8 obserwujących
63 notki
29k odsłon
  5408   9

GRA ZNACZONYMI KLAWISZAMI

Rozkręca się kolejna fala pandemii, kraj został zaatakowany równocześnie z kilku kierunków (nie pierwszy raz w naszej historii), rysuje się perspektywa powrotu do władzy ekipy gwarantującej 7 chudych lat. W tym ponurym czasie, jak balsam na duszę działała możliwość bliskiego obcowania z pięknem przez słuchanie wspaniałej muzyki podczas trzytygodniowych zmagań Konkursu Chopinowskiego.

To święto muzyki w swojej długiej historii miewało też i ciemniejsze strony - mimo stałej troski organizatorów o możliwie sprawiedliwy i obiektywny werdykt, czasem zdarzały się wpadki. Przedmiotem wnikliwych analiz było dopracowanie regulaminu, aby uniknąć sytuacji takich, jak na przykład na drugim konkursie w 1932 roku. Dwaj laureaci uzyskali wtedy identyczną punktację, a o zwycięzcy zdecydowało losowanie. „Przegrany” węgierski pianista Ymre Ungar oprotestował werdykt. Tego typu problemy kładły się cieniem na reputacji imprezy. W trosce o obiektywizm w konkursie z roku 1949 uczestnicy losowali numery i występowali anonimowo, a jurorzy słuchali za zasłoną. Ponieważ poziomu artyzmu i talentu nie da się zważyć, ani zmierzyć, wynik konkursu jest połączeniem wypadkowej gustów jurorów z bezduszną statystyką. Punktacje jurorów często różnią się znacznie (dlatego odrzuca się skrajne oceny), a o rezultacie decyduje ostatecznie najważniejszy juror – kalkulator.

Popularna opinia, że pobranie lekcji u profesora – jurora zwiększa szanse w konkursie, chyba nie jest pozbawiona podstaw. Profesorowie wprawdzie nie punktują swoich uczniów, ale mogą innych ocenić surowiej...

Zdarzało się, że profesor X „wycinał” wychowanków profesora Y i odwrotnie. Korzystali na tym „niezrzeszeni”. Efektem było, że do finału doszli przeciętniacy i nie było komu dać I nagrody, co zdarzyło się w konkursach w 1990 i 1995 roku. Jednak w długich dziejach konkursu najwięcej kontrowersji wzbudził XVI konkurs (2010 r), w czasie apogeum wzajemnej przyjaźni premierów Tuska i Putina po wydarzeniu smoleńskim. To wtedy nastąpiło groteskowe „pojednanie Kościołów”, o którym Gazeta Wyborcza napisała „abp Michalik wszedł do historii”. Państwowa Komisja Wyborcza szkoliła się w Moskwie, Ławrow miał odprawę z polskimi ambasadorami, a FSB podpisało „umowę o współpracy” ze Służbą Kontrwywiadu Wojskowego...

Nie wiadomo czy ówczesne wzmożenie przyjaźni polsko – rosyjskiej było przyczyną, że w finale znalazło się aż 6 (na dziesięciu!) pianistów z Rosji, ale wiele wskazuje na to, że konkurs był od samego początku „szyty”(grubymi nićmi) pod przyszłą laureatkę. Organizację tym razem powierzono Narodowemu Instytutowi Fr. Chopina (poprzednio organizatorem było Towarzystwo im. Fr. Chopina). Po raz pierwszy w katalogu – biuletynie konkursowym nie było notek biograficznych jurorów, ani regulaminu konkursu. Sam regulamin był bardzo mętny i pozostawiający wielki margines do interpretacji.

Zdumiewające rezultaty konkursu były zaskoczeniem nie tylko dla fachowców. Powszechne zdziwienie budził fakt, że wielu znakomitych pianistów odpadło na wczesnych etapach, Zwycięstwo Julianny Awdiejewej - skądinąd bardzo sprawnej pianistki - przyjęto jako przypadkowe, będące wynikiem matematycznie „uśrednionego” gustu jurorów. Z kół zbliżonych do dobrze poinformowanych dochodziły jednak wieści o "zblatowaniu" 5 z 13 jurorów. Zwolennicy teorii spiskowych twierdzili, że była to „ustawka”, podczas której Awdiejewa otrzymała skuteczne wspomaganie. Przed finałem wprowadzono dodatkowe, pozaregulaminowe kryterium – ponoć Awdiejewa miała „najbardziej wyrównaną punktację” we wszystkich etapach. Niezwykły był też sposób ogłoszenia wyników – jeszcze w trakcie obrad jury wyszedł do oczekującej publiczności sekretarz jury i oznajmił, że „wygrała Julianna Awdiejewa”.

Rzecz jest oczywiście nie do udowodnienia, ale fakty wymownie wskazują, że Awdiejewa była już desygnowana na laureatkę. Świadczy o tym wyjątkowe traktowanie tej właśnie artystki. Już na półmetku konkursu (w trakcie przesłuchań II etapu) była zaproszona przez prezydenta Komorowskiego na prywatny koncert dla dyplomatów.

Wiadomo, że rodzice laureatki są wysokimi urzędnikami działającymi na „odcinku” kultury (moskiewska telewizja, Ministerstwo Kultury), a ona sama dostała kontrakt z dużej wytwórni płytowej ZANIM została laureatką. Normalnie to dopiero zwycięstwo w liczącym się konkursie otwiera drogę do propozycji nagraniowych.

Awdiejewa została dokooptowana do konkursu z naruszeniem regulaminu. Już po ogłoszeniu listy 160 zakwalifikowanych do dalszych eliminacji pianistów, dyrektor Narodowego Instytutu im Fr. Chopina (organizator konkursu) wymógł na przewodniczącym jury dopuszczenie jeszcze 56 uczestników. Pięćdziesiąta szósta „pod kreską” była Awdiejewa. Zajmując 216 miejsce (na ok. 450 zgłoszonych) przyszła laureatka nie zachwyciła kwalifikujących na podstawie nagrań jurorów.

Lubię to! Skomentuj101 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Kultura