niktt niktt
757
BLOG

Drugi mąż drugiej żony

niktt niktt Rozmaitości Obserwuj notkę 26

Ten dzień nie utkwił w mojej pamięci jakoś szczególnie.

Pamiętam go jako nieokreśloną chwilę spędzoną w gabinecie Ojca.

Spoconym palcem uporczywie kreślę koła i kwadraty na odbijającym skąpe światło zielonym szkle blatu biurka.

Tego dnia, który zapamiętałem jako ulotną chwilę, moja matka ostatecznie opuściła mój świat, ulegając swemu zgubnemu przeznaczeniu. Nie miałem wielu lat - może cztery, może pięć.

Poza uczuciem nacisku na zimną krawędź szklanej tafli, poza niejasnym uczuciem ślizgania się palcem po tej krawędzi aż do samego narożnika osadzonego w łożysku metalowego trójkącika przytwierdzonego dwiema maleńkimi śrubkami do blatu biurka, poza tym właśnie - niczego więcej nie pamiętam.

Umiejscawiając zatem to w czasie i w przestrzeni, co z oczywistych względów czyni rzeczywistość bardziej uporządkowaną, muszę stwierdzić, że mój dziecięcy świat zaczął się w mej pamięci z chwilą przeciągnięcia wskazującym palcem po zielonkawym, chłodnym szkle, a zgasł w sekundzie, może nawet nie tyle w sekundzie co w jej ułamku, co w tysięcznym jej skrawku, kiedy cieniutki i drżący jak wyschnięta trawka sekundnik w zegarku marki Omega na ręku mego Ojca - ku memu przerażeniu - zatrzymał się!

 

Ulegając głosowi swej młodej natury, a w istocie ulegając zgubnemu przeznaczeniu ma młoda matka odnalazła się zupełnie gdzie indziej z zupełnie innym mężczyzną, pozostawiając nas z Ojcem swemu losowi.

I ten oto inny mężczyzna, który stał się drugim mężem drugiej żony - trzymając się terminologii tu stosowanej - obiektywnie rzecz ujmując, zburzył me pogodne dzieciństwo.

Odtąd przestało ono być pogodne. Stało się zagmatwane i poskręcane jak korzeń jałowca.

A pomimo tego chronię je w pamięci.


 

Co do drugiego męża drugiej żony, to Ojciec nie darzył go sympatią.

A szczerze mówiąc, nienawidził go serdecznie. Był bowiem drugi mąż mego Ojca antytezą.

Kiedy boleśnie pojawiłem się w plątaninie ulic nowego miasta, moja matka też nie darzyła drugiego męża już żadną sympatią. Ona też szczerze go nienawidziła nienawiścią jaką odczuwać potrafi tylko kobieta po rozstaniu.

Z obrazu jaki tu kreślę wynika jasno, że mój pozytywny stosunek do drugiego męża nie miał żadnej sensownej przyczyny i nie był niczym rozsądnym uzasadniony.

A jednak nasza przyjaźń trwała od samego początku do samego końca.


 

Tak jak mój dojrzały ojciec i ma młoda matka rozciągnęli mnie w czasie, naznaczając stygmatem nieadekwatności i wewnętrzną dysharmonią - tą niewidoczną i bolesną skazą, tak ów drugi mąż moje  "nigdy dokładnie tak" - napełnił treścią.

Dzieki niemu me wątpliwości urosły, rozkwitły sprzeczności, dojrzały przeciwieństwa.

Był bowiem naturą niezwykłą.

Zarażał nietuzinkowym oglądem świata.

Otwierał nieznane.

Dzięki niemu wciąż coś odkrywałem.

Zyskiwałem - choć widywaliśmy się rzadko.


 

W Poznaniu, w szpitalu miejskim imienia Strusia, gdzie trzydzieści lat temu zabijała go białaczka, odwiedzałem go niemal codziennie. Żył zaledwie czterdzieści kilka lat.

Do dziś jestem jego dłużnikiem – i tak pozostanie.

Teraz przypadło mi w udziale użerać się z mą przyrodnią siostrą - a jego córką, i z mą matką - a jego żoną, o dobrą pamięć po nim.

Dobry Boże - Wielki Prześmiewco!

Czemu sprawiasz, że dobra pamięć pozostaje wcale nie tam, gdzie zostać powinna?


 


 


 

niktt
O mnie niktt

mam wątpliwości

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (26)

Inne tematy w dziale Rozmaitości