5 obserwujących
49 notek
21k odsłon
  4306   3

Koniec karnawału?

My - ludzie „Solidarności” kończymy już czas naszej aktywności społecznej. Możemy mieć satysfakcję, że Rewolucja Solidarności zapoczątkowana w 1980 roku została dokończona, choć dopiero po 35 latach. Cud roku 2015 zawdzięczamy tragedii smoleńskiej; ofiara życia 96 osób nie poszła na marne, ale u podstaw przemian, które wtedy nastąpiły, była ciężka praca rzeszy byłych solidarnościowców zorganizowanych w Klubach Gazety Polskiej, czy Rodzinach Radia Maryja. Ludzie ci bez żadnych Funduszy Norweskich, czy grantów od filantropa Sorosa, wykonywali „czarną” robotę przy wyborach zbierając podpisy, roznosząc ulotki, uczestnicząc w Ruchu Kontroli Wyborów itp. Niestety - istnieje realna perspektywa, że z trudem wywalczona polska podmiotowość może zostać z powrotem ograniczona i to nie przez zbrojną inwazję, lecz kartką wyborczą. Zdajemy sobie sprawę, że w naszym położeniu geopolitycznym utrzymanie stosunkowo dużego zakresu suwerenności wymagać musi wielkiej zręczności dyplomatycznej i stałej troski o bezpieczeństwo państwa.


Czy nasi sąsiedzi, którzy uzurpują sobie prawo do „opieki” nad Polską, będą na tyle uprzejmi, żeby spokojnie patrzeć na rozwój naszej gospodarki i poczekają na konsolidację państw Międzymorza?

Wiele niepokojących sygnałów wskazuje, że postanowili „rozwiązać kwestię polską” i właśnie przystąpili do działania. Rzecz ciekawa – kanclerz Merkel nigdy otwarcie nie występowała przeciw Polsce – w tym celu posługuje się ona swoim „personelem”. Dla Niemców Tusk jest niezwykle cennym "zasobem kadrowym", dlatego strzegą go jak źrenicy oka; został mu nawet przydzielony specjalny "opiekun"- P. Graś (postać analogiczna do "kapciowego" Wałęsy - Wachowskiego). Oprócz pochodzącego z Polski Tuska „właściwego”, Niemcy dysponują innymi podręcznymi Tuskami i właśnie użyli jakiegoś w konflikcie o kopalnie Turów. O ciągnących się od maja negocjacjach wiadomo tylko, że są „trudne”. Można odnieść wrażenie, że czescy „negocjatorzy” wykonują jakieś zlecone zadanie. Wbicie klina rozsadzającego Grupę Wyszehradzką jest na rękę niektórym państwom Unii. W tej sytuacji podjęcie retorsji np. w postaci kontroli BHP czy Sanepidu w czeskich kopalniach na terenie Polski było by najgorszą reakcją. Już w sklepach Bogatyni czescy klienci spotykają się z wrogością, a oni z kolei przypominają Zaolzie i polską inwazję z 1968 roku.

Kolejnym czeskim „Tuskiem” do ataku na Polskę jest wiceprzewodnicząca Komisji Europejskiej Vera Jourova - odpowiedzialna za „wartości i przejrzystość”. Na „wartościach” zna się ona jak mało kto, bo jako przedsiębiorca była oskarżona o korupcję i spędziła jakiś czas w areszcie. Wszystkie rytualne zarzuty o „strefy wolne od LGBT”, czy o sądach, które „nie dają gwarancji niezawisłości” padły już wielokrotnie. Strona polska również wielokrotnie zapewniała, że nie istnieją w Polsce miejsca, do których nie mogą wejść osoby z przypadłością homoseksualną, a sędziów wybiera się dokładnie tak samo, jak np. w Hiszpanii, a w ogóle- to organizacja sądownictwa nie należy do kompetencji Unii. Oczywiście nie chodzi o żadne merytoryczne argumenty, tylko o tworzenie atmosfery niechęci i czarny pijar wokół Polski. Niebawem dojdzie nowy temat - „wolność mediów”.

Nie wydaje się, aby zamiarem Niemców było pozbawienie naszego kraju należnych funduszy europejskich – przecież pieniądze te w 80 procentach ostatecznie trafiają do Niemiec - ale fundusze mogą zostać „zamrożone” (jak wyjawił Trzaskowski) do czasu zmiany władzy w Polsce.

Największym zadaniem i osiągnięciem Tuska w „Europie” było uprzejme wyproszenie Wielkiej Brytanii z UE. Teraz, gdy Europa jest już w pełni niemiecka, Tusk w Brukseli nie jest już potrzebny; powierzono mu więc nowe zadanie - „wyzwolenia” Polski od „reżimu PiS”.

Jedną z postaci używanych do walki z tym „reżimem” jest „hiszpański Tusk” - wiceprzewodnicząca TSUE sędzia Rosario Silva de Lapuerta, która jednoosobowo "wyłączyła prąd" (wg. wskazań opozycjonisty Kramka) w kopalni Turów. Wygląda na to, że pani de Lapuerta specjalizuje się w tematyce polskiej, bo wcześniej zwalczała z pasją naszą reformę sądownictwa. Nie była ona nigdy sędzią, gdyż z uwagi na swoje zaangażowanie na rzecz pewnej postępowej partii, nie spełniała wymogu apolityczności obowiązującej sędziów w Hiszpanii. Natomiast w TSUE nie ma takich ograniczeń; nawet nie trzeba być zawodowym sędzią (wystarczy być prawnikiem), a może nawet słuszne zaangażowanie polityczne jest zalecane?

27 sędziów TSUE jest delegowanych przez rządy, a ponieważ tylko 2 kraje są rządzone przez konserwatystów, nietrudno przewidzieć sympatie polityczne niemal wszystkich nominatów.

Art. 253 stanowi:

„sędziowie i prawnicy Trybunału Sprawiedliwości zostaną wybrani spośród osób, które oferują absolutne gwarancje niezawisłości i które spełniają wymagane warunki do wykonywania wyższych funkcji jurysdykcyjnych oraz są prawnikami o uznanej kompetencji i randze w swoich krajach"

Lubię to! Skomentuj108 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Polityka