, bo jest zbyt młody. Dopiero się uczy.

Na ścianie pokoju rozmazują się słoneczne plamy, a w rogu ciężki zegar dzieli czas. Wahadło co rusz wpada w jasną przestrzeń, aby z niej wypaść i zniknąć w otchłani cienia. Tam i z powrotem!

Słońce – cień – słońce – cień. Regularnie, nieodwracalnie.

Coś się dzieje pomimo, że nic się nie dzieje.

Przez moment za oknem słychać jakieś podniesione głosy, jakieś pokrzykiwania, stukot czyichś nóg i końskich kopyt. Wszystko jednak ucicha, aby po chwili rozgorzeć na nowo w innym miejscu. I znów cichnie.

Est mihi cura futuri.

O co tu chodzi?

Ojciec odkłada książkę na ciemny blat biurka. Zdejmuje nogi i wolno podnosi się z fotela. Obraca twarz w stronę biblioteki i robi dwa kroki w jej kierunku.

Tylko dwa kroki!

Dlaczego niepokoję się o przyszłość?

Czy to ma jakieś znaczenie? Ale jakie?

Nagle słyszy dźwięk.

Krótki, świszczący, inny od wszystkich znanych dźwięków.

Zabrzmiał przez chwilę. Przez ułamek chwili zaledwie.

Pod nogi posypał się śnieżno-biały tynk. Ojciec obejrzał się za siebie. W oparciu fotela, w miejscu gdzie przed sekundą znajdowały się jego plecy tkwił niewielki otwór. Dyszał świeżością.

W promieniach słońca, niczym maleńkie muszki, unosiły się blade drobinki czerwonej materii.

Za oknem ktoś krzyczał. Stukot nóg mieszał się z odgłosami kopyt. Teraz już słyszał strzały.

Ale jakieś inne - głośne, matowe pacnięcia odbijały się od ścian i od bruku ulicy.

Bez tego niepokojącego metalicznego świstu.

Ojciec rzucił się na podłogę i doczołgał się do biurka. Ukrył się za nim jak przestraszone zwierzątko. Spocony z przerażenia bezmyślnie wpatrywał się w miejsce gdzie puszysty dywan stykał się z drewnianą podstawą biurka. Leżał tam otwarty na stronie 125 podręcznik prawa rzymskiego z causą podkreśloną czerwonym ołówkiem.

Lecz nie było tam słów  Est mihi cura futuri.

Nie było ich ani na tej stronie, ani na następnej, ani na żadnej innej.


 


 

niktt
O mnie niktt

mam wątpliwości

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (4)

Inne tematy w dziale Rozmaitości