W gruncie rzeczy powstałem z bajki.
Każdego wieczoru bowiem były bajki świadkiem mojego zasypiania.
Opowiadane przez Ojca, niezauważalnie przedostawały się do mych snów. Wciskały się tam szczelinami pomiędzy cieniami mrocznych przedmiotów naszego mieszkania. Usadawiały w mej głowie i mieszały ze światem realnym. A potem odpływały powoli z mojej świadomości i gdzieś na krawędzi łóżka oczekiwały nowego poranka.
Ojciec komunikował się ze mną poprzez bajki.
Kiedy zostaliśmy sami, kiedy moja młoda matka, ulegając zgubnemu przeznaczeniu, pozostawiła nas własnemu losowi, trudno nam było nawiązać ze sobą kontakt.
I w tym momencie pomocne okazały się bajki.
Wieczorem, przy zgaszonym świetle siadał Ojciec na brzegu łóżka i wyczarowywał świat bajki. Tworzył barwną mozaikę wyobrażeń o rzeczywistości. Bajki były różne. Były seriale przerywane w najciekawszym momencie. Były też zgoła krótkie opowiastki z prostym morałem.
Ojciec nie miał wielkiej wyobraźni, ani artystycznej natury. Tworzenie przychodziło mu z trudem. Nie tracił jednak ducha. Cierpliwie plótł intrygi swych opowieści, uzależniając treść od mych intelektualnych możliwości.
Skądinąd wiem, że pierwsze bajki zaczął opowiadać mi gdy jeszcze w ogóle nie mówiłem i niczego nie rozumiałem. Bajka miała wtedy prostą formę i jasną budowę semantyczną w rodzaju : gli, gle, gle, gla, gli...... Kiedy do ucha mej ukochanej kotki szepczę podobnie czułe słówka, ona wie o czym rozmawiamy.
Kiedyś podczas takiej właśnie opowieści wypadł Ojcu z lufki niedopałek papierosa - bo Ojciec palił zawsze w lufce – i niezauważony wpadł za kołnierz mej pidżamy. Ojciec zajęty był tworzeniem dramatycznej fabuły. Kiedy podniosłem piekielny wrzask pomyślał zapewne, że to treść przekazywanej onomatopeją opowieści poprowadziła mnie ku szaleństwu. Być może przez moment miał satysfakcję ze swych dramatycznych umiejętności. Nie trwało to jednak długo. Następnego ranka w pidżamie niedopałek odnaleziono.
Wracając do bajek, to początkowo nie miały one, jak już mówiłem, sprecyzowanej treści. Jednak z upływem czasu treść w nich się pojawiła. Komplikowała się trochę, chociaż nie specjalnie. Fabuła zyskiwała na dramatyzmie, wątki przeplatały się i zapętlały, a ja w tym wszystkim starałem się jakoś połapać i całość kontrolować.
Może opowiadane przez Ojca bajki stworzyły podwaliny mej osobowości?
Oddzieliły dobro od zła?
A może Ojciec po prostu dawał się tylko ponieść fantazji i pokazywał mi świat takim, jakiego wcale nie było, lecz do jakiego tęsknił?
Treści tamtych bajek nie pamiętam. Pamiętam jednak, że ich bohaterem był chłopak o imieniu Jędrek.
Tak też na imię ma mój syn. Bo obaj pochodzimy z tej samej bajki.


Komentarze
Pokaż komentarze (3)