W środę napisałem o tym u 1maud. Później przez kilka dni przechodziłem przed budynkiem Ministerstwa Pracy i co wieczór robiłem zdjęcie, żeby nikt nie musiał mi wierzyć na słowo. Zacznę od przytoczenia swojego komentarza:
1Maud
Zdjęcia robiłem w środę, czwartek i piątek. Na wszystkich widać tę samą wiązankę, która nikomu nie przeszkadzała - ani przechodniom, ani Straży Miejskiej, ani pracownikom ministerstwa. I to jest, moim zdaniem, normalne. Nienormalne jest zachowanie naczelnika SM, który kwiaty złożone wieczorem, po kilku godzinach uznaje za śmieci i w otoczeniu innych oficerów SM pilnuje ich wyrzucenia lub przeniesienia. Nienormalne jest tłumaczenie aparatczyka PO, że "Moim obowiązkiem zgodnie z ustawą jest dbanie o porządek w pasie drogi.", tym bardziej, że sam mogę Pani Gronkiewicz-Waltz udowodnić, że wywiązywanie się z prawdziwych obowiązków nie jest jej mocną stroną. Że Pani Prezydent łże, mówiąc, że znicze są usuwane o godzinie 3-5 następnego dnia, wiedzą wszyscy, którzy oglądali film nakręcony nocą i wiedzą, jak długo mogą płonąć tej wielkości znicze.
O co więc chodzi? Wszyscy się domyślają - ci, którzy składają kwiaty przed Pałacem i ci, którzy je każą wyrzucać. Ci, którzy obawiają się, że samolot spadł nieprzypadkowo i ci, którzy mają nadzieję, że samolot spadł nieprzypadkowo.
Otóż chodzi prawdopodobnie o to, że miejsce pod Pałacem to miejsce czci dla 96 ofiar Katastrofy. A tablica pod MPiPS (umieszczona na warszawskiej ulicy, co dziwne - bez referendum) poświęcona jest tylko jednej osobie. Nie sposób nie wnioskować, że wśród stanowiących różnicę odejmowania 95 ofiar były osoby, których Pani Prezydent uszanować nie chce. I kwiaty dla tych znienawidzonych są śmieciami. Zakazanymi jak w 1982 czy 1863.
Na szczęście Pani Gronkiewicz-Waltz zamiast kozackich sotni i plutonów ZOMO ma do dyspozycji tylko ogolonego naczelnika SM, jego podwładnych i MPO.




Wczoraj około 21.00 wracając do domu widziałem, jak dwie panie złożyły wieniec (może dużą wiązankę) na chodniku pod tablicą poświęconą tragicznie zmarłej Izabeli Jarudze-Nowackiej (Ministerstwo Pracy na Brackiej to jej dawne miejsce pracy). Postały chwilę i poszły. Podejrzewam, że wieniec leży tam nadal, choć jak wiemy, w Warszawie zazwyczaj naczelnicy straży miejskiej z Pragi Południe przyjeżdżają do Śródmieścia, żeby nadzorować usuwanie wieńców w nocy.
Nie wybiegł także strażnik z Ministerstwa (który ma widok z kamery na wejście), żeby zakrzyknąć, że Pani Minister zginęła w Smoleńsku, a nie pod Ministerstwem. I całe szczęście, że HGW i jej służby są ludźmi o "innej wrażliwości", a nie jest to jeszcze norma.