Ada miała kruchość porcelanowej filiżanki. A i w duchu była podobnie, jak ulotne zdobienia tej filiżanki, zagadkowa. Bo była Ada drobna i zwiewna, strojna w słomkowe kapelusze i ażurowe rękawiczki. Używała lotnych szali i kolorowych, przewiewnych sukienek. I wielbiła Ada porcelanę.
Jej porcelanowy zbiór składał się z rozmaitych maleńkich, meisenowskich filiżanek i takich samych maleńkich spodeczków oraz wielu innych uroczych dzbanków, dzbaneczków, czarek i talerzyków, które po jej śmierci stały się moją własnością.
Te skarby, zbierane przez lata na pchlich targach, trzymała Ada w oszklonej serwantce o wyglądzie wykwintnym i antycznej proweniencji. W każdym maju obok dwóch zdobnych wymyślnymi herbami ciemnowiśniowych pucharów stawiała tam Ada meisenowski wazonik z bukiecikiem konwalii.
Bo oprócz porcelany Ada kochała konwalie.
Po jej śmierci, niczego w jej antycznej serwantce nie zmieniając, z największą delikatnością, nie poruszywszy najmniejszej nawet filiżanki, najbardziej wątłego i przeźroczystego spodeczka, ani żadnej zdobnej maleńkiej łyżeczki, bez milimetrowego drgnięcia i w nienaruszonym stanie przewiozłem to wszystko z Żoliborza wprost do mego domu.
Trwa zatem w mym salonie kruchość i zagadkowość Ady.
Poprzez otwarte drzwi widoczna jest owa kruchość z samych głębin ogrodu.
Wiosną ustawiam tam konwalie.
Za to latem, przebiegam wzrokiem pomiędzy błękitem ostróżek strzegących ogrodowej ścieżki, by prześlizgnąć się ukradkiem przez chłodny hall i wpaść wprost do salonu. Tam zatrzymuję wzrok na błyszczącej krawędzi antycznej serwantki Ady.
Bo tylko takiemu memu natarczywemu spojrzeniu odpowiadają lśnieniem tajemne rysunki kwiatów na anemicznych ściankach porcelanowych filiżanek.


Komentarze
Pokaż komentarze (6)