Bardzo źle dzieje się z dużą częścią polskiej klasy politycznej. Wystarczy gdy ktoś głośniej kichnie nie w tą stronę co trzeba a już lizusy polityczne ustawiają się w kolejkę do przeprosin i głośno się bije w cudze piersi. Tak było m. in. po pamiętnej i bardzo niepotrzebnej zaczepce przez Jarosława Kaczyńskiego w czasie kampanii wyborczej pani kanclerz Angeli Merkel Skwapliwie wykorzystało to grono byłych ministrów spraw zagranicznych by wysłać hołdowniczy list z przeprosinami do pani kanclerz.. Do grona hołdowników dołączył dziś pan Palikot. Wykorzystał fakt małej zadymy, zadymy prowokowanej umiejętnie przez stronę rosyjską. W swoim adresie do ambasady Federacji Rosyjskiej przeprosił za zadymę. W ten sposób dał do zrozumienia że całkowita wina leży po polskiej stronie. W adresie nie wspomniał że strona polska oczekuje przeprosin za pobicie polskiego Stewarta przez rosyjskich kibiców we Wrocławiu.
Za zadymę obarcza część prawej strony sceny politycznej.
Dla jaśniejszego spojrzenia na sprawę wypada spojrzeć na sprawę przeprosin z innej perspektywy i odpowiedzieć sobie na następujące pytanie.
Czy słyszał ktoś słowo przepraszam od obcych polityków za kłamliwą frazę o "polskich obozach śmierci", za deportacje i mordy na nieludzkiej ziemi, za Jałtę, za wyeliminowanie polskiego wojska z defilady zwycięstwa w Londynie po zakończeniu II wojny światowej....?
A przecież te przewiny są nieskończenie większe niż nawalanka kilku kiboli.


Komentarze
Pokaż komentarze