Nie samym njusem żyje człowiek
"Jest broń straszniejsza niż oszczerstwo: to prawda." Charles-Maurice de Talleyrand
62 obserwujących
304 notki
604k odsłony
1746 odsłon

Kiedy staniemy się normalni?

Wykop Skomentuj82

Jedno z pytań, które mi towarzyszy od lat brzmi w sposób następujący: kiedy my, Polacy, staniemy się normalni? To pytanie, naturalnie, rodzi kontr-pytanie: A czy jesteśmy nienormalni?

Tak. W niektórych aspektach tak. Takim aspektem jest np. nadwrażliwość na to, co mówią o nas inni. Wciąż chorobliwie łasi na pochwały i wciąż nadmiernie cierpiący z powodu krytyki. To własnie niska samoocena powoduje, że łatwo nami jest manipulować: wciąż bowiem pragniemy świadectwa potwierdzającego to, że jesteśmy tacy sami jak inni i łatwo nas skusić mirażem bycia takimi samymi jak inni nawet gdyby było to w efekcie niedobre dla nas samych. 

Oczywiście - w świecie rzeczywistym pojęcie: tacy sami jaki inni nic nie znaczy, gdy wszyscy inni różnią się pomiędzy sobą i wcale nie śpieszy im się poddać procesowi homogenizacji. Natomiast my cierpimy z powodu tej różnicy zamiast traktować ją jako po prostu światowy standard. Holendrzy, powiada się, że z tych złośliwych Holendrów mawiają tak: gdy Bóg stworzył Francję, zobaczył, że stała się całkiem piękna. Coś zbyt pięknego. Aby to zrekompensować, stworzył Francuzów. Ludzi sztywnych. Niegościnnych. Traktujących j. francuski jak pierwszy język Zachodu, choć to głupi język i już dawno nie pierwszy. Mających wstrętne jedzenie, choć zadzierających nosa z tą swoją cuisine. Zadzierających nosa z tą swoją haute couture. Wiecznie przekonanych, że jest oczywiste to, że inni powinni wzorować się na nich. Ogólnie - "Frankrijk is een mooi land, het is jammer dat er Fransen wonen"*. Ale czy Francuzi byliby w stanie się tym martwić? Oni po prostu są inni i jest im z tym dobrze. Co najwyżej mogą się dziwić jak można być innym od nich skoro oni i tak są już najlepsi. Po co tak błądzić? A czy innym jest z tym dobrze? A czemu mieliliby się tym akurat martwić Francuzi? To nie jest ich problem - niech rozwiążą go ci, których to trapi.

Ta niska samoocena mogłaby pozostać jedynie w akademickim kręgu zainteresowania socjologów i psychologów społecznych stając się li tylko przyczynkiem do przelewania myśli na papier pokrywający się nobliwym, wolno opadającym, uniwersyteckim kurzem. Mogłaby, gdyby nie to, że ma ona swoje realne reperkusje polityczne: wpływa bowiem na to, jesteśmy tu gdzie jesteśmy. Niska samoocena to był, i nadal jest, bezcenny kapitał polityczny i manipulacyjny III RP. Dzięki niej nastąpiło wyrugowanie Polaków z własności. Dzięki niej jesteśmy w stanie symbolicznej i politycznej wojny domowej. Dzięki temu niszczona jest nasza wspólnota. Dzięki niej polityka wszczepiania kodów kulturowych, kodów - notabene-  opartych na tym samym od czego uciekliśmy w 1989 roku,  mogła i może odnosić sukcesy. Operacja pt. "aby było u nas tak jak na Zachodzie" nigdy nie dotyczyła podstaw, które uczyniły Zachód bogatym. Zawsze dotyczyła sfery idei, kultury, historii, nauk humanistycznych a więc tych obszarów, które zostały silnie spetryfikowane przez nurt neomarksistowski.

W życiu, w zasadzie, jestem sceptykiem. Autorytet nie może mnie uwieść jedynie mocą tego, że jest autorytetem. Presja zbiorowości nie powoduje, że chcę jej się poddać w imię świętego spokoju. Rzecz trzeba najpierw rozważyć. Głowa nie jest ozdobą lub wygodną formą do umieszczenia na niej korony, ale zawiera rzecz najcenniejszą: rozum. Więc i słowa autorytetu trzeba rozważyć rozumnie tak jak i emocje zbiorowości trzeba przepuścić przez filtr logiki chcąc poznać jej przyczynę.

Stad, gdy słyszę, że jest źle, bo udział kapitału zagranicznego w systemie bankowym jest zbyt wysoki, jest źle ponieważ udział podmiotów zagranicznych w rynku medialnym jest zbyt duży, jest źle, bo w Polsce jest zbyt duży udział państwa w gospodarce czy też jest źle, ponieważ zbyt dużo zagranicznych spółek działa w sektorze usług komunalnych to nie zamierzam iść za tym głosem i kiwać głową: tak,  macie rację w 100%, jest źle. Tym bardziej, że w tej dyskusji jest wyrażana inna opinia: nie jest źle, jest przecież normalnie, tak jak na Zachodzie. Mój sceptycyzm podpowiada mi jedno: warto to sprawdzić zanim zajmie się określone stanowisko. Ktoś zapyta: co sprawdzić? Sprawdzić jak te i inne podobne im kwestie są rozwiązane w krajach, które są dla Polaków wyznacznikiem zamożnego społeczeństwa. Jeżeli przecież jest tak, że rynek medialny w Niemczech, Francji, Holandii czy w Wielkiej Brytanii jest zbliżony w zakresie udziału nadawców / wydawców zagranicznych do rynku polskiego to kruszenie o to kopii jest tylko jałowym sposobem wykorzystania wolnego czasu. Jesteśmy w końcu w takiej samej sytuacji jak inni - nie jesteśmy ani lepsi ani gorsi. Normalni. Co wtedy jednak, gdy studia porównawcze prowadzą do innego wniosku: żaden z krajów o jakich wspomniałem wcześniej nie ma tak zorganizowanego system bankowego, rynku medialnego itp., itd.?  

Wykop Skomentuj82
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Społeczeństwo